Cztery umowy, które należy zawrzeć ze samym sobą, by nawiązywać zdrowe relacje

By rozpocząć życie wypełnione zdrowymi, satysfakcjonującymi relacjami, poznaj sposób, który znali już Toltekowie, żyjący tysiące lat temu w południowym Meksyku.

Wszyscy ludzie, którzy zostali udomowieni, są chorzy. Ich umysł kontrolowany jest przez pasożyta karmiącego się negatywny mi emocjami wypływającymi ze strachu. Te emocje w połączeniu z samooskarżaniem, czyli wewnętrznym sędzią, i zdolnością do odgrywania roli ofiary budują określony system wartości będący schronieniem dla pasożyta.

Tak uważali Toltekowie, którzy żyli tysiące lat temu w południowym Meksyku i nazywani byli „tymi, którzy wiedzą”. Toltekowie przechowywali tajemną wiedzę i przekazywali ją z pokolenia na pokolenie, w niej zawarty został sposób na uwolnienie umysłu od pasożyta. Don Miguel Ruiz opisał spuściznę Tolteków w książce „Cztery umowy”.

Toltekowie uważali, że pasożyt, czyli nasz wewnętrzny system wartości, oraz role ofiary i sędziego, które naprzemiennie odgrywamy, kontrolują nasz umysł. Ten pasożyt karmi się emocjami wynikającymi „ze strachu i służy mu dramat i cierpienie. Wolność, której poszukujemy, polega na wykorzystaniu naszego własnego umysłu i ciała, życiu naszym własnym życiem”.

Aby odzyskać wolność, a zatem pozbyć się wewnętrznej ofiary pozostającej w związku ze swoim strażnikiem, trzeba zająć się pasożytem. Zdaniem Tolteków to jedyny sposób, by wydostać się z mgły, czyli iluzji  samodzielnego życia i rozpocząć życie wypełnione zdrowymi, satysfakcjonującymi relacjami.

„Pasożyta można przyrównać do potwora z tysiącem głów. Każda głowa to jeden z naszych lęków. Jeśli chcemy być wolni, musimy zgładzić pasożyta. Jedna z możliwości to zaatakować każdą głowę po kolei, co oznacza stawienie czoła każdemu z naszych strachów osobno. Jest to powolny proces, ale się sprawdza.

Za każdym razem, gdy stawimy czoła jednemu z lęków, stajemy się trochę bardziej wolni. Drugie podejście to odciąć pasożyta od pokarmu. Jeśli nie będziemy go żywić, zagłodzimy go na śmierć. Aby tego dokonać, musimy pozyskać kontrolę nad naszymi emocjami, które biorą się ze strachu” – pisze Ruiz. Można to zrobić, zawierając ze sobą cztery umowy, których przestrzeganie uśmierci pasożyta i rozproszy wytworzoną przez niego chorobę – jak powiedzieliby Toltekowie.

 

1. Pierwsza umowa:  „Bądź nieskazitelna/y w słowach”

Za każdym razem, gdy słyszymy czyjąś opinię albo czytamy określoną teorię i zaczynamy w nią wierzyć, zawieramy umowę. Jeśli jej podstawą jest strach, naszemu pasożytowi wyrasta dodatkowa głowa, jeśli miłość – jedną głowę traci.

Każdy z nas dobrze wie, że jedno słowo może wiele zmienić: jedno dodatkowe słowo w umowie kredytowej, jedno brakujące słowo podczas rozmowy zakochanych. Czasami jedno słowo wizjonera, polityka, przywódcy, lidera, przedziera się do świadomości zbiorowej i porywa tłumy, stając się mantrą powtarzaną przez lata. Słowa mogą dodawać energii i przygniatać, można nimi podnieść człowieka lub rzucić nim o ziemię.

W oryginale treść pierwszej umowy brzmi „bądź bezgrzeszny w słowach”. Toltekowie nie wyznawali żadnej religii, chociaż oddawali hołd duchowym i religijnym nauczycielom. Bycie bezgrzesznym w słowach zmienia pojęcie grzechu i zmusza, by postrzegać go w kategoriach zdroworozsądkowych. „Grzech zaczyna się w momencie odrzucenia samego siebie. Odrzucenie naszej prawdziwej natury to największy grzech, jaki popełniamy. W kategoriach religijnych odrzucenie siebie jest grzechem śmiertelnym, prowadzącym do śmierci. Bezgrzeszność – przeciwnie – prowadzi do życia. Bądź bezgrzeszny w słowach – nie używaj ich przeciwko sobie.

Jeśli spotykając cię na ulicy, nazwę cię głupcem, może się wydać, że używam słów przeciw tobie. W rzeczywistości jednak użyję ich przeciwko sobie, ponieważ znienawidzisz mnie za to, a twoja nienawiść nie wyjdzie mi na dobre. Zatem jeśli rozzłoszczę się i poprzez moje słowa zatruję cię swą emocjonalną trucizną, w istocie użyję słów przeciw samemu sobie.

Jeśli kocham siebie, będę wyrażał tę miłość w relacjach z tobą, moje słowa będą zatem bez skazy, ponieważ takie moje działanie spowoduje u ciebie podobną reakcję. Jeśli będę ciebie kochał, wtedy ty będziesz kochał mnie. Jeśli będę cię obrażał, ty będziesz obrażał mnie. Jeśli będę wyrażał ci swą wdzięczność, ty będziesz wyrażał swoją. Jeśli ja będę wobec ciebie samolubny, ty będziesz samolubny wobec mnie. Jeśli mymi słowami rzucę na ciebie czar, ty także rzucisz czar na mnie”.

Plotka jest trucizną. Zawsze łączy się z ocenianiem, w ten sposób sącząc jad do naszego organizmu – tak działa pasożyt. Jeśli ciało porównalibyśmy do komputera, plotka byłaby wirusem – ten działa w tle, nie jest widoczny, ale jego efekty są odczuwalne prawie cały czas. Wirus spowalnia komputer, uniemożliwia jego poprawne działanie, a czasami wiesza cały system.

Pierwsza umowa to wzięcie pełnej odpowiedzialności za każde wypowiadane słowo – ze świadomością, że ma ono moc zmieniania nastroju, emocji, myśli, a w końcu całego życia.

 


2. Druga umowa: „Nie bierz niczego do siebie”

Wypełnienie drugiej umowy staje się łatwiejsze, jeśli poważnie potraktowaliśmy pierwszą. Wyobraźmy sobie, że ktoś spotyka nas na ulicy i mówi „jesteś głupi”. Jeśli weźmiemy te słowa do siebie, wydarzy się kilka rzeczy na poziomie ciała, emocji i umysłu. Być może zrobi się nam trochę cieplej, mogą pojawić się złość, irytacja albo strach, smutek, przygnębienie.

Umysł może zacząć analizować – dlaczego tak powiedział? Czy zrobiłem coś nie tak? Czy to widać? Umysł może też analizować tę osobę, uznać, że to ona jest głupia, zaprosić emocje i ciało do ataku, sprzeczki. Zazwyczaj bierzemy cudze słowa do siebie automatycznie, bez głębszej refleksji, chociaż wydaje się nam, że skoro analizujemy to, co ktoś powiedział, dokonujemy świadomego wyboru. To właśnie mgła. Analizowanie tego, czym zostaliśmy obdarowani, bez względu na to, czy było to dobre czy złe, oznacza, że podarunek przyjęliśmy jako pokarm dla naszego pasożyta. W tym momencie „przenika cię trucizna i zostajesz schwytany w piekielną pułapkę.

To, co sprawia, że dajesz się w nią złapać, nazywa się przykładaniem osobistej wartości. Przykładanie osobistej wartości czy branie rzeczy do siebie to najwyższy wyraz samolubstwa, ponieważ z góry zakładamy, że wszystko dotyczy mojego ja. W okresie naszej edukacji czy udomowiania nauczyliśmy się brać wszystko do siebie. Myślimy, że jesteśmy odpowiedzialni za wszystko. Ja, ja, zawsze ja!”.

Dotrzymanie drugiej umowy chroni przed zranieniem, pomaga zachować siłę w każdej relacji, nie być podatnym na wpływ innych ludzi – co wcale nie znaczy ignorowania bliskich lub bycia zdystansowanym. Kluczowe jest zaufanie, które przenosimy z innych na siebie, przestajemy być zależni od uznania, pochwał, kar i ocen. Niebranie niczego do siebie na początku może zdziwić otaczających nas ludzi, zwłaszcza tych, którzy lubią grać i potrzebują czuć silne emocje, oraz tych, którzy używają siebie i innych, bo nie mają w sobie otwartości na czułość i odwagi wyrażania siebie wprost. Można zapisać tę umowę na kartce i przyczepić ją w widocznym miejscu.

 

Pomaga to wyrobić nawyk pokładania zaufania w sobie. Don Miguel Ruiz przyjął następującą strategię: „Nie jest dla mnie istotne to, co o mnie myślisz, i nie biorę tego, co myślisz, do siebie. Nie biorę do siebie tego, gdy ludzie mówią: »Miguel, jesteś najlepszy«, tak samo, jak nie biorę do siebie, gdy ludzie mówią: »Miguel, jesteś najgorszy«.

Wiem, że kiedy jesteś szczęśliwy, powiesz mi: »Miguel, jesteś aniołem!«, ale kiedy jesteś na mnie wściekły powiesz: »Miguel, jesteś diabłem! Jesteś ohydny. Jak możesz mówić takie rzeczy!«. Tak czy inaczej, nie ma to na mnie wpływu, ponieważ wiem, czym jestem. Nie ma we mnie potrzeby bycia zaakceptowanym”.

 

3. Trzecia umowa: „Nie zakładaj nic z góry”

Robimy założenia praktycznie na temat wszystkiego, a później wierzymy, że są prawdziwe. Bawimy się w odgadywanie intencji naszych partnerów, dzieci, rodziców, współpracowników i przełożonych. Zakładamy, co myślą, czego potrzebują, czego oczekują, na podstawie naszych doświadczeń.

Psychologiczny mechanizm samospełniającego się proroctwa współgra z zakładaniem z góry. Gdy nastawimy się na określony efekt, reakcję drugiej osoby, zrobimy podświadomie wszystko, by ją wywołać. Rozzłoszczony kierowca wzbudzi złość w innych kierowcach, sfrustrowani rodzice wywołają frustrację u dzieci.

Alternatywa jest prosta – zadawanie pytań.  Nie zamkniętych, które mają potwierdzić nasze założenia, ale otwartych, pogłębiających nasze zrozumienie. „Jeśli inni o czymś nam mówią – my na tej podstawie snujemy przypuszczenia, a jeśli nam nie mówią, też snujemy przypuszczenia, by zaspokoić naszą potrzebę informacji i zastąpić w ten sposób potrzebę porozumiewania się”.

A teraz na minutę odłóż ten tekst, zamknij oczy i wyobraź sobie dzień, w którym nie zakładasz niczego z góry w odniesieniu do najbliższej ci osoby, a w końcu do wszystkich będących obok. Twój sposób komunikowania się, rozmawiania, ulegnie rewolucyjnej zmianie, pojawi się przestrzeń i spokój.

Wyobraź sobie tę wolność. „Upewnij się, że porozumiewasz się jasno. Jeśli nie rozumiesz – pytaj. Miej odwagę zadawać pytania, dopóki nie uzyskasz pełnej jasności, a nawet wtedy nie zakładaj, że wiesz już wszystko, co można wiedzieć o danej sytuacji. Kiedy usłyszysz odpowiedź, nie będziesz musiał nic przypuszczać, bo poznasz prawdę”.

 

4. Czwarta umowa „Zawsze rób wszystko najlepiej, jak potrafisz”

Pewien człowiek, który żył w ciągłym bólu, poszukiwał uzdrowienia. W końcu dotarł do mistrza i zapytał go, kiedy przestanie cierpieć, jeśli będzie medytował przez cztery godziny dziennie. Mistrz odpowiedział, że w takiej sytuacji pewnie za dziesięć lat. Człowiek pomyślał, że mógłby się bardziej przyłożyć i zapytał, po jakim czasie przestanie cierpieć, jeśli będzie medytował osiem godzin dziennie. Mistrz powiedział, że za dwadzieścia lat. Wzburzyło to cierpiącego i zapytał o wyjaśnienie. Mistrz powiedział: „Nie jesteś tutaj po to, by poświęcić radość i życie. Jesteś tutaj, by żyć, być szczęśliwy i by kochać. Jeśli możesz dać z siebie wszystko podczas dwóch godzin medytacji, ale zamiast tego spędzisz na niej osiem, tylko się zmęczysz, nie dojdziesz do sedna rzeczy i nie będziesz cieszył się swoim życiem. Zrób to najlepiej, jak potrafisz, a być może nauczysz się, że bez względu na to,
ile czasu medytujesz, potrafisz żyć, kochać i być szczęśliwy”.

Robienie wszystkiego najlepiej, jak potrafimy, wprowadza do życia intensywność, zwiększa wydajność, a to przekłada się na czułość w stosunku do siebie i bliskich. Takie działanie uszczęśliwia – świadomość, że nie mamy sobie nic do zarzucenia.

Ale robienie wszystkiego jak najlepiej nie oznacza uprawiania sportów wyczynowych podczas mycia naczyń, pracowania czy rozmowy z drugą osobą – za każdym razem należy uwzględniać okoliczności. Gdy wstajemy wypoczęci i pełni sił, mamy większy potencjał niż po całym dniu pracy i trudnej rozmowie.

Czwarta umowa oznacza, że nasze „najlepiej” dotyczy tu i teraz – stopień zaangażowania będzie zależał od dnia, nastroju, sił, otaczających nas ludzi. Nie chodzi o wypełnienie narzuconej przez siebie lub społeczeństwo normy, ale wewnętrzne przekonanie, że kończę zadanie z poczuciem, że wykorzystałem cały swój potencjał. Poza tym czwarta umowa jest ogromną pomocą przy realizacji pierwszych trzech.

Zdaniem Tolteków nie istnieje realny powód, by cierpieć. Po kilku dniach, tygodniach życia zgodnie z czterema umowami najpewniej pojawi się moment, w którym powiemy sobie: Nie chcę cierpieć i jestem najbardziej kompetentną osobą, by sobie pomóc.

„Jeśli żyjesz w śnie, który minął, nie cieszysz się tym, co właśnie się wydarza, ponieważ zawsze pragniesz, by było inaczej, niż jest. (…) Brak radości z tego, co dzieje się właśnie teraz, to życie przeszłością i bycie tylko w połowie żywym. Prowadzi to do użalania się nad sobą, cierpienia i łez”.

Daj sobie chwilę i zawrzyj ze sobą cztery umowy. Potraktuj to jako eksperyment na najbliższe trzydzieści dni – mgła zacznie się rozpraszać.