Zagraj o swoje szczęście

Pewnego dnia lekarze zalecili Jane McGonial rezygnację z życia. A przynajmniej tak ta młoda projektantka gier komputerowych odebrała zakaz grania, czytania, pisania, biegania, picia kawy i robienia wielu innych ważnych dla niej czynności. Doznała wstrząśnienia mózgu i miała odpoczywać. Po 34 dniach cierpienia (także z powodu silnego bólu głowy) i słuchania wewnętrznego głosu, który powtarzał: „ból nigdy nie minie, chcesz umrzeć”, Jane stwierdziła, że albo się zabije, albo zamieni wszystko w grę. Wybrała drugie rozwiązanie. I tak powstała uzdrawiająco-fabularna gra „Jane McGonial – Pogromca Wstrząśnienia”.

Byli w niej wrogowie, czyli wszystko, co mogło spowodować pogorszenie stanu zdrowia, np. jaskrawe światła czy zatłoczone pomieszczenia, i sprzymierzeńcy (m.in. siostra i mąż), którzy mieli precyzyjnie określone misje wspierające. W trudnych chwilach Jane mogła korzystać z „doładowania”, czyli zrobić coś, co sprawiało jej radość, np. iść na spacer albo przytulić się do psa. Gra szybko przyniosła efekt – samopoczucie się poprawiło i mimo że na powrót do zdrowia trzeba było czekać rok, myśli samobójcze nie wróciły. Jane, zachwycona mocą swojej gry, stworzyła działającą na podobnych zasadach aplikację SuperBetter dla osób, które walczą z depresją lub innymi demonami.


 

Grywalizacja

Manewr, który wykonała Jane, to grywalizacja (nazywana też gryfikacją lub gamifikacją), czyli wykorzystanie mechanizmów znanych z gier (nie tylko komputerowych) w realnym życiu – w sytuacji, która nie jest grą. To dodawanie frajdy do czynności, które frajdy nie sprawiają. Dzięki temu można skłonić siebie lub innych do wykonywania określonych czynności, osiągać cele i wyrabiać prawidłowe nawyki.

Świetnym dowodem jest szwedzki eksperyment: kiedy w Sztokholmie zamontowano radar, który robił zdjęcia wszystkim kierowcom, a potem ci, którzy przestrzegali ograniczenia prędkości, mogli wziąć udział w losowaniu nagród, prędkość zmniejszyła się o 22 proc. Na grywalizacji opiera się też wiele aplikacji, np. do nauki języków obcych jak Duolingo. Korzystające z niej dzieci nie tylko nie mogą oderwać się od zadań językowych, ale są gotowe kupić za wirtualną walutę możliwość podjęcia wyzwania polegającego na (uwaga!) nauce angielskiego przez 7 dni z rzędu.