Dolinę wytyczono na powązkowskim cmentarzu komunalnym (obecnie Cmentarz wojskowy) – choć nekropolia ta ma wiele „prestiżowych” kwater, to jednak w latach 50. wydzielono miejsca przeznaczone wyłącznie dla elity. Głównie komunistycznej, choć dopuszczano także pochówek „znanych i lubianych” z poprzedniej epoki, aby do dygnitarzy PRL dopuścić element tzw. dobrego towarzystwa. Generalnie, cała aleja główna, rozpoczynająca się za bramą przy ulicy Powązkowskiej, jest ciągiem znaczonym grobami postaci historycznych (to tu spoczywa ojciec polskiego socjalizmu w wersji sowieckiej, czyli Julian Marchlewski, a obok niego rodzimy Stalin – Bolesław Bierut). Jednak dopiero jej końcowa część to zasadniczy panteon.

W CIENIU WALTERA


Rozpoczyna się rondem pomiędzy kwaterami 21A i 22A, na którym spoczywa między innymi marszałek Polski Ludowej Michał Rola-Żymierski, a kończy placykiem na planie pentagramu. To jest Aleja Zasłużonych – zaszczyt spoczywania w niej przypadł niemal wyłącznie gwiazdom komunistycznego establishmentu. Dlatego na wielu nagrobkach przed nazwiskiem znajduje się słowo „towarzysz”.

I tak jeden z najbardziej wpływowych polityków lat 50., twórca planu 6-letniego Hilary Minc leży obok Zofii Gomułkowej (Liwy Szoken), żony Władysława Gomułki, który przecież został przez bierutowców zamknięty w więzieniu. Ba – nawet sprawujący z ramienia partii władzę nad bezpieką lat 50. Jakub Berman spoczywa na tym cmentarzu, przy czym jego ukryto w jednej z bocznych alei: w kwaterze 35B, przeznaczonej dla ludzi kultury (wszak odpowiadał z ramienia partii za kulturę i bezpiekę). Znamienitsi ludzie pióra czy pędzla spoczywają w Alei Zasłużonych: Zofia Nałkowska, Julian Tuwim, Władysław Broniewski, Konstanty Ildefons Gałczyński czy Xawery Dunikowski. Oprócz wielkiego talentu łączy ich pewne – choć często zawoalowane i niejednoznaczne – poparcie dla komunistycznego porządku.

Według znawcy historii PRL prof. Andrzeja Paczkowskiego komunistom zależało na stworzeniu nekropolii, w której – obok przedstawicieli władzy – spoczywaliby iluminarze życia kulturalnego i naukowego. – Cmentarz miał być panteonem wybitnych postaci Polski Ludowej. Dziś, kiedy z ulic miast wyrugowano nazwy, kojarzące się z tamtymi czasami, kiedy dawni bohaterowie pospadali z pomników, nekropolia na Powązkach jest czymś w rodzaju naturalnego muzeum PRL – mówi prof. Paczkowski.

Pośrodku głównego placu znajdują się dwa pomniki, wznoszące się niczym ołtarze: jeden to grób generała Karola Waltera Świerczewskiego, zgładzonego – według wersji oficjalnej – przez ukraińskich nacjonalistów (w tej kwestii istnieje wiele wątpliwości), drugi zaś – Władysława Gomułki. Wprawdzie I sekretarz PZPR w latach 1956–1970 miał na rękach krew robotników z Wybrzeża i generalnie przez ekipę Edwarda Gierka został odesłany do politycznego, niesławnego lamusa, jednak godne miejsce w panteonie musiało się dla niego znaleźć. Pogrzeb tego polityka odbył się we wrześniu 1982 r. z honorami, przy udziale gen. Wojciecha Jaruzelskiego, ale i zamkniętych bramach dla szerszej publiczności. Jaruzelski najwyraźniej miał do Gomułki inny stosunek niż Gierek. Na marginesie – ten ostatni, podobnie jak najważniejsi przedstawiciele jego ekipy, których już nie ma pośród nas, na Wojskowe Powązki nie trafił.

Głównie jest to nekropolia dygnitarzy czasów gomułkowskiej małej stabilizacji, także tych, którzy swą wędrówkę na szczyt partyjno-rządowej hierarchii rozpoczęli jeszcze za Bieruta. Spotkamy tam więc (w sensie nie do końca dosłownym) choćby marszałka Mariana Spychalskiego – przewodniczącego Rady Państwa i ministra obrony narodowej, który wcześniej, w 1949 r., wraz z Gomułką został oskarżony o odchylenie nacjonalistyczno-prawicowe. Zanim jednak to się stało, zajmował bardzo ważne stanowiska partyjno-państwowe, m.in. wiceministra obrony narodowej i szefa resortu budownictwa. A po niespełna dziesięciu latach politycznego niebytu wrócił do łask. Spotykamy także innego – wieloletniego – przewodniczącego Rady Państwa: Aleksandra Zawadzkiego. Pełnienie tej funkcji przerwała mu w 1964 r. śmierć. Jednak droga tego zasłużonego działacza polskiej lewicy zaczęła się w początkowych latach PRL, czyli za Bieruta – w 1949 roku został wicepremierem. Trzy lata później przejął fotel przewodniczącego Rady Państwa, a więc namiastkę prezydentury, po tym jak Bierut – na mocy konstytucji PRL – przestał być prezydentem kraju. To już pod kierownictwem Zawadzkiego Rada nie skorzystała z prawa łaski wobec skazanego na śmierć generała Augusta Emila Fieldorfa...

W Alei Zasłużonych spoczywa kierownik wydziału kultury KC PZPR Wincenty Kraśko, a także Zenon Kliszko, zwany najbliższym człowiekiem Gomułki (swoją drogą ciekawe, dlaczego człowiek współodpowiedzialny za masakrę robotników na Wybrzeżu trafił do AZ we wrześniu 1989 r.?).

LAMPE NA ODSIECZ

 


Nekropolia ta ma wyjątkowo ciekawą historię, dobrze opisaną w książce „Cmentarz Komunalny Powązki” (praca zbiorowa, pod redakcją Juliusza Malczewskiego). Powstała w 1912 roku jako prawosławny cmentarz żołnierzy rosyjskich (obok znajdowała się XIX-wieczna twierdza, później, już za wolnej Polski, zamieniona na Fort Bema). Po wejściu do Warszawy Niemców w 1915 roku zamieniła się w nekropolię dla ofiar I wojny światowej. Z warszawskich szpitali przywożono tu zwłoki m.in. Polaków, Niemców, Austriaków, Czechów. Zarząd nad cmentarzem sprawował wówczas niemiecki garnizon. Z tego też czasu pochodziły fragmenty niemieckich nagrobnych płyt, jakie jeszcze w latach 70. minionego wieku można było wykopać na gliniankach, znajdujących się tuż obok cmentarza. Prawdopodobnie z Powązek „wyprowadzono” setki teutońskich lokatorów, by zrobić miejsce dla tych, którzy mieli się tu pojawić. Po 1918 roku Wojskowe Powązki przeszły pod zarząd Wojskowej Kurii Biskupiej – pieczę nad nimi sprawowała pobliska parafia św. Jozafata. W 1926 roku powstała Aleja Zasłużonych, ale wielkiego państwowego znaczenia nabrała dopiero po drugiej wojnie światowej. Szczególnie po połączeniu starej nekropolii z powstałym po 1945 r. nowym cmentarzem bezwyznaniowym.

W 1950 roku sprowadzone zostały tu z Niemiec Wschodnich doczesne szczątki Juliana Marchlewskiego (zmarł w 1925 roku podczas wakacji we Włoszech), co było jasnym sygnałem danym przez władzę: tu powstanie czerwony panteon. Kilkanaście lat później w Alei Zasłużonych pojawił się grób Alfreda Lampego, który odszedł na wieczną wartę w 1943 roku w Moskwie, co tylko potwierdzało ten trend.

W 1956 r. stanął grobowiec Bieruta, zmarłego w Moskwie, i... sytuacja się nieco skomplikowała. Odwilż spowodowała, że dotychczasowi bohaterowie stali się niemal przestępcami i ich pochówek na Powązkach przestał być oczywisty. Być może gdyby Minc czy agent PPR w łonie Stronnictwa Demokratycznego Leon Chajn (nie mówiąc już o Bermanie) opuścili ziemski padół jeszcze za rządów Gomułki, ich ciała spoczęłyby na znacznie mniej prestiżowych nekropoliach. Wiedzieli jednak, kiedy odejść. Być może to zmiany polityczne sprawiły, że Bierut został pochowany na cmentarzu, a nie w mauzoleum pośrodku miasta jak Lenin czy Mao.

Postawienie grobowca w Alei i jej okolicach wiązało się z całą skomplikowaną procedurą – władze przeważnie rozpisywały konkurs, do którego przystępowali najwybitniejsi architekci i rzeźbiarze. I tak grobowiec Marchlewskiego zaprojektowali: Kazimierz Marczewski i Zygmunt Stępiński, zaś Bieruta – Jan Bogusławski. Nawet prostą płytę Lampego wykonał ceniony warszawski rzeźbiarz Tadeusz Wyrzykowski.

WŚRÓD DUCHÓW OFIAR


Idea politycznego panteonu sięga starożytności. Ale do jakiej tradycji odwołuje się praktyka chowania włodarzy PRL w otoczeniu ich ideologicznych wrogów i ofiar? Tak – z lewej strony Alei Głównej znajdują się mogiły sanacyjnych żołnierzy, którzy we wrześniu 1939 r. bronili Warszawy. Z prawej zaś – kwatery Armii Krajowej (w 1945 roku chowano tu ekshumowanych powstańców warszawskich). Bieruta od grobów AK-owców oddziela jedynie wąski szpaler grobów żołnierzy Armii Ludowej. Całkiem niedaleko od mogił Bermana i Minca znajduje się miejsce bezimiennego pochówku oficerów Polski Podziemnej, straconych w latach 40. i 50. przez bezpiekę bądź wyrokiem komunistycznego sądu. To tu, w kwaterze „Na Łączce”, spoczywają wspomniany gen. Fieldorf „Nil” oraz prawdopodobnie rotmistrz Witold Pilecki. Profesor Paczkowski uważa, że nie ma w tym żadnej symboliki: – Komunistyczni dygnitarze po prostu nie mieli pojęcia, że bezpieka chowała tam zamordowanych oficerów i opozycjonistów. To była tajemnica, którą znało jedynie bardzo wąskie grono ludzi.

Mimo wszystko to dziwna symbioza, ale – wydaje się – nic jej nie zakłóci. A próby były. W 1997 roku Liga Republikańska, wsparta autorytetem niektórych artystów i kombatantów, zorganizowała akcję wyrugowania z cmentarza osób niegodnych. W apelu LR znalazło się uzasadnienie tego postulatu. Czytamy w nim: „Obok nich (bojowników o niepodległość – przyp. AG) leżą też zbrodniarze, biorący udział w mordach na żołnierzach podziemia, ludzie, którzy kierowali aparatem zbrodni wymierzonym przeciw własnemu narodowi, agenci sowieckiego wywiadu, zdrajcy zaprzedani obcemu mocarstwu i nieludzkiej ideologii”.

Przez moment wydawało się, że los pomników Bieruta i Marchlewskiego jest przesądzony, ale stanęło na... tujach. Otóż groby lewicowych idoli zostały zasłonięte szpalerem drzew i wszystko wskazuje, że nic im się więcej nie stanie. Zresztą, czyż nie jest wystarczającym upokorzeniem dla Bieruta i Marchlewskiego, że tuż obok nich znalazł wieczny spoczynek agent CIA, pułkownik LWP Ryszard Kukliński?

Na koniec zagadka: dla kogo przeznaczone jest miejsce na samym końcu Alei Zasłużonych, leżące w cieniu rozłożystych drzew, tuż za grobowcem Świerczewskiego? Dyskusja na ten temat trwa od dawna – w latach 80. wieść gminna niosła, że wypatrzył je sobie pewien wszechmocny generał, ale po zmianach w 1989 r. plotka ta straciła na wiarygodności. Na razie zagadka pozostaje bez rozwiązania...