W 2012 r. ponad 200 studentów rozpoczynających właśnie naukę w college’u wyprowadziło się ze swoich domów do akademika, gdzie zamieszkali w pokojach z przypadkowo dobranymi współlokatorami. Wszyscy byli uważnie obserwowani przez Geralda Haeffela i Jennifer Hames, naukowców z amerykańskiego uniwersytetu Notre Dame. Już po sześciu miesiącach okazało się, że ci studenci, którzy zostali dobrani w pary z osobami wykazującymi symptomy depresyjne, mającymi np. tendencję do ciągłego i uporczywego rozpamiętywania zdarzeń i zapętlania się w negatywnych emocjach, sami zaczęli wykazywać gorszy nastrój. Przejmowali depresyjny styl myślenia, dwa razy częściej niż pozostali koledzy skupiali się na negatywnych aspektach rzeczywistości, oczekiwali niepowodzeń („obleję egzamin”), byli nadmiernie krytyczni wobec siebie („jestem beznadziejny, nie nadaję się”) i obsesyjnie koncentrowali się na złych emocjach.

Czy oznacza to, że depresja jest zaraźliwa jak, dajmy na to, grypa? Niekoniecznie. „Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana” – pisze w artykule „Czy depresja jest zaraźliwa?” amerykańska psycholog dr Ellen Hendriksen. „To nie tak, że zostaniemy zainfekowani, bo cierpiący na depresję przyjaciel właśnie wypłakał nam się na ramieniu. Ale o tym, że zarówno zdrowe, jak i dysfunkcyjne zachowania mogą być zaraźliwe, psychologowie mówią już od prawie dekady. Jeśli twoi przyjaciele rzucą palenie, to ty prawdopodobnie też to zrobisz, jeśli będą otyli, prawdopodobieństwo tego, że i ty będziesz miał problemy z nadwagą, wzrasta. Także samobójstwa bywają popełniane zbiorowo. Niektórzy są podatni, inni odporni na przejmowanie emocji. Zależy to od wielu czynników: genów, doświadczenia, poziomu stresu”.
 

Po co człowiekowi depresja?

Teorie ewolucjonistyczne depresji mówią o tym, że jest ona skutkiem ubocznym ewolucji ludzkiego układu immunologicznego. Amerykańscy psychiatrzy Andrew Miller i Charles Raison przedstawili w czasopiśmie „Molecular Psychiatry” teorię, zgodnie z którą geny sprzyjające rozwojowi depresji wykształciły się w toku ewolucji, ponieważ pomagały naszym przodkom zwalczać infekcje. Naukowcy wskazują na to, że depresja wiąże się ze stanami zapalnymi organizmu, co więcej – pacjenci z depresją mają bardziej nasilone procesy zapalne nawet wtedy, kiedy na nic nie chorują.

„Osią tej koncepcji jest to, że depresja i odpowiadające za nią geny były
przystosowawcze i pomagały ludziom – w szczególności małym dzieciom – walczyć z infekcjami w środowisku, w którym żyli nasi przodkowie, nawet jeśli nie
było to pomocne w związkach z innymi ludźmi” – mówił w jednym z wywiadów
Charles Raison.

W przeszłości infekcje były jedną z najczęstszych przyczyn śmierci. Jeśli człowiek umierał, nie był w stanie przekazać swoich genów dalej. Dlatego zdaniem naukowców w toku ewolucji wykształciliśmy pewne zmiany genetyczne,
które miały ułatwić nam przeżycie. W jaki sposób objawy depresyjne zmniejszały ryzyko śmierci? Zachowania charakterystyczne dla depresji, jak unikanie
ludzi, leżenie na posłaniu i ograniczanie aktywności, chroniły człowieka przed
niebezpieczeństwem i śmiercią, ponieważ gdyby słaby i chory wyruszył np. na
polowanie, to zwyczajnie by sobie nie poradził.

Oczywiście symptomy depresyjne już od dawna nie pełnią roli adaptacyjnej,
odwrotnie – to, co kiedyś chroniło ludzi, dzisiaj utrudnia nam życie społeczne.