Problemy w relacjach, szczególnie tych bliskich, najczęściej wynikają z kłopotów w komunikacji – twierdzi dr Jarosław - Kulbat z Katedry Psychologii Społecznej Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. – Można im przeciwdziałać, ale najpierw trzeba je sobie uświadomić.  Tymczasem skalę ignorancji w naszym postrzeganiu tego, jak się komunikujemy, dobrze obrazuje sondaż przeprowadzony w 2008 roku przez CBOS dla Centrum Mediacji Partners Polska w ramach projektu „Dobra rozmowa – dobra rodzina”. Aż 85 proc. respondentów deklaruje w nim, że w sytuacji konfliktu „stara się spokojnie i bez emocji porozmawiać o problemie”.

„W mojej ocenie ludzie wyrazili tu raczej swoje pobożne życzenia. Może się staramy być spokojni i rozmawiać, ale żeby podczas konfliktów faktycznie to się udało, potrzebne są naprawdę duże kompetencje interpersonalne – komentuje dr Kulbat. – Wysoka świadomość, umiejętność samoregulacji w sytuacji wzburzenia. Większość ludzi takich kompetencji nie ma”.

Z tego samego sondażu wynika, że niemal 90 proc. z nas wysoko ceni sobie święty spokój i uważa, że dla jego zachowania jedna strona powinna ustąpić. W imię mitycznego „spokoju” wolimy zamieść pod dywan nasze autentyczne potrzeby. „Aż 25 proc. ludzi uznało, że dobrym sposobem na trudności i domowe spory są tzw. ciche dni – mówi Kulbat. – Tymczasem taki ostracyzm to forma opresji interpersonalnej. To świadome odbieranie drugiemu możliwości zaspokojenia potrzeby afiliacji, a więc jednej z najważniejszych ludzkich potrzeb”.

Czynniki, które nieuchronnie niszczą bliskie związki, czyniąc je trudnymi, wziął pod lupę i skatalogował amerykański psycholog i terapeuta John Gottman. W swoim Instytucie Badania Związków, zwanym
Laboratorium Miłości, przez dziesięciolecia poddawał badaniom wiele par. Odkrył, że już na podstawie krótkiej rozmowy można przewidzieć, jakie będą dalsze losy relacji, ponieważ w sposobie komunikacji widać stosunek ludzi do siebie nawzajem. I choć badał pary, to opisane przez niego zachowania destrukcyjne fatalnie wpływają na każdą bliską relację. Ich pojawienie się pomiędzy ludźmi powinno natychmiast zapalić czerwoną żaróweczkę.

Pierwszy jest krytycyzm. Wszystkie te: „jak zwykle, ty zawsze, ty nigdy” – oskarżycielskie słowa, które są pułapką, bo nie nawiązują do zachowań (które można modyfikować), lecz do cech (czyli sugerują, że partner sam w sobie jest nie taki jak trzeba). „Jeśli ludzie zapędzą się w krytycyzmie, może pojawić się tzw. tendencyjne pamiętanie – ostrzega dr Kulbat. – Zgodnie z zasadą zgodności afektywnej, zły nastrój sprawi, że łatwiej będą zauważać, przypominać sobie, a nawet wyobrażać wszystko, co między nimi złe, a zapominać o tym, co dobre”.

Z krytycyzmem idzie w parze pogarda. To deprecjonowanie drugiego. Brak szacunku. Złośliwości. Drwiny. Obelgi. A na poziomie niewerbalnym, np. ciężkie westchnienia („Czemu muszę znosić tego idiotę?!”), wzruszenie ramion, przewracanie oczami. W reakcji na krytycyzm i pogardę pojawia się defensywność. Przerzucanie winy na partnera. To etap, kiedy spirala konfliktu mocno się nakręca, a uczestnicy wychodzą z tego potarmoszeni, zranieni, dotknięci do żywego.

Jeśli nie uda im się tego przerwać, nadciąga zobojętnienie. „A właściwie pseudozobojętnienie, bo podskórnie zalewają ich negatywne myśli wobec siebie, partnera, ich związku – wyjaśnia dr Kulbat. – Zanika bliskość, pojawia się wrogość”. Jeśli na tym etapie ludzie nie poszukają wykwalifikowanej pomocy, to ich relacja się rozleci. Co więc robić? „Reagować zawczasu – podpowiada dr Kulbat. – Nie odkładać problemów na później, nie zamiatać pod dywan i starać się konstruktywnie je rozwiązywać, zanim nas przerosną”.

John Gottman sformułował więc zasady, które pomagają ludziom zachować bliskość i gwarantują, że relacja będzie kwitła. Oto one:

1. Interesujcie się nawzajem, co się z wami dzieje.

W udanych relacjach ludzie dobrze się znają i rozmawiają na bieżąco o uczuciach, potrzebach, poglądach, wartościach.