W historii naszej planety zaraz za wielkimi odkryciami geograficznymi nastąpiła era kolonizacji. Autorzy science fiction uważali, że nie ma najmniejszego powodu, by z kosmosem rzecz się miała inaczej. Dlatego na kartkach powieści fantastycznych co najmniej od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku aż się roi nie tylko od baz na Księżycu, ale wręcz od imperiów, rozciągających się na całe galaktyki. To ostatnie chwilowo w dalszym ciągu wygląda na praktycznie niemożliwe (tak jak w XIX wieku wyglądała podróż na Księżyc w powieści Juliusza Verne’a), do budowy baz całkiem poważnie przymierza się m.in. NASA.

Mimo że budżet amerykańskiej agencji kosmicznej nie wygląda tak dobrze, jak by sobie życzyli jej administratorzy, powstał już projekt nie tylko załogowego powrotu na Srebrny Glob, ale też zostania tam na trochę dłużej. Księżycowej parapetówy – jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem – należy spodziewać się w ciągu najbliższych dwudziestu lat. Oczywiście przed kolonizatorami stoją liczne problemy. Dziś astronauci są wysyłani najwyżej na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS), wiszącą skromne 350 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Księżyc jest niemal tysiąc razy dalej. Projekt Apollo, który zawiódł Amerykanów na powierzchnię Srebrnego Globu niemal czterdzieści lat temu, kosztował krocie. Dziś cały sprzęt trzeba zaprojektować i zbudować na nowo, i koszty ponownie nie będą małe. Z drugiej strony, jest dobry pretekst: lada chwila budowa ISS zostanie zakończona, nie będzie już ekonomicznego sensu utrzymywania promów kosmicznych, więc całą kosmiczną flotę i tak trzeba wymienić.

Wymiana floty swoją drogą, ale mimo to każdy (w tym politycy podpisujący budżet NASA) będzie zadawać pytanie: po co właściwie baza na Księżycu? Agencja przygotowała sześć odpowiedzi na to pytanie. Po pierwsze, postęp cywilizacyjny: nasza obecność na Księżycu może być zaczątkiem przyszłej kolonizacji na poważną skalę. Po drugie, nauka: Księżyc jest świetnym miejscem np. na obserwatorium, które pomoże w badaniu historii Układu Słonecznego i Wszechświata. Po trzecie, przygotowanie do dalszych wypraw: Księżyc jest najlepszym poligonem doświadczalnym, jeżeli chcemy myśleć o podróżach na Marsa, a nawet dalej. Po czwarte, globalne partnerstwo: kolonizacja naszego naturalnego satelity jest okazją do zacieśnienia międzynarodowej współpracy we wspólnym celu. Po piąte, ekspansja gospodarcza: Księżyc znajdzie się w ziemskiej strefie ekonomicznej, z czego może da się czerpać zyski. Po szóste, zaangażowanie publiczne: NASA liczy, że projekt zmotywuje wszystkich do pracy nad postępem technicznym w każdej dziedzinie życia. Nie da się ukryć – wszystko to brzmi dość górnolotnie. Jednak, niezależnie od motywacji, budowa bazy na innym ciele niebieskim jest czymś, na co warto byłoby popatrzeć.

Maciej Bójko