Tym sposobem można stwierdzić, że wrak ma około 40-45 metrów długości i stanowi skarbnicę wiedzy na temat średniowiecznej żeglugi oraz działań wojennych. Podczas najnowszych badań archeolodzy natrafili na cegły prawdopodobnie pochodzące z pokładowej kuchni, a także fragmenty olinowania. Naukowcy próbują ustalić, jak powstał okręt, ale i poznać sekret dotyczący jego zatonięcia.
Wrak znajduje się w pobliżu zamku Häringe, w cieśninie Landfjärden. Nie jest to zupełnie nowe znalezisko. O istnieniu pozostałości statku było wiadomo już pod koniec XIX wieku, lecz przez długi czas badacze nie byli w stanie określić wieku ani przeznaczenia wraku. Przełom nastąpił w lutym ubiegłego roku, kiedy wyszło na jaw, iż jednostka pochodzi prawdopodobnie z lat 80. XV wieku. Nie można jednocześnie wykluczyć, że powstała jeszcze wcześniej, być może już w latach 60. Bez względu na ostateczny werdykt, wiadomo, że statek ma ponad 500 lat i stanowi wyjątkowo cenny obiekt dla archeologów badających historię żeglugi na Bałtyku.
Według Hakana Altrocka, archeologa podwodnego i kierownika projektu związanego ze szwedzkim Muzeum Wraków, okręt mierzył w czasach swojej świetności około 40-45 metrów długości. Jego pochodzenie pozostaje nieznane, bo choć drewno wykorzystane do budowy pochodziło z obszaru dzisiejszej południowo-wschodniej Szwecji, to sama jednostka mogła należeć zarówno do Szwedów, jak i Duńczyków.
Szczególne znaczenie obiektu oznaczonego jako Vrak 5 wiąże się z zastosowaną przy jego budowie techniką. Statek powstał metodą, w ramach której układa się deski poszycia kadłuba krawędź przy krawędzi, zamiast nakładania ich na siebie. Rozwiązanie to pozwalało konstruować większe i bardziej wytrzymałe jednostki. Miało to ogromne znaczenie w okresie, gdy na statkach zaczęła się pojawiać cięższa artyleria. Mocniejszy kadłub umożliwiał budowę okrętów zdolnych do przenoszenia dział i uczestniczenia w działaniach wojennych.
Według badaczy Vrak 5 jest najwcześniejszym znanym przykładem zastosowania tej techniki w skandynawskim budownictwie okrętowym na obszarze Bałtyku. To sprawia, że wrak ma wyjątkową wartość dla poznania rozwoju średniowiecznej technologii morskiej. Najnowsze prace archeologiczne koncentrują się natomiast na dokładnym udokumentowaniu konstrukcji statku oraz odnalezieniu pozostałości jego kuchni. Nurkowie wykorzystują specjalistyczne pompy, za pomocą których usuwają warstwy osadów zalegających na drewnianych elementach wraku.
Czytaj też: Na Lubelszczyźnie znajdują się ślady Scytów! Irański lud był tam na długo przed Jezusem
Podczas ostatnich zejść pod wodę natrafili na cegły, które mogą pochodzić z pokładowej kuchni, a także fragmenty olinowania. Jak wyjaśnia Matilda Jarl, marynarze prawdopodobnie żywili się przede wszystkim rybami, mięsem i kaszami. Znaczną część posiłków przygotowywali w garnkach. Popularne były potrawy jednogarnkowe, przypominające gęste zupy lub gulasze. Ciekawostką jest również to, co pili na pokładzie. Podstawowym napojem załogi było piwo, ponieważ w ówczesnych warunkach przechowywało się je łatwiej niż wodę. Członkowie załogi o wyższym statusie mogli natomiast liczyć na wino. Różnice w jadłospisie odzwierciedlały więc także hierarchię panującą na statku.
Jedną z największych zagadek pozostają okoliczności zatonięcia. Statek znajduje się niedaleko zamku Häringe, a jego historia może być związana z konfliktem szwedzko-duńskim. W myśl jednej z hipotez jednostka zatonęła w 1501 roku, kiedy Duńczycy zaatakowali zamek. Taki scenariusz zaproponował Hakan Altrock, jednak na obecnym etapie nie ma jednoznacznych dowodów potwierdzających tę wersję wydarzeń. Inna możliwość wiąże się z pożarem na pokładzie. Już w XIX wieku, gdy pojawiły się pierwsze doniesienia na temat wraku, krążyły pogłoski o ogniu, który miał doprowadzić do katastrofy. Archeolodzy chcą teraz sprawdzić, czy na zachowanych elementach konstrukcji faktycznie widnieją ślady spalenizny.
Źródło:CBS News
