
Odkrycie dokonane w Szlezwiku-Holsztynie nie jest przypadkowe. Od dziesięcioleci stanowi ono jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych badających życie w północnej Europie po ustąpieniu lodowców. W osadach dawnego jeziora archeolodzy znaleźli ślady licznych obozowisk łowiecko-zbierackich oraz narzędzia z epoki kamienia. Właśnie w tym miejscu natrafiono również na najstarszy znany pochówek w północnych Niemczech: liczący około 10 500 lat grób kremacyjny z okresu wczesnego mezolitu.
Czytaj też: Polscy archeolodzy odkryli cmentarzysko wraków. Przez wieki tonęły tam statki
Szczątki ludzkie zachowały się w bardzo fragmentarycznej formie, ponieważ ciało zostało spalone przed pochówkiem. Archeolodzy odnaleźli jedynie niewielkie fragmenty kości, w tym fragment kości udowej, który pozwolił potwierdzić, że jest to rzeczywiście grób człowieka. Wczesnomezolityczne pochówki w północnej Europie należą do rzadkości, dlatego odkrycie ma ogromne znaczenie dla badań nad zwyczajami pogrzebowymi pierwszych społeczności zamieszkujących region po epoce lodowcowej.
Najbardziej intrygującym elementem odkrycia okazała się jednak czaszka tura, a więc zwierzęcia przypominającego nieco żubra. Zwierzęta te mogły osiągać ponad trzy metry długości i ważyć nawet tonę, a ich potężne rogi czyniły z nich niebezpieczną zwierzynę dla prehistorycznych myśliwych. Gatunek przetrwał w Europie aż do XVII wieku, kiedy ostatni osobnik zginął w naszym kraju w 1627 roku.
Rytuał prowadzony w północnych Niemczech odbył się około 10 500 lat temu
Czaszka została znaleziona osadzona na drewnianym palu wbitym w ziemię w pobliżu miejsca pochówku. Zdaniem badaczy nie był to przypadkowy depozyt ani pozostałość po polowaniu. Układ znaleziska sugeruje raczej, iż stanowiło ono element rytuału – być może symboliczny znak związany z pogrzebem lub miejscem o szczególnym znaczeniu dla społeczności.
Tego typu praktyki nie są całkowicie nieznane w prehistorii. W wielu kulturach łowieckich czaszki dużych zwierząt były traktowane jako obiekty o szczególnym znaczeniu symbolicznym, związanym z siłą, płodnością lub duchami zwierząt. W przypadku tura symbolika mogła być jeszcze silniejsza, ponieważ zwierzę to należało do największych i najbardziej niebezpiecznych ofiar polowań.
Czytaj też: Na środku indonezyjskiej wyspy znaleźli megalit. To obiekt, który powstał dawno temu
Badacze podkreślają, że krajobraz wokół Duvensee około 10 500 lat temu wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Po ustąpieniu lodowców region stopniowo pokrywały lasy brzozowe i sosnowe, a później gęste zarośla leszczyny. W okolicy znajdowały się liczne jeziora i mokradła, które stanowiły idealne środowisko dla zwierząt łownych oraz źródło pożywienia dla ludzi. Łowcy-zbieracze żywili się tam między innymi jeleniami, dzikami, rybami oraz dużymi ilościami orzechów laskowych.
Jedną z hipotez sugeruje, jakoby miejsce nad brzegiem jeziora mogło pełnić szczególną funkcję w krajobrazie. Być może było przestrzenią rytualną lub obszarem, na którym chowano zmarłych członków grupy. Niektórzy archeolodzy sądzą, iż w tak wczesnym okresie nie istniały jeszcze wyraźnie wydzielone cmentarzyska, a zmarłych grzebano w miejscach związanych z codziennym życiem obozowiska.
Źródło: LEIZA