W pierwszą zimę blokady, na przełomie 1941 i 1942 r., dzienny przydział chleba dla osób pracujących wynosił 250 gramów, pozostali otrzymywali 125 gramów. Miesięcznie każdy mieszkaniec miasta dostawał ponadto 300 gramów kaszy i 100 gramów masła. Wycieńczeni leningradczycy szukali zaopatrzonych sklepów na piechotę, bo z powodu ograniczeń w dostawie prądu wyłączono z ruchu trolejbusy i tramwaje. Stłoczeni niczym sardynki, spędzali w kolejkach wiele godzin. Wtedy puszczały im nerwy i wyrzucali z siebie kumulowaną miesiącami frustrację.

Czytaj więcej: LENINGRAD: PSYCHICZNA RZEŹ

Raporty NKWD z Leningradu i obwodu leningradzkiego zawierają niezliczone wypowiedzi zdesperowanych mieszkańców. Nauczycielka Makarowa stwierdziła: „Tylko w takim barbarzyńskim kraju jak nasz (…) jest możliwe, by ludzie puchli i umierali z głodu”. Wtórował jej ślusarz kolei państwowych Bystrow: „To władza radziecka jest winna śmierci naszych obywateli”. Po latach okazało się, że ich oskarżenia nie były bezpodstawne…

ZŁA MACOCHA STALIN

Jeszcze zanim wokół miasta zacisnął się pierścień blokady, popełniono wiele rażących błędów militarnych. Bo choć Leningrad był jednym z trzech głównych celów niemieckiej inwazji, na czele wojsk Frontu Leningradzkiego stał nieudolny Kliment Woroszyłow. Dopiero w połowie sierpnia 1941 r. – po serii druzgocących klęsk – Stalin zrugał dowódcę za „pasywność” i wyraził obawę, że „głupio oddamy Leningrad, a [nasze] dywizje trafią do niewoli”. Wysłał więc nad Newę zaufanych współpracowników, m.in. swojego zastępcę Wiaczesła-wa Mołotowa. Ale wiele ich dyrektyw, choć słusznych (np. o zgromadzeniu półtoramiesięcznych zapasów żywności do 1 października 1941 r.), nie wprowadzono w życie z powodu szybko zmieniającej się sytuacji na Froncie Leningradzkim i wcześniejszych zaniedbań władz lokalnych.

Czytaj więcej: CHORZY DYKTATORZY. NA CO CHOROWALI: LENIN, HITLER i STALIN?

Dlaczego interwencja nastąpiła tak późno? Otóż Stalin traktował Leningrad po macoszemu ze względu na swoje kompleksy. To miasto wciąż przypominało mu czasy, gdy po rewolucji październikowej grał drugie skrzypce w bolszewickim rządzie, nie miał własnego zaplecza politycznego, a obywatele nie kojarzyli jego twarzy i nazwiska (według biografa Stalina Simona Sebaga Montefiore generalissimus „nie wyrobił sobie marki w 1917 r.”; przez to Rosjanie na pytanie, gdzie był wódz podczas rewolucji październikowej, odpowiadali żartem, że „przespał ją”). W połowie lat 20. walczył z leningradzkimi bolszewikami o władzę w partii.

Na początku lat 30. humor Stalinowi psuła popularność lidera miejscowych komunistów Sergieja Kirowa, który ostatecznie zginął z rąk zamachowca w roku 1934. Najprawdopodobniej mord zlecił sam Stalin. „Te kompleksy – uważa prof. Nikita Łomagin z Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego, znawca tematu blokady – miały ogromne znaczenie w 1941 r.”. Dopiero 10 września, 2 dni po odcięciu wszystkich naziemnych szlaków komunikacyjnych, Stalin zdymisjonował Woroszyłowa i mianował na jego miejsce marszałka Georgija Żukowa. Ten zmobilizował wszystkie dostępne środki dla wzmocnienia obrony, wprowadził żelazną dyscyplinę w armii, usprawnił dowództwo i wywiad. Uniemożliwiło to zajęcie miasta przez Niemców. Ale 6 października na rozkaz Stalina Żukow wyleciał do Moskwy, bo wojska Wehrmachtu znajdowały się ok. 200 km od stolicy i szybko posuwały się naprzód. Stolicy należało bronić do ostatniej kropli krwi, bo oddanie jej w ręce wroga wskazywałoby na faktyczną utratę władzy przez Stalina.

Zdaniem Łomagina dla leningradczyków wyjazd Żukowa „oznaczał utratę ostatniej szansy na wyrwanie się z pętli blokady, gdyż jego następcy (…) nie mieli ani doświadczenia, ani wiedzy, ani talentu”. W ten sposób „władza z mocnych rąk Żukowa wróciła do niezdecydowanego i pasywnego Żdanowa”, I sekretarza leningradzkiej miejskiej i obwodowej organizacji partyjnej. Był to zręczny aparatczyk, któremu jednak – według ówczesnych świadectw – „władza [nad oblężonym Leningradem] ciążyła”.

NA CO CZEKAŁ ŻDANOW?

Wybuch wojny zastał Żdanowa na urlopie nad morzem, więc do jego powrotu 1 lipca 1941 r. miasto faktycznie pozostawało bez kierownictwa. Ale nawet po przyjeździe nie przygotował Leningradu na trudne czasy, m.in. nie zarządził magazynowania żywności, choć doświadczenie wojny radziecko-fińskiej (1939–1940) podpowiadało, że w mieście wzrośnie popyt na podstawowe artykuły spożywcze. Leningradczycy rzeczywiście popędzili do sklepów, by zrobić zapasy na czarną godzinę. I już wkrótce półki świeciły pustkami. Komisarz ds. handlu Dymitr Pawłow przyleciał do miasta w pierwszym dniu oblężenia, 8 września, i odkrył, że przy ówczesnym poziomie konsumpcji zgromadzonej żywności wystarczyłoby na niewiele ponad miesiąc. „Na samym początku działań wojennych było jasne, że w warunkach gwałtownie zmniejszających się zasobów materialnych jedynym wyjściem była sprzedaż artykułów spożywczych na kartki – przyznawał po latach Pawłow. – Tego niestety nie zrobiono”.