W połowie sierpnia 1977 roku dr Jerry R. Ehman z Ohio State University rzucił okiem na wyniki przeszukiwania nieba przez radioteleskop zwany Big Ear (wielkie ucho). Przez laboratorium przetoczył się głośny okrzyk „Wow!”. Spokojnego i rzeczowego na co dzień badacza na skraj ekstazy doprowadził skromny ciąg znaków: 6EQUJ5. Każda z cyfr oznaczała narastającą intensywność sygnału pochodzącego z kosmosu. Gdy zabrakło skali cyfrowej, komputer zaczął wstawiać litery i doszedł niemal do końca alfabetu! Ehman zakreślił cyfry ołówkiem i obok dopisał „Wow!”. Od tej pory to, co usłyszał teleskop nazywano „Wow! signal”.

Skąd takie emocje? Big Ear był wykorzystywany do poszukiwania sygnałów radiowych, które wyglądały na „nienaturalne”, a więc będące dziełem jakiejś pozaziemskiej cywilizacji. I dlatego naukowcy początkowo byli przekonani, że kosmici wreszcie się do nas odezwali. Wyraźniejsze szumy dochodzące z tego samego obszaru nieba wychwycono jeszcze kilka razy. A jednak – mimo gigantycznych wysiłków, zainteresowania i miliardowych inwestycji w sprzęt – intensywność sygnału nie przekraczała poziomu 6–7. Takiego wrzasku z kosmosu jak „Wow! signal” nie zarejestrowano nigdy potem. Sam Ehman przez lata zwątpił w jego pozaziemskie pochodzenie twierdząc, że to pewnie jakiś orbitalny śmieć odbił sygnał nadawany z Ziemi. Ale poszukiwania trwają, co dowodzi, jak bardzo chcielibyśmy przekonać się, że Homo sapiens nie jest jedyną rozumną istotą we Wszechświecie.

ZIELONE ROBAKI Z CZERWONEJ PLANETY

Jak dotąd największym – przynajmniej medialnym –osiągnięciem poszukiwaczy życia pozaziemskiego są wyniki badań pewnego zabłąkanego w przestrzeni międzyplanetarnej kamienia. Dwukilogramowy meteoryt nazwany ALH 84001 został odnaleziony przez grupę amerykańskich poszukiwaczy podczas wyprawy na Antarktydę w grudniu 1984 r. Dowodem na to, że kamień spadł z nieba było dla naukowców nie tylko to, że leżał na śnieżnej pustyni, na której nie miał prawa się znaleźć (bo niby skąd?), ale przede wszystkim analiza drobnych bąbelków gazu uwięzionych w jego wnętrzu.

Choć żaden człowiek nie stąpał jeszcze po Marsie ani żaden ułamek skały nie został stamtąd przywieziony przez sondę na Ziemię, analiza tych drobnych śladów gazu i porównanie z wynikami nadsyłanymi przez roboty badające Czerwoną Planetę nie pozostawiało żadnych wątpliwości – w wyniku jakiejś kosmicznej katastrofy i szczęśliwego zbiegu okoliczności marsjański kamień doleciał na Ziemię.

Najciekawsze rzeczy pojawiły się podczas badania z pomocą mikroskopu elektronowego. Naukowcy zobaczyli dziwaczne, podłużne rurkowate struktury wyglądające jak ślady istot żywych! Spór o to, czy były to marsjańskie nanobakterie, czy tylko resztki po krystalizacji minerałów trwa do dziś i jego rozstrzygniecie nie jest wydaje się wcale bliskie. Póki co na Marsie bezspornie odkryto już pokłady zamarzniętej wody, a także ślady działania ogromnych strumieni i oceanów, które miliardy lat temu rzeźbiły jego krajobraz. Być może więcej o życiu na Czerwonej Planecie dowiemy się, gdy kolejne bezzałogowe pojazdy wwiercą się w jej grunt. Co prawda sonda Beagle-2, która miała tego dokonać pod koniec 2003 r. zamilkła po – zapewne zbyt twardym – lądowaniu – ale już w przyszłym roku do akcji wkroczy sonda Phoenix, która ma badać zmarzlinę w okolicy bieguna Czerwonej Planety. Wszystko jednak wskazuje na to, że nawet jeżeli jakiekolwiek życie na Marsie istniało, to dawno temu wymarło – zapewne wówczas, gdy planeta straciła ochronną warstwę atmosfery. Jednak pewność mieć będziemy dopiero wtedy, gdy dotrą tam ludzie, a to raczej nie nastąpi przed rokiem 2030.

W OCEANIE LUB METANIE

Wcześniej sygnałów o odnalezieniu śladów pozaziemskiego życia możemy spodziewać się z Europy, czyli jednego z naturalnych satelitów Jowisza. Liczący zaledwie 3 tys. km średnicy glob obiega gazowego giganta w 3,5 dnia i ma budowę zadziwiająco podobną do Ziemi: żelazne jądro otoczone krzemionką, a na – ogromny wodny ocean. Wiele wskazuje na to, że przynajmniej jego część jest płynna. Niskie temperatury panujące w tym zakątku Układu Słonecznego powodują, że cała Europa pokryta jest jedną wielką lodową krą, ale pod nią zdaniem naukowców panują wyśmienite warunki do rozwoju życia. Zamarznięta skorupa zatrzymuje śmiercionośne promieniowanie kosmiczne, a energia pływów morskich powoduje tarcie mas lodu rozgrzewające głębiny do temperatur, w których mogłyby żyć istoty podobne do ziemskich.