Nowy dyrektor NASA Charles Bolden Jr., który od niedawna ma aprobatę Kongresu USA i już oficjalnie piastuje swoje stanowisko określił niedawno zasadnicze cele amerykańskiej Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej. 62-letni były astronauta stwierdził, że jego zasadniczym celem jest Mars i doprowadzenie do lądowania na nim ludzi. - Wychowałem się na Bucku Rogersie i - jak wiecie - Buck Rogers nie zatrzymał się na Marsie - stwierdził Bolden na konferencji prasowej. Dodał także, że chciałby, aby człowiek stanał na Marsie za jego życia. Można się domyślać, że chodzi tu o wyznaczenie kolejnych celów. Prawdopodobnie oznacza to także zwrot w polityce kosmicznej USA. Poprzednia administracja zamierzała dobrze umościć się na Księżycu, na który powrót człowieka planowany jest do 2020 roku, a dopiero potem uderzyć na Marsa. Teraz może się to zmienić i to Mars może stać się priorytetem. Niestety może to okazać się niełatwym zadaniem. W NASA równolegle prowadzonych jest kilka projektów, które zakładają odmienne sposoby dotarcia na Czerwoną Planetę. A NASA już na ten cel wydała 7 milardów dolarów. Zdaniem Boldena trzeba także zmienić zapatrywania na inne projekty. Na przykład w NASA były plany, aby nie partycypować w utrzymaniu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) po 2015 roku. W NASA planowano także - jego zdaniem - aby stacją po upływie jej misji sprowadzić w całości z orbity i utopić w Pacyfiku. - To nierealne. Stacja jest zbyt cenna, to niesamowity kapitał, który musi pracować na przyszłość - mówi Bolden, który prawdopodobnie ma namyśli to, że stacja może stać się dobrym przystankiem pośrednim w drodze w nietknięty jeszcze ludzką stopa Kosmos. Bolden jest dwunastym szefem NASA i pierwszym czarnoskórym na tym stanowisku. h.k.