„Silna emocja, np. gniew, ma funkcję alarmującą, pomaga nam skoncentrować się na konkretnym problemie” – tłumaczy psycholog Howard Kassinove, który przyglądał się kłócącym się parom: 55 proc. z nich przyznało, że kłótnia doprowadziła do pozytywnego rozwiązania sytuacji. Jedna trzecia badanych dodała, że właśnie gwałtowny wybuch emocji pomógł im dostrzec, gdzie popełniali błąd.

Niestety, naszego wewnętrznego Hulka i jego złość uczymy się zagłuszać już od dzieciństwa. Robimy z własnych dzieci wycofanych dr. Bannerów, powtarzając im: nie krzycz, nie bij się, przestań się wściekać. Ciągłe tłumienie emocji nie tylko nie rozwiązuje problemu, ale go potęguje. „Jeśli nie pozwolimy od czasu do czasu wypuścić trochę pary, ciśnienie w nas będzie tak wysokie, że spowoduje eksplozję, np. napad szału” – mówi William Gray DeFoore. Latami skrywana złość objawia się w postaci chorób układu krążenia, depresji, fobii, urojeń, a nawet psychozy.

Tłumiona złość często kierowana jest ku destrukcyjnym celom, na przykład dlatego, że ślepo ufamy fałszywym autorytetom. Ten sam mechanizm spowodował, że wychowany w programowo tolerancyjnym społeczeństwie skandynawskim Anders Breivik dokonał masowego mordu w ramach krucjaty prowadzonej w imieniu wyimaginowanych templariuszy. Można oczywiście dyskutować, jak postąpiłby terrorysta, gdyby skorzystał z innych możliwości kanalizowania złości. Istotne jest jednak, żeby tej emocji nie tłumić, tylko ją okiełznać. „Panowanie nad własną złością polega – tak jak w aikido – nie na jej hamowaniu, walczeniu z nią, lecz na świadomym przekierowaniu wzbudzonej, często jakże silnej energii, ku konstruktywnemu  celowi” – mówi dr Lidia Czarkowska, psycholog i coach.

Złość i jej silniejsza forma, czyli gniew, wcale nie muszą być destrukcyjną siłą. W wielu przypadkach motywują ludzi do podjęcia kroków, które zmieniają życie na lepsze. „Nasz kontrolowany gniew może być przetworzony w energię, która zmieni świat” – pisał w 1920 roku Mahatma Gandhi, człowiek, który przez całe życie propagował niestosowanie przemocy. Nie należy jednak zapominać, że impulsem, który pchnął go do działalności politycznej, był gniew, jaki wzbudzało w nim traktowanie Hindusów przez brytyjskich kolonizatorów. Podobny mechanizm zadziałał w życiu Martina Luthera Kinga, polityka, który doprowadził do zniesienia segregacji rasowej w USA. Kto wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby jako 14-latek nie wściekł się, będąc zmuszony ustąpić w autobusie miejsca białym.

Ze swoją złością oswajają się i korzystają z niej także sportowcy.  „Sport sam w sobie jest rywalizacyjny, dlatego jego uprawianie wyzwala także negatywne emocje, takie jak złość, zawiść, agresja, strach. W tej dziedzinie są bardzo wysokie oczekiwania, presja na wynik, na wygrywanie, a wygrać może tylko jedna osoba” – mówi Aleksandra Pogorzelska, psycholog. „Oczywiście wszystko zależy też od dyscypliny. W sportach walki pewien poziom agresji jest pożądany, a w tenisie agresja jest niedozwolona i społecznie napiętnowana”. O tym, jak ważna jest praca z psychologiem dla osiągnięcia dobrego wyniku, mówili Adam Małysz czy Otylia Jędrzejczak, a grupa psychologów towarzyszących na ważnych wyjazdach sportowcom już nikogo nie dziwi.

Jak z panem żyć, panie Hyde?

Złość warto akceptować. Bycie „zbyt miłym” nie wróży dobrze na przyszłość. „Bardzo wyraźna manifestacja tych »dobrych« popędów może się błyskawicznie przerodzić w manifestację popędów destrukcyjnych” – ostrzega Krzysztof Srebrny. „Wyraźne rozdzielenie popędów »dobrych« i »złych«, jednostronne reakcje emocjonalne powinny być dla specjalisty sygnałem alarmowym” – dodaje.