„O Jezu!” – wrzasnął raniony szwedzki arkebuzer, padając na deski mostu na rzeczce Stångån. Leżało już tam wiele pokrwawionych ciał jego kompanów. Polska i węgierska piechota nacierała z furią, siekąc Szwedów szablami i rąbiąc berdyszami.

Próbując rozpaczliwie się bronić, skandynawscy żołnierze wycofywali się po dwóch drewnianych mostach na wschodni brzeg Stångån. Wkrótce most Lilla był już całkowicie ogołocony z obrońców, a Polacy kontynuowali atak po drugiej stronie rzeki. Szwedzi zaczęli się cofać na pobliskie wzgórze, cały czas próbując stawiać opór.

Na polu w pobliżu Linköping, gdzie toczyła się bitwa, zalegały gęste opary mgły, więc polski król nie widział przebiegu walki. Ale posłańcy przynieśli mu wieść, że królewscy żołnierze zajęli po drugiej stronie Stångån spory przyczółek. W oku 32-letniego władcy pojawił się błysk. To była świetna okazja do rozstrzygającego ataku kawalerią.

„Rajtaria” – rozkazał Zygmunt. Czuł, że los się do niego uśmiecha. Atak zakutej w pancerze, uzbrojonej w rapiery i długolufowe pistolety kawalerii niechybnie doprowadzi do ostatecznej klęski wojsk Karola Sudermańskiego.

Przez pola rozniosło się dudnienie setek kopyt ciężkich koni; rajtarzy po-cwałowali w stronę mostu. Zaraz ruszą do szarży… Dziś wieczorem cała Szwecja będzie należała do króla Rzeczypospolitej!

KRÓLEWSKIE DZIWADŁO

Gdy w 1562 r. weselono się na ślubie polskiej królewny Katarzyny Jagiellonki ze szwedzkim księciem Janem Wazą, nikt nie mógł przypuszczać, że następstwem tego radosnego wydarzenia będzie za kilka dekad bitwa pod Linköping. Parę lat po zawarciu małżeństwa z polską królewną Jan objął tron Szwecji. Miał już wtedy z Katarzyną syna Zygmunta, w którego żyłach płynęła krew rodów panujących w Szwecji i Polsce. Ojciec za-planował dla syna świetlaną przyszłość: władcy dwóch państw po północnej i południowej stronie Bałtyku.

Miał ku temu podstawy. Trzy lata po objęciu władzy przez Jana umarł – nie pozostawiwszy dziedzica – ostatni jagielloński król Polski. Szlachta zaczęła wybierać panujących w drodze wolnej elekcji. Szwedzki władca wiedział, że gdy Zygmunt dorośnie, jagiellońska krew w jego żyłach będzie miała duże znaczenie w tych wyborach. Ponieważ Rzeczpospolita była krajem w większości katolickim, protestancki król Jan nakazał wychowywać Zygmunta po katolicku, tak by mógł w przyszłości lepiej dogadać się z polskimi poddanymi.

Janowi bardzo imponowała ówczesna wielka i zamożna Rzeczpospolita. Przebudowując sztokholmski zamek, kazał architektom wzorować się na Wawelu. Na dworze modny stał się polski taniec; budził zgorszenie purytańskich luteranów, gdyż partner obłapiał w nim partnerkę, zamiast trzymać się cnotliwie na dystans. Dominujący w Szwecji luteranie byli coraz bardziej nieprzejednani i nastawieni antypapiesko. Katolickie wychowanie Zygmunta wywoływało sprzeciwy. Pod koniec lat 70. Jan zaczął się obawiać, że przez swoją wiarę Zygmunt może nawet utracić tron Szwecji. Nakazał wtedy synowi… uczestniczyć w luterańskich nabożeństwach.

 

14-letni Zygmunt nie zamierzał podporządkować swego sumienia ojcu i zbuntował się. Gdy odmówił udziału w luterańskiej modlitwie, Jan go pobił. Upokorzony królewicz musiał się ugiąć.

NOCNE SZEPTY NA WAWELU

Jak słusznie przewidział Jan Waza, kandydatura Zygmunta na tron zyskała w Polsce dużą popularność. Podczas elekcji w 1587 r. zgłoszono wielu pretendentów, najmocniejszymi byli jednak szwedzki królewicz i habsburski książę Maksymilian. Rozgorzały tak gorące dyskusje, że ponad sto osób zginęło od ciosów szabel i kul z pistoletów. Oba obozy wybrały konkurencyjnych kandydatów i o tym, kto zasiądzie na tronie, musiała zadecydować walka zbrojna (m.in. bitwa pod Byczyną w 1588 r.). Zwyciężyli w niej zwolennicy Zygmunta.

Podczas podróży do Polski młody król elekt dostał choroby morskiej. To był zły znak. Przybywszy do Rzeczypospolitej, Zygmunt szybko zdał sobie sprawę, że rządy w tym kraju będą ciężkim orzechem do zgryzienia. Władca mówił dobrze po polsku, ale miał trudności z zorientowaniem się w zasadach demokracji szlacheckiej, rozpoznaniem znaczenia różnych koterii czy zrozumieniem relacji między Koroną i Litwą. Tymczasem Polacy od razu zaczęli wysuwać żądania. Chcieli przede wszystkim, by Zygmunt obiecał, że po wstąpieniu na tron w Sztokholmie przyłączy do Rzeczypospolitej Estonię. Kraina ta była wówczas przedmiotem sporu między Szwecją i Rzecząpospolitą.

22-letni król nie zgodził się. Oświadczył, że prędzej wyrzeknie się polskiej korony. W Krakowie czuł się zagubiony i niepewny. W wawelskich komnatach długo rozmawiał po nocach ze swą siostrą Anną.

Kiedy w listopadzie 1592 r. zmarł Jan Waza, Zygmunt ogłosił się królem Szwedów i rozkazał zorganizować wyprawę za Bałtyk. Wkrótce do Sztokholmu przybiła królewska flotylla, a nowego władcę serdecznie przywitał jego stryj książę Karol Sudermański. Ale miła atmosfera powitania ulotniła się po rozpoczęciu politycznych rozmów. Szwedzcy luteranie stawali się fanatyczni. Synod w Uppsali obwieścił, że nieluteranie mają prawo pobytu w kraju, o ile zrezygnują z publicznego wyznawania swej religii. Teraz zaś nowego króla katolika wezwano, by potwierdził postanowienie synodu.

To była trudna decyzja. Czego się jednak nie robi dla korony? Po negocjacjach ze szwedzkimi dostojnikami młody Waza wydał „Zaręczenie królewskie”, w którym stwierdził, że luteranizm jest nadrzędnym wyznaniem w Szwecji. Ustalono też, że podczas pobytu króla w Polsce rządy w Sztokholmie sprawować będzie książę Karol na czele Rady Królestwa.

19 lutego 1594 r. luterański arcybiskup koronował Zygmunta w Uppsali. Król Jan zwyciężył zza grobu: oto jego syn sam uznał, że dla korony warto zapomnieć o przekonaniach.

NASI W SZTOKHOLMIE

Myśląc, że dzięki polityce „dla każdego coś miłego” uda się zachować obie korony, Zygmunt grubo się mylił. Powróciwszy do Rzeczypospolitej, stracił kontrolę nad sytuacją w ojczyźnie, gdzie ster władzy mocno uchwycił Karol Sudermański. Szwedzkim elitom wyraźnie nie odpowiadało, że król na stałe przebywa za morzem. Nie chciano, by Szwecja była postrzegana jako państwo, w którym jego własny monarcha nie chce mieszkać, bo woli rządzić „lepszym” sąsiadem. Te nastroje wykorzystał książę Karol, pozbywając się ze stanowisk ludzi wiernych Zygmuntowi.

 

Wielu z nich uciekło do Polski i zdało królowi relacje z niepokojących wydarzeń. W 1598r. Zygmunt uznał, że dłużej nie może czekać. Obwieścił, że wybiera się, by „uspokoić” królestwo szwedzkie. Zaciągnął około 4 tys. żołnierzy – w swoim imieniu jako króla szwedzkiego, a nie Rzeczypospolitej! Polska szlachta nie chciała pakować się w zamorską awanturę, choć ostatecznie Sejm dał królowi 300 tys. złotych „na drogę”.

Flota złożona z 85 statków, głównie wynajętych lub zarekwirowanych jednostek handlowych, wypłynęła z Oliwy 3 sierpnia. Szybko została rozproszona przez sztorm. Poszczególne grupy statków docierały potem do wybrzeży szwedzkich w różnych miejscach. Do Sztokholmu, liczącego wtedy około 10 tys. mieszkańców, jako pierwszy dotarł statek rotmistrza Samuela Łaskiego. Jego ludzie zajęli zamek, nie napotykając oporu. Zygmunt wyszedł z kolei na ląd dalej na południu, w pobliżu Kalmaru. Zajął tamtejszą twierdzę bez większych problemów. Do króla zaczęły niebawem dołączać oddziały szwedzkie, zapewniając, że są mu wierne.

Wszystko szło jak po maśle. Podbudowany Zygmunt ruszył w stronę Sztokholmu. Ale nie było to proste, bo uaktywniły się oddziały Karola. Paliły mosty na drogach wiodących do stolicy, leśne trakty zawalały zasiekami. Armia Zygmunta posuwała się w żółwim tempie, przeciwnik zaś krył się po lasach, utrudniając jej pochód. Dopiero w drugiej połowie września siły obu rywali spotkały się twarzą w twarz.

Ale do walki nie doszło – Zygmunt i Karol rozpoczęli negocjacje. O ich przebiegu nic nie wiadomo, jednak wkrótce rozeźlony król stwierdził, że warunki stryja są nie do przyjęcia. Prawdopodobnie w tym czasie armia Karola została wzmocniona poważnymi posiłkami, bo 2 października Zygmunt nakazał odwrót. Karol ruszył w ślad za bratankiem.

Gdy armia królewska doszła w pobliże Linköping, Zygmunt nakazał szykować się do bitwy. Miał pod swoją komendą 6–7 tys. żołnierzy, podczas gdy przeciwnik 10–12 tys. Król żywił jednak nadzieję, że jego armia złożona z doświadczonych najemników poradzi sobie ze Szwedami, uznawanymi wówczas za kiepskich wojaków.

PODSTĘP WE MGLE

Rankiem 5 października 1598 r. okolice Linköping spowijała gęsta mgła. Przeciwnicy nie widzieli się wzajemnie. Ich szyki oddzielała rzeczka Stångån, której brzegi łączyły dwa stare drewniane mosty – Lilla i Stora. Oba były zajęte przez oddziały najemników Zygmunta. Zasadnicza część jego armii stała jednak w pewnym oddaleniu od wody.

Przebiegły Karol zaproponował bratankowi przez posłańca ponowne nawiązanie negocjacji, rozkazując jednocześnie piechocie zajęcie mostów. Szwedzcy piechurzy, osłonięci mgłą, w ciszy ruszyli ku Stångån. Gdy straże stojące na mostach ujrzały szeregi wroga wyłaniające się z mlecznych oparów, było już za późno. Gruchnęła salwa z arkebuzów; wiele kul wystrzelonych z bliskiej odległości dosięgło żołnierzy Zygmunta. Szwedzi wpadli biegiem na mosty, atakując najemników pikami i rapierami. Po chwili znajdowali się już po drugiej stronie rzeki, gdzie stały broniące przepraw armaty. Ich obsługa została szybko zmieciona ze swych pozycji. Armia Karola triumfowała.

Hałas boju dobiegł jednak do uszu rot polskich i węgierskich. Nie czekając nawet na rozkazy, piechurzy ruszyli biegiem w stronę rzeki. Powtórzyła się sytuacja sprzed kilkudziesięciu minut; teraz to żołnierze Zygmunta wyłonili się nagle z gęstej mgły i zaatakowali z wrzaskiem Szwedów. W ruch poszły szable, toporki, berdysze. Słabiej wyszkoleni Szwedzi ulegli i zaczęli się cofać pod naporem Polaków i Węgrów. Sieczeni, kłuci i rąbani, padali na ziemię albo w lodowatą wodę Stångån, barwiąc ją krwią na czerwono.

 

Po wyparciu Szwedów za most Lilla piechurzy Zygmunta zajęli spory przyczółek na wschodniej stronie rzeki. Król wyczuł w lot okazję. Wydał rozkaz do szarży walczącym po jego stronie najemnym szwedzkim rajtarom. Cięż-ka konnica przejechała na drugą stronę rzeki i zaczęła ustawiać szyk. Podniecony Zygmunt już zacierał ręce, ale wtem... w szykach rajtarii zrobiło się zamieszanie. Zamiast ruszać do natarcia, jeźdźcy kręcili się wkoło, gestykulowali, żywo o czymś rozmawiali. Po czym… zaczęli powoli się cofać w stronę rzeki, gdzie zmieszali się z niemieckimi najemnikami, którzy właśnie przeszli Stångån, by dołączyć do natarcia.

LUDZIOM KŁAMSTWO, BOGU PRAWDĘ

Zygmunt zdał sobie sprawę z porażającej prawdy: szwedzcy rajtarzy nie chcieli zaatakować rodaków! Szansa na zwycięstwo została pogrzebana. Nie wiadomo do dziś, czy była to z góry przygotowana zdrada, czy też spontaniczne zachowanie na polu walki. Tak czy inaczej, przesądziło o wyniku bitwy. Karol dowiedział się, co zaszło, i błyskawicznie wykorzystał sytuację. Pchnął do bitwy własnych rajtarów, którzy bez ceregieli ustawili szyk i ruszyli żelazną ławą na bezładną zbieraninę Zygmunta. Polacy, Węgrzy i Niemcy rzucili się do ucieczki. Wielu padło od kul z pistoletów i ciosów rajtarskich rapierów. Inni przebiegali przez most albo wskakiwali do rzeki i płynęli wpław na drugi brzeg, wciąż ostrzeliwani przez triumfujących Szwedów. Polski król załamał się. Obawiając się kompletnej klęski, wyraził zgodę na zaproponowane przez stryja zawieszenie broni. Karol Sudermański wiedział, że to on będzie dyktował warunki.

Gdy zebrano z pola rannych, obie strony zasiadły w Linköping do rozmów. Zygmunt musiał wydać stryjowi wszystkich Szwedów ze swego otoczenia. Uzgodniono, że spór pomiędzy królem i księciem rozstrzygnie riksdag, czyli szwedzki parlament. Wiadomo było, że w większości opowie się za Karolem. Podpisawszy z ciężkim sercem porozumienie, król oświadczył w swoim obozie, że zrobił to pod przymusem. Dodał też, że podczas składania przysięgi powiedział w myślach Bogu, że tak naprawdę wcale nie przysięga.

METODA NA PRZYSIĘGĘ

Mentalis restrictio, rozpowszechnione przez XVI-wiecznych jezuitów, było metodą osiągania celu bez narażania się na grzech. Kłamało się bowiem i krzywoprzysięgało tylko ludziom, a Bogu mówiło się w myślach prawdę.

Pocieszając się, Zygmunt wyruszył do Kalmaru. Pod koniec października królewski okręt wypłynął z portu, a w ślad za nim reszta floty. Zamiast jednak skierować się do Sztokholmu, gdzie riksdag miał rozstrzygnąć spór, monarcha popłynął do Oliwy. W Kalmarze pozostawił załogę wojskową. Zapowiedział, że jeszcze tu powróci.

Tymczasem Karol pysznił się sukcesem. Głosił, że pod Linköping rozgromił armię bratanka, zabijając 2 tys. żołnierzy, choć w rzeczywistości w bitwie padło w sumie około 500, mniej więcej równo po obu stronach.

Jeszcze na początku 1599 r. mennica w Sztokholmie wybiła monetę z personaliami Zygmunta, ale już pół roku później riksdag pozbawił go ostatecznie korony. 2 maja 1599 r. wygłodniali obrońcy Kalmaru poddali zamek. Zaś  20 marca 1600 r. na rozkaz Karola zabito  czołowych szwedzkich doradców byłego monarchy. Polowanie na jego zwolenników trwało w całym kraju; chwytano ich, po czym ścinano bądź wbijano na pal. Zygmunt miał szczególnie wielu sympatyków w Finlandii, będącej wówczas szwedzką prowincją. Kraina została jednak szybko spacyfikowana. Gdy przed wojskiem Karola skapitulowała twierdza Åbo, w mieście dokonano publicznej egzekucji kilkunastu przywódców „partii zygmuntowskiej”. Jeden z nich – Johan Fleming tak głośno zapewniał o swojej wierności dla „prawowitego władcy”, że Karol wściekł się, porwał katowski miecz i osobiście ściął mu głowę.

HISZPAŃSKI PLAN

Tymczasem Zygmunt ogłosił wreszcie to, czego od dawna domagali się Polacy: przyłączenie Estonii do Rzeczypospolitej. Tym samym konflikt przekształcił się ze szwedzkiego sporu dynastycznego w wojnę między państwem polsko-litewskim i Szwecją. Zygmunt celowo chciał wplątać Polskę w wojnę, by przy pomocy jej sił łatwiej odzyskać szwedzki tron. Powoli stawało się to jego obsesją.

Rzeczpospolita, którą zamieszkiwało 8 mln ludzi, potencjałem gospodarczym kilkakrotnie przewyższała 1,2-milionową Szwecję. Wydawało się, że nie będzie miała większego kłopotu z pokonaniem skandynawskiego pariasa. Ale rzeczywistość zweryfikowała te przewidywania. Wojna o Estonię i Inflanty (dzisiejszą Łotwę) ciągnęła się latami. Szwedzi, początkowo z łatwością gromieni przez wojska litewskie, stale przeprowadzali wojskowe reformy i walczyli z coraz większym powodzeniem. Karol Sudermański, koronowany na króla w 1604 r., po śmierci pozo-stawił Szwecję w rękach swego syna Gustawa Adolfa. Okaże się on jednym z największych wodzów XVII stulecia, zyskując przydomek „Lwa Północy”.

 

W latach 20. XVII w. Szwedzi zadawali Rzeczypospolitej coraz więcej klęsk w Inflantach, wypierając jej wojska z prowincji. Zygmunt III snuł tymczasem plany… wielkiego desantu na szwedzkim wybrzeżu. Szwecja dysponowała już wówczas sporą flotą, zapewniającą jej panowanie na Bałtyku, tymczasem Polska takiej floty nie posiadała. Monarcha zwrócił się więc o pomoc do katolickiej Hiszpanii, będącej morską potęgą.

Według jego koncepcji wojenne okręty hiszpańskie miały eskortować statki z wojskiem przeznaczonym do inwazji. Planowano, że pierwszy desant wyląduje u ujścia rzeki Göta, w zachodniej Szwecji. Składałby się z około 8 tys. zaciężnej piechoty angielskiej. Drugi desant, złożony z 10 tys. niemieckich najemników, wysadzono by w Szwecji wschodniej pod Kalmarem i Sztokholmem. Zygmunt chciał użyć wojsk zagranicznych, żeby nie stwarzać wrażenia, że dokonuje się inwazja Rzeczypospolitej na Szwecję. W oczach Szwedów miała to być po prostu kontynuacja walki o władzę dwóch szwedzkich konkurentów do tronu. Żołnierzy zamierzano opłacić z pożyczki udzielonej przez Madryt. Przedstawiciele Zygmunta prowadzili rozmowy w sprawie zaciągu z kuzynem angielskiego monarchy Robertem Stuartem. 23 kwietnia 1623 r. dobito targu, ustalając warunki kontraktu.

WRESZCIE DESANT!

Kluczową rolę miała jednak do odegrania Hiszpania, bez której okrętów i pieniędzy przedsięwzięcie nie miało szans. Hiszpański król Filip IV obiecał początkowo wysłanie okrętów oraz 200 tys. dukatów, co pozwoliłoby utrzymać przez kwartał jakieś 15 tys. żołnierzy. Pomocy tej Zygmunt jednak nie mógł się doczekać. Madryt był co prawda w tym samym, co Warszawa, katolickim obozie politycznym, lecz miał dosyć własnych problemów. Polski król słyszał więc ciągle to samo: „mañana!”.Mimo to Zygmunt i tak przystąpił do budowy własnej flotylli wojennej, która miała być częścią wielkiej armady inwazyjnej. W 1622 r. zwodowano w Gdańsku pierwszy mały dwumasztowiec – „Żółtego Lwa”, po czym rozpoczęto budowę następnych. Ale Gustaw Adolf był czujny: postanowił trochę postraszyć gdańszczan i swego kuzyna. Gdy w następnym roku Zygmunt przybył do miasta, na redzie portu pojawiła się nagle flotylla 21 szwedzkich okrętów. Gustaw Adolf, obecny na pokładzie jednego z nich, rozkazał rozpocząć blokadę Gdańska.

Ta demonstracja siły dała gdańszczanom wiele do myślenia. Wskutek oporu miasta, cieszącego się sporą niezależnością od Korony, Zygmunt musiał przenieść swą wojenną stocznię do Pucka. W 1626 r. miał już 10 okrętów – głównie trójmasztowców średniej wielkości, ale też duży galeon „Król Dawid”. Marynarzami zostali kaszubscy rybacy, załogi wojskowe utworzono z najemnych Anglików.

Lecz zamiast do desantu w Szwecji, ta mała flotylla musiała zostać użyta do dokładnie odwrotnego celu: obrony Rzeczypospolitej przed atakiem Szwedów. 6 lipca 1626 r. armia Gustawa Adolfa wylądowała w pruskiej Pilawie, po czym zaatakowała Pomorze Gdańskie. Szwedzi przenieśli konflikt bezpośrednio na ziemie polskie, rozpoczynając wojnę, która zrujnuje północną część kraju i zada potężny cios gospodarce Rzeczypospolitej. „Lew Północy” twierdził, że zaatakował, by powstrzymać inwazję Zygmunta na Szwecję, ale był to tylko pretekst. Szwedzki władca zdawał sobie sprawę, że jego polski kuzyn nie ma sił ani środków na taką akcję. Prawdziwym celem Gustawa Adolfa było zdobycie kolejnego terytorium w ramach polityki zamiany Bałtyku w „wewnętrzne jezioro szwedzkie”.

Stary schorowany król Zygmunt zdał sobie sprawę pod koniec życia, że przez niemal 40 lat gonił za mirażem. W efekcie podpisanego 26 września 1629 r. rozejmu w Altmarku Rzeczpospolita utraciła na rzecz Szwecji większość Inflant i część miast na Wybrzeżu, a Zygmunt pożegnał się z marzeniami o szwedzkiej koronie. I nie myślał już o rewanżu. Polskim dygnitarzom i dyplomatom zaczął zalecać, by dążyli do pokoju ze Szwecją. Nawet za cenę pogrzebania nadziei polskiej linii Wazów na powrót do Sztokholmu

DLA „FOCUSA HISTORIA” KOMENTUJE PROF. MIROSŁAW NAGIELSKI, HISTORYK SPECJALIZUJĄCY SIĘ W XVII STULECIU:

W okresie rządów Zygmunta III Rzeczpospolita znalazła się w sytuacji walki na kilku frontach. Działania na poszczególnych granicach leżały w interesie różnych podmiotów – króla, grup magnackich, Kozaków. W ówczesnej rzeczywistości, w ustroju demokracji szlacheckiej, nie było możliwe podporządkowanie ich odmiennych dążeń jakiejś spójnej, jednolitej polityce. Zygmunt III Waza stracił koronę szwedzką i trudno byłoby oczekiwać, że zrezygnuje z prób jej odzyskania. Jan Zamoyski próbował realizować wielką koncepcję stworzenia bufora pomiędzy Rzecząpospolitą i Turcją w postaci uzależnionych od Polski hospodarstw mołdawskiego i wołoskiego. To zaś doprowadziło w efekcie do zaostrzenia stosunków z Portą. Część magnatów z myślą o realizacji swo-ich własnych celów podjęła wyprawy na Moskwę. Gdy do wypraw tych dołączyli Kozacy, tradycyjnie atakujący dotąd posiadłości tureckie i tatarskie, powstał nowy problem. Dymitriady doprowadziły bowiem do wielkiego rozrostu Kozaczyzny – z kilku do kilkudziesięciu tysięcy. A to z kolei oznaczało kłopoty wewnętrzne Rzeczypospolitej i konieczność tłumienia wystąpień kozackich. Przy tym wszystkim Rzeczpospolita miała bardzo niesprawny system skarbowo-wojskowy. Armię powoływano tylko w sytuacji zagrożenia, na stałe służyło w Koronie zaledwie kilka tysięcy szabel wojska kwarcianego. Gdy to wszystko weźmiemy pod uwagę, nie powinno nas dziwić, że w większości nie osiągnięto planowanych rezultatów. I tak były to czasy wyjątkowe, bo okres dymitriad to jedyny w dziejach Rzeczypospolitej szlacheckiej okres ekspansji zewnętrznej.