
Członkowie zaginionej misji z okresu II wojny światowej
Podczas II wojny światowej samoloty B-17 były jednymi z najważniejszych ciężkich bombowców Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Cztero-silnikowy Flying Fortress wykonywał misje strategiczne nad terytorium Niemiec i okupowanej Europy, uczestnicząc między innymi w nalotach na przemysłowe cele w głębi III Rzeszy. Załogi B-17 operowały na bardzo dużych wysokościach, sięgających nawet ponad 10 kilometrów, doświadczając morderczego ciśnienia, niskich temperatur i skrajnie trudnych warunków. Statystycznie ich samoloty miały jedynie 25–33 % szans na przetrwanie kompletnej serii misji, co pokazuje, jak niebezpieczne były te loty.
Czytaj też: Zagadka biblijnych gigantów nabiera kształtów. Wszystko przez papirus mający ponad 3000 lat
Wrak został zlokalizowany na dnie Bałtyku w rejonie zatoki u wybrzeży Danii, a prace prowadził zespół archeologów morskich z Texas A&M University we współpracy z Defense POW/MIA Accounting Agency (DPAA), czyli amerykańską agencją zajmującą się odnajdywaniem i identyfikowaniem żołnierzy uznanych za zaginionych. Po sygnałach od nurków-amatorów, którzy już w 2001 roku zgłosili pierwszy kontakt z wrakiem, naukowcy wykorzystali sonar boczny, magnetometrię i zdalnie sterowane pojazdy do dokładnego zmapowania obszaru oraz potwierdzenia, iż obiekty na dnie to szczątki bombowca B-17.
Bombowiec B-17 odnaleziony w wodach Bałtyku
I choć samolot leży pod wodą od ponad ośmiu dekad, część jego elementów zachowała się w zaskakująco dobrym stanie. Najważniejszymi odzyskanymi artefaktami są dwa karabiny maszynowe kalibru .50 cala, które uległy oderwaniu podczas katastrofy, ale po wydobyciu dały się wyczyścić tak, że nadal widać ich numery seryjne. Z ich wykorzystaniem historycy będą w stanie prześledzić dokumentację wojskową, a ostatecznie ustalić dokładną tożsamość samolotu oraz członków jego załogi, którzy zginęli w katastrofie.
Czytaj też: Enigmatyczne znaki sprzed 40 000 lat. Naukowcy wskazali ich przeznaczenie
Informacje o odkryciu zostały przekazane dopiero niedawno, lecz prace badawcze trwają od wielu lat. Celem projektu jest zamknięcie bolesnej karty historii – nie tylko z punktu widzenia archeologii morskiej, ale przede wszystkim dla rodzin poległych lotników, którym wciąż brakowało jakichkolwiek wieści o losie bliskich. Jak podkreślają badacze, samo zlokalizowanie miejsca katastrofy to jedno: dopiero identyfikacja konkretnych elementów i przypisanie ich do znanych dokumentów wojskowych może dać odpowiedź na pytanie: kto dokładnie był na pokładzie tej maszyny i dlaczego uczestnicy misji nie wrócili.
Źródło: Texas A&M University, The Past