Zwolennicy tego poglądu to najczęściej ludzie oferujący osobom terminalnie chorym swoje usługi za pieniądze. Powołują się na kilka starych, złych metodologicznie i dotychczas niepotwierdzonych danych, stwarzając pozory naukowości. W rzeczywistości, z wyjątkiem dwóch badań dotyczących raka okrężnicy, setki innych analiz nie dostarczają dowodów na to, że stres może zwiększać ryzyko wystąpienia raka u ludzi. Co więcej, niektóre z nich pokazały, że wyższy poziom stresu mógł nawet zwiększać odporność na zachorowania.

Podobnie rozpowszechniony jest mit o związku stresu z chorobą wieńcową i zawałem jako jego konsekwencją. Rzeczywiście, stres może wywołać zawał serca, ale prawie wyłącznie u ludzi ze zmianami miażdżycowymi w naczyniach krwionośnych. Nie ma takich stresów, które wywoływałyby zawał serca u młodych kobiet (charakteryzuje je zupełnie inna niż u mężczyzn gospodarka hormonalna, lepiej chroniąca przed zmianami miażdżycowymi). Niezwykle niskie jest prawdopodobieństwo takiego wydarzenia w odniesieniu do młodych wysportowanych mężczyzn. Przekonanie, że stres wywołuje zawał serca, to przykład działania tzw. efektu dostępności. Łatwiej zapamiętujemy opowieść o tym, kiedy ktoś dostał zawału po tym, jak spotkał swojego syna uznanego za zaginionego, niż wówczas, kiedy atak serca nastąpił po wejściu na drugie piętro. W rzeczywistości zdarzenia inicjujące zawał serca są dość powszednie. Jednym z nich jest tak banalna codzienna czynność jak wypróżnianie się, a nawet oddawanie moczu.

Odkrycie bakterii Helicobacter pylori odpowiedzialnej za powstawanie wrzodów żołądka i dwunastnicy jednoznacznie rozstrzygnęło spory wokół przyczyn powstawania tej choroby. Dalsze badania dowiodły, że poziom stresu nie ma żadnego wpływu na przebieg kuracji antybiotykowej, a jednak mit nadal się utrzymuje. Prawdopodobnie dzieje się to za sprawą inercji – zbyt wielu naukowców za dużo czasu i środków poświęciło na badanie związków stresu z chorobą wrzodową, aby teraz pogodzić się z rzeczywistością. Część z nich utrzymuje, że stres jest czynnikiem sprzyjającym pojawieniu się infekcji – na co też nie ma dowodów.

 

4.  Żyjemy w czasach, które narażają nas na większy stres niż kiedykolwiek wcześniej

Bzdura. Nasz gatunek ewoluował przez niemal 200 tysięcy lat, a rodzaj Homo – prawie 2 mln lat. Przez większość tego czasu nasi przodkowie na co dzień stawali się pokarmem dzikich zwierząt, umierali z powodu zakażeń i zatruć, walczyli z głodem, lękali się tajemnych mocy wyzwalających pioruny i trzęsienia ziemi.

Jeszcze w XIX w. poród był dla kobiety jednym z najgroźniejszych wydarzeń w życiu. Przeciętna rodzina z kilkorgiem dzieci musiała liczyć się z tym, że przynajmniej jedno z nich nie doczeka wieku dojrzałego. Nasi dziadkowie, a już na pewno pradziadkowie doświadczali w ciągu swojego życia co najmniej jednej wojny, w której mogli utracić życie, swoich bliskich lub w najlepszym wypadku cały swój dobytek.

W dzisiejszych czasach wzrosło co prawda tempo życia – szybciej się przemieszczamy, więcej podróżujemy, komunikujemy się z większą liczbą ludzi niż kiedyś – ale często owo tempo jest naszym wyborem i rzadko naraża nas na tak skrajne emocje, jakich doświadczali nasi przodkowie. Przekonanie nas o tym, że żyjemy w wyjątkowo stresujących czasach, jest natomiast doskonałą metodą nakłonienia do zakupu wszystkich tych towarów i usług, które mają nas uwolnić od stresu lub złagodzić jego skutki.