Ta rozegrała się na dnie Zatoki Greifswaldzkiej, a poza samym wrakiem znajdowały się tam również pewne artefakty. Wykorzystując poświęcone im badania naukowcy chcieli lepiej zrozumieć historię statku, losy jego załogi oraz okoliczności i zawartość transportu. Wśród odkrytych artefaktów znalazły się między innymi kotwica, liny, fragmenty beczek, podeszwy butów oraz narzędzia ciesielskie.
Odkrycie nastąpiło, gdy nurkowie prowadzący prace przygotowawcze natrafili na skupisko nietypowych obiektów znajdujących się pod warstwą mułu. Początkowo nie było jasne, z czym mają do czynienia. Dopiero analiza rozmieszczenia znalezisk zasugerowała, iż pochodzą one z wraku statku. Jednostka spoczywała na głębokości około 7,5 metra, a bardzo mętna woda i miękki osad znacznie utrudniały prowadzenie badań. Każdy ruch nurka powodował unoszenie się mułu, ograniczając widoczność niemal do zera.
Czytaj też:Telefony z 1939 roku leżały w lesie pod Sochaczewem. Wielkie znaleziska z czasów II wojny światowej
Archeolodzy musieli więc działać szybko. W pięcioosobowym zespole znalazł się między innymi podwodny archeolog Michał Grabowski z Uniwersytetu Warszawskiego. Cała ekipa wykonała 22 nurkowania w ciągu zaledwie 12 dni. Celem było wydobycie i zabezpieczenie jak największej liczby elementów wraku przed rozpoczęciem prac budowlanych.
Pozostałości kadłuba ujawniły, iż statek powstał w oparciu o tzw. konstrukcję klinkierową. Polega ona na układaniu desek kadłuba tak, aby zachodziły na siebie, podobnie jak dachówki na dachu. Deski łączono żelaznymi gwoździami, a szczeliny uszczelniano mieszaniną smoły i sierści zwierzęcej. Tego rodzaju konstrukcje powstały w Europie Północnej przez wiele stuleci, również w okresie, z którego pochodzi odkryty wrak.
Wiek jednostki udało się określić dzięki dendrochronologii, a więc analizie słojów drzew. Badanie jednego z zachowanych elementów drewnianych wykazało, że drzewo wykorzystane do jego wykonania zostało ścięte między 1626 a 1639 rokiem. Oznacza to, że statek powstał najprawdopodobniej w pierwszej połowie XVII wieku. Nie udało się jednak ustalić jego nazwy, pochodzenia ani dokładnych okoliczności zatonięcia.
Archeolodzy udokumentowali ponad 60 przedmiotów związanych z jednostką. Chyba najbardziej interesujący okazał się zestaw narzędzi ciesielskich, w tym element ręcznego wiertła. Ich obecność pozwala sądzić, iż na statku znajdował się rodzaj warsztatu pozwalającego załodze samodzielnie przeprowadzać naprawy podczas dłuższych rejsów. Takie wyposażenie mogło być szczególnie przydatne na Bałtyku, gdzie awaria konstrukcji z dala od portu mogła stanowić poważne zagrożenie.
Czytaj też:Spędziły 10,5 tysiąca lat pod wodą. Badacze dotarli do konstrukcji z niemieckiego jeziora
Wśród bardziej nietypowych znalezisk znalazła się wydrążona kłoda dębowa o długości niemal 3,6 metra. Zdaniem badaczy mogła pełnić funkcję pompy zęzowej, służącej do usuwania wody gromadzącej się wewnątrz kadłuba. Odkryto także fragmenty lin, beczek, kotwicę oraz dwie podeszwy butów. Znalezione kości sugerują ponadto, że załoga jadła wieprzowinę oraz mięso owiec lub kóz.
Największą zagadką pozostaje jednak niewielki kawałek gliny bądź cegły z szeregiem otworów, umieszczony wewnątrz drewnianej oprawy. Archeolodzy nie znają podobnego przedmiotu z innych stanowisk. Jedna z hipotez zakłada, że mógł służyć jako improwizowane narzędzie do ostrzenia stępionych elementów, takich jak dłuta czy wiertła. Jego rzeczywiste przeznaczenie pozostaje jednak nieznane. Nie wiadomo również, dlaczego statek zatonął. Niektóre zachowane fragmenty drewna noszą ślady działania ognia, co może wskazywać na pożar, lecz archeolodzy nie mają obecnie wystarczających dowodów, aby jednoznacznie określić przyczynę katastrofy.
