Przepraszam tych, którzy oczekiwali, że na łamach „Śledczego” pojawią się analizy raportu MAK; że zabierzemy głos w tej sprawie, opowiadając się za albo przeciw rosyjskiej wersji. Takiej analizy tu nie będzie. Przynajmniej nie teraz.



Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: bo się na tym nie znamy; bo to zbyt trudna materia, aby traktować ją jako pole do popisu. Wiem, w Polsce zaroiło się od ekspertów od spraw lotniczych – wygłaszają swoje sądy i na internetowych forach, i – co gorsza – w ogólnopolskich mediach, dopasowując swe teorie i oskarżenia do potrzeb politycznych. Na dobrą sprawę sytuacja wygląda tak: albo pokornie przyjmusz wersję MAK za dobrą monetę (targowica), albo w całości ją negujesz, dobrze wiedząc, że nawet jeśli to nie był zamach, to na pewno zakamuflowane działanie skutkujące katastrofą. Nie wiem – i nie wiem, czy tych, co wiedzą naprawdę, da się policzyć na palcach jednej ręki. Słuchając analizy przedstawionej przez MAK, zdałem sobie sprawę, że w tej tragedii jest tak wiele rozmaitych poziomów, że jedynie najwyższej klasy specjaliści mogą pokusić się dokonanie jakiejś syntezy. Proszę zwrócić uwagę – większość z nich milczy, podczas kiedy politycy wiedzą na pewno. Gwoli sprawiedliwości – nie tylko politycy.


Sprawa rozgrywa się także na płaszczyźnie psychologicznej. Kto wie, może to ona jest kluczem do poznania prawdy. MAK ogłosił, a niektóre, także nasze, media skwapliwie podchwyciły informację o tym, że generał Błasik był nietrzeźwy. A jakie to ma znaczenie, przecież nie trzymał sterów... Ale to jest argument, a raczej chwyt, z zakresu psychologii właśnie – nie trzymał sterów, ale podochocony trunkiem nie wahał się wejść do kabiny pilotów, i na przemien poklepując ich po plecach i grożąc palcem, wymusił feralne lądowanie. Bo z kolei bał się swego zwierzchnika, czyli prezydenta, który domagał się lądowania. Takie myślenie niby trzyma się kupy, ale czy ktoś wie na pewno, że tak to właśnie wyglądało? A może generał siedział na fotelu, patrząc w podłogę i myśląc, że najlepiej byłoby zostać w domu... Może.


No właśnie – tak naprawdę wciąż poruszamy się w mgle niewiedzy (mamy szczęście, bo oni mieli do czynienia z realną mgłą), i tak jak oni próbujemy się przez nią przebić. Tyle, że nam nic nie grozi. Oprócz ośmieszenia. Ale przecież tyle razy to przerabialiśmy...


PS. Pytanie na konkurs bez nagród: a kto się spodziewał, że Rosjanie będą w raporcie krytykowali swoje służby?