80 lat temu niemiecki dezerter na Wołyniu chciał uprzedzić Moskwę o zbliżającym się ataku III Rzeszy – doniosły kilka lat temu rosyjskie media. Czy można temu wierzyć? Dlaczego Stalin miałby zignorować taki sygnał?

Niemiecki komunista, który wiedział o planie Barbarossa

Przebieg wydarzeń miał być następujący. O godz. 21 w sobotę 21 czerwca 1941 r. sowieccy żołnierze z jednostki w Sokalu na Wołyniu zatrzymali niemieckiego żołnierza, który przepłynął graniczny Bug. Nazywał się Alfred Liskow i miał im coś ważnego do powiedzenia. Niestety, jak meldował mjr Byczkowskij, „w komendanturze nie było tłumacza”, więc „postanowił samochodem odstawić żołnierza do sztabu we Włodzimierzu”. 

Dopiero o godz. 1 w nocy Sowieci dowiedzieli się, co chciał przekazać Liskow: 22 czerwca o świcie Hitler zaatakuje ZSRR! Powiadomili pograniczników i zwierzchników.

Na stronach projektu internetowego Ria-Nowosti „Nasza Pobieda” przytoczono, jak precyzyjnie opisali dezertera: „Wiek 30 lat, pracujący, stolarz w fabryce mebli w miejscowości Kolberg (Bawaria). Zostawił tam żonę, dziecko, matkę i ojca. Pełnił służbę w stopniu kaprala w 221. pułku saperów 15. Dywizji”. Zaznaczono też, że „uważa się za komunistę” i „zwolennika władzy radzieckiej” oraz że mówił o „bardzo trudnym życiu żołnierzy i robotników w Niemczech”.

Jednak czas wciąż uciekał, a informacja od dezertera utknęła w biurokratycznej machinie. Telefonogram w jego sprawie dotarł do Lwowa dopiero o godz. 3.10. Pięć minut później wojska Hitlera rozpoczęły atak na ZSRR, czyli operację Barbarossa. Ryzyko podjęte przez Liskowa na niewiele się zdało. Co z nim się stało, nie wiadomo... 

Paranoja Stalina nie pozwalała mu uwierzyć w planowany atak Niemców

Ta historia zakrawa na legendę. A nawet jeśli jest prawdziwa, Liskow nie miał szans powodzenia. Zdaniem historyków Stalin od kilku miesięcy wiedział z różnych źródeł o planowanym ataku III Rzeszy, lecz po prostu je ignorował.

Na przykład oberleutnant Harro Schulze-Boysen, służący w sztabie niemieckiego lotnictwa wojskowego i szpiegujący na rzecz ZSRR, meldował o strategicznych celach wyznaczonych dla Luftwaffe co najmniej tydzień przed rozpoczęciem ataku. Stalin własnoręcznie i dosadnie napisał na relacji o jego doniesieniach, że Schulze-Boysen to nie informator, a dezinformator.

Sowiecki dyktator nie chciał wierzyć w napaść Hitlera, swojego sojusznika w dwustronnym ataku na Polskę w 1939 r., i raczej starał się go nie prowokować. Stan sowieckiej armii, choć na papierze wszystko wyglądało nieźle, był katastrofalny.

Tuż przed II wojną światową Stalin wymordował bowiem dowództwo, zarzucając mu spisek. Kierować nim mieli najwyżsi rangą wojskowi, na czele z marszałkiem Michaiłem Tuchaczewskim (który zrobił karierę wojskową w ZSRR pomimo klęski pod Warszawą w roku 1920). Właśnie od głośnego procesu nad nim rozpoczęła się czystka w Armii Czerwonej lat 1937–1938, która dotknęła ponad 40 tysięcy dowódców różnego szczebla. 

Straty Rosjan w stosunku do strat Niemców: czternaście do jednego

Większość aresztowanych rozstrzelano, nielicznym „poszczęściło się” i trafili do łagrów. Mechanizm represji był prosty. W trakcie „dochodzenia” aresztowani podpisywali absurdalne zeznania, podsuwane im przez śledczych i nazywali wskazanych przez nich współspiskowców. 

W efekcie czystki Armia Czerwona skompromitowała się w pierwszych miesiącach walk z Niemcami. Od lata do jesieni 1941 r. sowieckie wojska ponosiły druzgocące klęski, wycofując się w przerażającym tempie od Białegostoku aż do Moskwy (1000 km w linii prostej w trzy miesiące).

Straciły ponad milion żołnierzy (nie tyle poległych, co wziętych do niewoli albo zaginionych), porzuciły tysiące czołgów, samolotów i dział, olbrzymie ilości broni strzeleckiej, zapasy amunicji, paliwa, prowiantów i innego wyposażenia. Dochodziło do masowych dezercji i poddawania się całych pułków, brygad, dywizji.

W pierwsze trzy miesiące walk straty nieodwracalne Armii Czerwonej (czyli liczba poległych, zaginionych bez wieści, wziętych do niewoli) względem nacierających Niemców wynosiły w przybliżeniu 14 do 1. Tymczasem według nauk wojskowych, opierających się na praktyce z pola walki, to strona atakująca powinna się liczyć ze stratami 1,5–3 razy większymi niż ta, która się broni.

Trzeba było wiele czasu i błędów Hitlera, nim Stalin przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę.

Więcej o rzekomym spisku wokół Stalina - w nowym Focusie Historia Ekstra nr 3/2021.