Zwykły detal? Raczej prehistoryczny gość na XV-wiecznym obrazie

Na pierwszy rzut oka to tylko drobny detal na obrazie religijnym z XV wieku. Kamień położony na księdze, trzymanej przez św. Szczepana, nie wygląda jednak jak zwykły kamień. I właśnie od tego drobiazgu zaczyna się historia, która pięknie pokazuje, jak sztuka potrafi przechować rzeczy, których nikt się po niej nie spodziewa. Naukowcy doszli do wniosku, że tajemniczy obiekt z Dyptyku z Melun Jeana Fouqueta najpewniej przedstawia aszelski pięściak – prehistoryczne narzędzie kamienne, którego rzeczywisty pierwowzór mógł mieć setki tysięcy lat.
fot. Wikimedia Commons/Sailko

fot. Wikimedia Commons/Sailko

Jeśli interpretacja badaczy jest trafna, obraz Fouqueta zawiera jedno z najstarszych znanych artystycznych przedstawień prehistorycznego narzędzia. Innymi słowy: renesansowy artysta nie namalował po prostu symbolicznego otoczaka, lecz coś, co wygląda jak świadomie rozpoznany i uważnie odtworzony przedmiot z bardzo głębokiej przeszłości.

Cała sprawa ma w sobie coś przewrotnie pięknego. Zwykle myślimy o historii jak o szeregu osobnych szuflad: prehistoria, średniowiecze, renesans. Tymczasem tu nagle okazuje się, że człowiek z XV wieku mógł trzymać w ręku narzędzie wykonane setki tysięcy lat wcześniej i uznać je za na tyle niezwykłe, by umieścić je na obrazie religijnym. To trochę tak, jakby w muzealnej sali ktoś nagle odkrył, że jeden eksponat od dawna patrzył na drugi, tylko nikt nie zwrócił na to uwagi.

Niepozorny kamień z obrazu zaczął wyglądać podejrzanie znajomo

Chodzi o lewy panel Dyptyku z Melun, dzieła namalowanego około 1455 roku przez Jeana Fouqueta. Widać na nim Étienne’a Chevaliera oraz św. Szczepana. Święty trzyma księgę, a na niej spoczywa kamień odnoszący się do jego ukamienowania. Problem w tym, że ten “kamień” od dawna wyglądał trochę zbyt dobrze, zbyt regularnie i zbyt znajomo, by uznać go za przypadkowy głaz.

To właśnie ten detal zwrócił uwagę Stevena Kangasa z Dartmouth. Jak podaje Dartmouth, badacz od lat miał poczucie, że przedmiot z obrazu bardziej przypomina narzędzie prehistoryczne niż zwykły kamień. Później pokazał reprodukcję specjalistom od archeologii i od tego momentu cała sprawa przestała być luźnym przeczuciem historyka sztuki, a stała się tematem konkretnego badania.

Zespół badaczy postanowił sprawdzić sprawę porządnie. Porównano kształt, kolor i ślady obróbki widoczne na malowanym obiekcie z rzeczywistymi aszelskimi pięściakami, w tym z egzemplarzami pochodzącymi z Francji. Wyniki okazały się zaskakująco spójne.

Pięściak to nie byle kamień, tylko jedno z najbardziej rozpoznawalnych narzędzi pradziejów

Pięściak aszelski to narzędzie niemal ikoniczne dla prehistorii. Obustronnie obrobione, zwykle migdałowate, ostre na obrzeżach, przez bardzo długi czas towarzyszyło różnym dawnym przedstawicielom rodzaju Homo. Takie narzędzia pojawiają się już ponad 1,5 miliona lat temu, a niektóre źródła podają nawet starsze początki tradycji aszelskiej. Były wykorzystywane przez ogromny odcinek pradziejów i należą do tych wynalazków, które pokazują, że ludzki umysł technologiczny budził się dużo wcześniej, niż lubimy sobie wyobrażać.

To ważne, bo kiedy słyszymy “kamienne narzędzie”, łatwo widzieć przed oczami coś prymitywnego, niemal przypadkowego. Tymczasem pięściaki były często wykonywane bardzo starannie. Wymagały planowania, kontroli uderzeń i umiejętności uzyskania pożądanego kształtu. To nie był zwykły kamień podniesiony z ziemi, lecz przedmiot celowo formowany przez człowieka lub jego dawnych krewnych. Właśnie dlatego ich kształty bywają tak charakterystyczne.

I chyba właśnie ten charakterystyczny wygląd uratował całą historię. Gdyby Fouquet namalował coś bardziej nijakiego, dziś nikt nie rozpisywałby się o tym z takim zainteresowaniem. Ale obiekt ze świętego obrazu ma formę zbyt wyraźną, by machnąć na nią ręką. To tak, jakby na renesansowym portrecie nagle dostrzec przedmiot, który bardziej pasuje do gabloty archeologicznej niż do warsztatu malarskiego.

Naukowcy potraktowali obraz jak materiał do analizy, nie jak źródło luźnych skojarzeń

W badaniu opisanym w Cambridge Archaeological Journal archeolodzy i historycy sztuki wykonali trzy główne typy analiz. Najpierw przyjrzeli się samemu kształtowi obiektu. Jak wynika z omówień badania, podobieństwo do aszelskich pięściaków z regionu Francji, w którym działał Fouquet, oszacowano na około 95 procent. To nie brzmi już jak przypadkowe podobieństwo.

Później zbadano kolorystykę. Choć każdy wiekowy obraz ma swoje ograniczenia – pigmenty się starzeją, lakiery zmieniają odbiór barw – gama żółci, brązów i czerwieni także pasowała do rzeczywistych krzemiennych pięściaków. Co więcej, badacze uznali, że Fouquet włożył wyraźny wysiłek w oddanie niuansów powierzchni obiektu, zamiast namalować po prostu neutralny kamień-symbol.

Najbardziej działa jednak trzeci element, czyli ślady przypominające odłupki powstałe podczas obróbki. W artykule National Geographic mowa o 33 śladach odpowiadających technice wytwarzania takich narzędzi, a zespół badawczy uznał, że ich układ dobrze współgra z cechami znanych pięściaków. To już moment, w którym obraz przestaje być jedynie obrazem, a zaczyna zachowywać się niemal jak świadek dawnego kontaktu człowieka z artefaktem z paleolitu.

Skąd taki przedmiot wziął się w rękach człowieka z XV wieku?

Tu zaczyna się najbardziej kusząca część całej historii. Fouquet nie mógł przecież wiedzieć, że trzyma w zasięgu wzroku narzędzie liczące setki tysięcy lat. Archeologia prehistoryczna w nowoczesnym sensie jeszcze nie istniała, nikt nie mówił wtedy o tradycji aszelskiej, Homo erectus czy długim rodowodzie technologii kamiennej. A jednak wszystko wskazuje na to, że ktoś taki przedmiot znalazł, zachował i uznał za na tyle osobliwy, by stał się modelem dla malarskiego detalu.

To wcale nie jest takie absurdalne, jak mogłoby się wydawać. Pięściaki znajdowano w Europie długo przed tym, zanim zaczęto rozumieć ich pochodzenie. Przez stulecia podobne przedmioty funkcjonowały jako osobliwości natury, “kamienie piorunowe”, talizmany albo przedmioty o niejasnym znaczeniu. Ludzie natrafiali na nie w ziemi, na polach, przy pracach budowlanych czy po ulewach. Nie wiedzieli, czym są naprawdę, ale wiedzieli, że nie wyglądają zwyczajnie. Właśnie dlatego mogły trafiać do zbiorów, skarbców albo po prostu do czyichś rąk jako rzeczy zagadkowe i warte zachowania.

XV-wieczny człowiek nie znał nowoczesnych teorii ewolucji ani archeologii, ale miał oczy. Mógł zobaczyć przedmiot o wyjątkowej formie, potraktować go jak coś znaczącego i umieścić w kontekście symbolicznym. Św. Szczepan zyskuje więc na obrazie atrybut, który jest jednocześnie kamieniem męczeństwa i bardzo starym śladem ludzkiej technologii. Rzadko zdarza się, by jeden detal tak zgrabnie łączył religię, sztukę i pradzieje.

Źródła: National Geographic; Cambridge University

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.