Jak obliczył profesor Robert Jewett, gdy zsumujemy odległości pomiędzy miastami, do których dotarł Paweł w trakcie swoich pieszych wędrówek misyjnych po Azji Mniejszej i Grecji, uzyskamy dystans ok. 2700 km. Przyjmując, że apostoł maszerował dziennie od 30 do 40 km, badacz ten uznał, że same wędrówki pomiędzy różnymi ośrodkami trwały od 90 do 200 tygodni. Trzeba jednak zaznaczyć, że dzienny dystans przyjęty w tym obliczeniu jest na pewno zbyt wygórowany. Pokazuje to skalę wysiłku, jakiego podjął się apostoł, który od końca lat 30. do początku 50. I w. n.e. poniósł Dobrą Nowinę mieszkańcom miast greckich, żyjącym we wschodniej części imperium rzymskiego.

BOGOWIE MIĘDZY LUDŹMI


Reakcje na nauczanie św. Pawła bywały rozmaite – w Dziejach Apostolskich często czytamy o zamieszkach i awanturach. Czasem wynikały ze zwykłego nieporozumienia. Na przykład pewnego razu Paweł i towarzyszący mu Barnaba znaleźli się w Listrze, niewielkiej mieścinie leżącej w dzikich górzystych regionach Azji Mniejszej, w krainie zwanej Likaonią. Obszar ten był słabo zhellenizowany, większość mieszkańców nie mówiła nawet po grecku i posługiwała się językiem likaońskim.

Apostoł zaczął nauczać, występując na placu z mową wygłaszaną oczywiście po grecku. Podczas kazania zobaczył w tłumie człowieka, który od urodzenia miał sparaliżowane nogi i nie mógł chodzić. Paweł uznał, że słucha on uważnie jego mowy (pytanie, na ile ją w ogóle rozumiał?) i jest dobrym materiałem na pierwszego nawróconego w mieście. Aby wywołać odpowiednie wrażenie, apostoł krzyknął do niego: „Stań prosto na nogach!”. I stał się cud – kaleka zaczął chodzić.

Skutek był jednak inny od oczekiwanego. Zgromadzony wokół tłum zaczął wołać po likaońsku: „Bogowie przybrali postać ludzi i zstąpili do nas!”. W Barnabie rozpoznano samego Zeusa, zaś w Pawle Hermesa. Na tym nie koniec. Gdy wieść o wizycie „bogów” i czynionych przez nich cudach dotarła do kapłanów podmiejskiej świątyni Zeusa, ci na czele tłumu wiernych pobiegli do Listry. U bram chcieli złożyć ofiary „niebianom”, którzy pod ludzką postacią nawiedzili miasto. Zrozpaczony Paweł wybiegł naprzeciw nadchodzących i głośno krzyczał, że obaj z Barnabą są tylko ludźmi. Powstrzymało to co prawda listrzan od składania ofiar, ale dla samego apostoła miało bolesne skutki. Zjawili się bowiem mieszkańcy sąsiednich miast, w których Paweł już nauczał, i podburzyli obywateli Listry. Tekst nie podaje konkretnych zarzutów, jednak apostoła uznano za bezbożnika, który nie czci bogów. W konsekwencji został wywleczony za miasto i ukamienowany. Tłum odszedł, gdy uznał, że Paweł nie żyje. Dopiero potem okazało się, że ocalał.

POPSUTA NIEWOLNICA


Podobnie nieoczekiwane skutki miał inny cud dokonany przez Pawła. I tym razem zakończyło się awanturą. Apostoł działał wtedy na zupełnie innym terenie – w Macedonii w dużym mieście Filippi, które szczyciło się uprzywilejowanym statusem rzymskiej kolonii: jego mieszkańcy byli z punktu widzenia prawa Rzymianami. Apostoł przebywał tu dłuższy czas i najczęściej nauczał za murami nad rzeką. Jego słuchaczkami były głównie kobiety, niektóre zostały chrześcijankami. Pewnego jednak razu, gdy apostoł szedł na miejsce spotkań, drogę zabiegła mu niewolnica. Uważano ją za opętaną, ponieważ zachowywała się jak szalona: biegała, głośno krzycząc. Jej panowie kupili ją, aby przynosiła im dochody. Osoby chore psychicznie traktowano bowiem jako owładnięte przez demony, mające kontakt z duchami i przez to obdarzone nadprzyrodzonymi zdolnościami. Ich bełkotliwe słowa, odpowiednio interpretowane, miały odsłaniać przyszłość albo też wskazywać, co zrobić, by osiągnąć zamierzony cel (doczekać się potomka, zyskać wzajemność w miłości itd.). Oczywiście wszystko za odpowiednią opłatą. Jeżeli jednak taka osoba była niewolnikiem lub niewolnicą, pieniądze brał właściciel.

Kobieta, na którą natknął się Paweł, ciągle go zaczepiała. Trwało to przez kilka dni, aż w końcu poirytowany apostoł stanął, odwrócił się i krzyknął do siedzącego w kobiecie demona: „Rozkazuję ci w imię Jezusa Chrystusa, abyś z niej wyszedł!”. Demon czmychnął, ale udane egzorcyzmy przyniosły zaskakujący skutek. Panowie niewolnicy uznali, że Paweł „popsuł” ich własność, podburzyli mieszkańców miasta i wnieśli oskarżenie przed sąd rzymski w Filippi. Apostoł został wychłostany i uwięziony. Przed dalszym procesem i surową karą uratowało go... prawo rzymskie. Podczas następnego przesłuchania Paweł wyznał – zgodnie z prawdą – że jest rzymskim obywatelem. Prawo zakazywało chłostać obywatela i za naruszenie tej zasady groziło surowymi konsekwencjami. Władze Filippi przeraziły się, przeprosiły apostoła i grzecznie poprosiły, aby opuścił miasto. Innymi słowy, przymknięto oczy na „popsucie niewolnicy”, w zamian za niewnoszenie oskarżenia o bezprawne wychłostanie.

WIELKA ARTEMIDA EFESKA!