Pisklęta rozdziawiają szeroko dzioby i piszczą ze wszystkich sił. Pochyla się nad nimi dorosła sroka. Uważnie się im przygląda, po czym z całej siły uderza w głowę jednego z maluchów. Potem już wali dziobem raz po raz. Przerażone pisklęta odsuwają się, rozbiegają na boki, krzyczą, ale nikt nie przychodzi im z pomocą. Małe głowy zalewa krew.

Na kolejnym filmie dorosła sroka łapie jedno z piskląt i wyciąga je z gniazda. Młody ptak, jeszcze nie w pełni opierzony, chwyta się pazurkami patyków tworzących jego dom. Napastnik ciągnie go więc jeszcze mocniej. Pisklę nie wytrzymuje – rozluźnia chwyt i znika z pola widzenia kamery. Tak wygląda zapis zdarzeń, które zarejestrowały kamery umieszczone w aż 58 gniazdach południowokoreańskich srok przez uczonych z Narodowego Uniwersytetu w Seulu oraz Centrum Badań Ekologicznych PAN. To, co się nagrało, całkowicie zaskoczyło naukowców.

Zjeść dziecko

„Dzieciobójstwa się nie spodziewaliśmy – przyznaje „Sekretom Nauki” troje z sześciu autorów badań: dr Sang-im Lee, Wonyoung Lee oraz prof. Piotr Jabłoński. – Oczekiwaliśmy, że ojciec i matka będą faworyzować niektóre pisklęta”.

„U ptaków liczba złożonych jaj zwykle przewyższa liczbę potomstwa, którą para jest w stanie wykarmić” – wyjaśnia prof. Piotr Zieliński, ornitolog z Uniwersytetu Łódzkiego. – Strategia ta jest zabezpieczeniem na wypadek złożenia niezapłodnionych jaj lub zaziębienia ich części podczas wysiadywania”. Gdy wyklują się wszystkie pisklęta, rodzice karmią głównie te, które najgłośniej żebrzą o jedzenie. Jeśli pokarmu brakuje, najsłabsze, czyli zazwyczaj najmłodsze, giną z głodu. „U ptaków szponiastych wygląda to jeszcze bardziej drastycznie, bo w przypadku niedoboru pokarmu starsze i silniejsze rodzeństwo zjada najmłodsze” – opowiada prof. Zieliński.

Czasem jednak żadna z tych metod eliminacji najsłabszych nie działa. Tak jest choćby u bocianów – zarówno białych, jak i czarnych – które badał łódzki ornitolog. Pokarm przynoszony przez rodziców składa się głównie z drobnych cząstek: owadów, dżdżownic, myszy, traszek, żab czy małych ryb. Dorosłe bociany zwracają go na środek gniazda, a młode szybko wybierają sobie smaczne kąski i połykają. Każde pisklę znajdzie tu coś dla siebie. Nawet najsłabsze coś tam złapią. Jeśli pokarmu jest niedużo i tak żadne pisklę nie zginie. „W rezultacie wszystkie opuszczą gniazdo niedożywione i słabo przygotowane do dalekiej wędrówki na zimowiska – twierdzi prof. Zieliński. – Skoro eliminacja najsłabszych piskląt nie dokonuje się »sama«, rodzice muszą to zrobić osobiście. Wyrzucają najsłabsze pisklę poza gniazdo, a jeśli nie jest jeszcze zbyt duże, zjadają je”. Podobnie czynią niektóre gatunki sów, łysek czy czapli. Pod koniec 2011 r. australijscy naukowcy pod kierunkiem prof. Roberta Heinsohna, ogłosili, że dzieciobójstwo nagminnie popełniają samice papug z gatunku Eclectus roratus. Są przy tym dość wybredne i zabijają tylko… synów.

Ptaki te rozmnażają się w dziuplach. Jeśli samica złoży dwa jaja, to niemal zawsze jedno będzie córką, a drugie synem. Płeć piskląt można łatwo odróżnić po odcieniu szarości ich upierzenia. Córki dorastają przy tym zwykle o tydzień wcześniej niż synowie. Jeśli więc nadchodzi pora deszczowa, a dziupli grozi zalanie, matka wyrzuca syna poza gniazdo. Dzięki temu może skupić się na wychowaniu córki, która i tak ma większe szanse na przeżycie z racji szybszego dorastania.

Wyjść za dzieciobójcę

Jeszcze częściej niż przez własnych rodziców młode bywają zabijane przez nowych partnerów matki (a czasem też i przez ojca). Tak jest chociażby u lwów. Jeśli samiec zdobędzie władzę w stadzie, to zwykle są w nim samice, które mają młode niebędące jego potomstwem. Nowy pan i władca swoje urzędowanie zaczyna od zabicia małych lewków.

Samice, pozbawione potomstwa, szybko wchodzą w ruję, dzięki czemu mogą zostać zapłodnione przez dominującego samca. Potomstwo, które się narodzi, będzie więc już jego własnym. Podobny mechanizm José Vega z Museo Nacional de Ciencias Naturales w Madrycie zaobserwował u wróbli. Jeśli samica straciła partnera życiowego, to na jego miejsce szybko znajdował się nowy. Swoje rządy często zaczynał od zabicia dzieci poprzednika. Samice pozbawione pierwszego potomstwa szybciej składały nowe jaja, bardziej też przykładały się do opieki i w efekcie wychowywały więcej piskląt w drugiej turze. Dzięki temu dzieciobójca przekazywał geny skuteczniej niż samiec, który nie zabijał potomstwa swego poprzednika.

Podobne zachowanie prof. Zieliński wraz z prof. Jerzym Bańburą opisali u pospolitej w Polsce i powszechnie lubianej jaskółki dymówki. Samotny samiec, którego obserwowali ornitolodzy, zabił wszystkie dzieci samicy trzy dni po śmierci ich ojca. Matka nie próbowała nawet bronić potomstwa. Wkrótce związała się z dzieciobójcą i razem z nim odchowała nowy przychówek.

Prawdopodobnie tak samo działają gibony. Co prawda tylko raz przyłapano je na gorącym uczynku. Widziano bowiem, jak w dniu narodzin nowego dziecka dorosły samiec zabrał krzyczącego noworodka, ugryzł go i zrzucił z drzewa na ziemię. Małpka zmarła z powodu odniesionych ran. W innych przypadkach dzieciobójstwo, choć nie obserwowane bezpośrednio, wydawało się najbardziej prawdopodobną przyczyną śmierci niemowląt. Roczne giboniątko zginęło wkrótce po tym, jak władzę w grupie przejął nowy samiec.

Generalnie, gdy tylko przy samicy pojawiał się nowy partner, szanse przeżycia małych gibonów spadały. Wszystkie te przypadki zdaniem prof. Zielińskiego łatwo wyjaśnić: „Z biologicznego punktu widzenia samiec ten nie ma żadnego powiązania genetycznego z potomstwem innego samca. Zabijając obce młode, nie ponosi zatem żadnych kosztów genetycznych. Może natomiast odnieść wyraźną korzyść genetyczną, gdyż zwiększa swoje szanse na zdobycie partnera do rozrodu i propagację własnych genów”.

Wygrać rywalizację

Biologom najtrudniej zrozumieć, dlaczego niemowlę jest zabijane przez zupełnie obcego przedstawiciela własnego gatunku. Coś takiego zaobserwowała Jane Goodall, pionierska badaczka szympansów. „Przez lata wierzyłam, że szympansy, pomimo wykazywania zadziwiającego podobieństwa do nas, są jednak »sympatyczniejsze« od ludzi. Nagle przekonałam się, że w pewnych okolicznościach mogą być równie brutalne jak my i że ich natura ma też ciemne strony. To było bolesne”.

Jednym ze zdarzeń, o których wspomina dr Goodall, była brutalna wojna między dwoma grupami szympansów w Gombe w Tanzanii. Drugim – właśnie dzieciobójstwo, którym regularnie parała się szympansica Passion wraz z córką Pom i synem Profesorem. Goodall opisuje na przykład, jak potraktowały niemowlę swej koleżanki z tego samego stada – Gilki. „Gilka, jak nam powiedziano, spokojnie siedziała, wygrzewając się w popołudniowym słońcu i przytulając swoje niemowlę, kiedy nagle pojawiła się Passion – relacjonuje Goodall. – Przez chwilę stała, przyglądając się matce i dziecku, a potem rzuciła się ku nim z najeżonym futrem. Przerażona Gilka uciekała z krzykiem, ale jej ucieczkę utrudniała konieczność podtrzymywania dziecka i niedowład nadgarstka. Passion skoczyła na nią i pochwyciła małą Ottę.

Gilka rozpaczliwie starała się uratować dziecko, ale nie miała szans, i po krótkiej walce Passion udało się zabrać niemowlę. Najbardziej makabryczne było to, że Passion przycisnęła je do piersi, a ono rozpaczliwie wczepiło się w nią (…). Pewna zwycięstwa Passion siadła na ziemi, oderwała przerażone niemowlę od piersi i ugryzła w czoło, powodując natychmiastową śmierć”. Ten obraz prześladował potem Jane Goodall. Jak pisze, budziła się w nocy, mając przed oczami przerażający obraz: „Passion pożerająca dziecko Gilki, jej usta wysmarowane krwią, niczym u groteskowego wampira”. W ten sposób Passion wraz ze swymi dziećmi zabiła jeszcze kilka niemowląt z własnego stada. Po co? Koreańscy uczeni, którzy badali dzieciobójstwo u srok, twierdzą, że przyczyny takich zdarzeń mogą być dwie.

Po pierwsze zabójcom zależy po prostu na najedzeniu się. Są głodni, a kanibalizm ułatwia szybkie zdobycie materiałów odżywczych. Po drugie zabijając dzieci, usuwają konkurentów i zwiększają dostęp do miejsc gniazdowania oraz jedzenia w okolicy. Biolodzy, którzy obserwowali małpy w Gombe, doszli do wniosku, że dzieciobójstwo było rezultatem rywalizacji o zasoby, a nie patologicznych zachowań Passion. Potwierdziły to ogłoszone w 2007 roku wyniki badań szympansów w Ugandzie, gdzie w lesie Budongo zaobserwowano, jak grupa samic zabija niemowlę. Ofiarą gangu prawdopodobnie padły jeszcze dwa inne szympansiątka.
Zanim jednak zaczęła się fala dzieciobójstw, do grupy dołączyło 13 nowych samic. Te, które były tu wcześniej, zaczęły atakować nowo przybyłe szympansice i ich potomstwo. Badacze twierdzą więc, że mordy na dzieciach da się łatwo wytłumaczyć. Miejscowe samice walczyły w ten sposób o samców i dostęp do kurczących się zasobów pokarmu.

Podobne wytłumaczenie uczeni znaleźli dla dzieciobójstwa u srok. Doszli do wniosku, że ptaki rywalizowały o terytorium. Ofiary dzieciobójstwa i ich prześladowcy byli sąsiadami. Już wcześniej dochodziło do konfliktów między dorosłymi ptakami z obu rodzin. A wkrótce po tragicznych wypadkach dzieciobójcy powiększyli swoje terytorium o obszar sąsiadów. Najcenniejszym dla nich nabytkiem stał się mały sztuczny zbiornik wody, niewidoczny wśród roślinności. Teraz mogli korzystać z niego do woli. Gdy tylko ich pisklęta opuściły gniazdo, zbudowali nowe na świeżo zajętym miejscu. Dzieciobójstwo, jak widać, bardzo im się opłaciło.