Zdaniem dr. Passiego działanie psychodelików jest przytłaczające również w przypadku ludzi. „Psychodeliki nie nadają się do rekreacyjnego używania – uważa psychiatra. – Dostarczają znacznie mniej gratyfikacji niż chociażby kokaina, a doświadczenia psychodeliczne mogą być bardzo różne. Czasami wywołują niepokój i przygnębienie, w początkowej fazie sesji niektórzy ludzie są niezwykle zdezorientowani i czują się bardzo źle”. Mimo to dr Passie dostrzega, że sposób działania psychodelików kryje w sobie leczniczy potencjał. „Za sprawą psychodelików mocniej odczuwamy swoje stany wewnętrzne, dostrzegamy więcej procesów psychicznych, mamy bujniejszą wyobraźnię i wyraźniej pamiętamy wydarzenia z przeszłości” – mówi.

 

PIERWSZY EKSPERYMENT

Pod koniec lat 80. i w latach 90. zaczęły powstawać organizacje non-profit mające na celu doprowadzenie do zdepenalizowania psychodelików i powrotu terapii psychodelicznej (najstarsza z nich to MAPS, Multidisciplinary Association for Psychedelics Study, założona w 1986 r.). Skupiały one nielicznych zapaleńców zdecydowanych przekonywać władze do wydania zgody na dalsze badania nad psychodelikami. Ich działania przyniosły efekty dopiero po wielu latach. Jako jeden z pierwszych opór decydentów przełamał dr Ronald Griffiths, psychiatra i neuronaukowiec z Johns Hopkins University. W 2006 r. opublikował artykuł opisujący przełomowe badanie – w warunkach laboratoryjnych wraz z zespołem sprawdził, jak psylocybina wpływa na zdrowych ludzi. Rewolucyjne było nie tylko to, że eksperyment w ogóle się odbył, ale i metodologia. Griffiths przeprowadził badanie z tzw. podwójną ślepą próbą – połowie uczestników eksperymentu podaje się placebo, ale ani oni, ani eksperymentatorzy nie wiedzą, kto trafił do której grupy.

Ponieważ w przypadku badania substancji psychoaktywnej ochotnicy mogliby łatwo to rozpoznać, Griffiths zdecydował się zastosować aktywne placebo, dające słabe efekty podobne do tych pojawiających się po psylocybinie. Efekty okazały się zaskakująco ważne nie tylko dla nauki, ale i dla samych badanych. Jak można się było spodziewać, po psylocybinie ochotnicy doświadczyli
zmian percepcji, nastroju oraz mistycznych i duchowych przeżyć, które porównali z naturalnymi doświadczeniami tego typu i które uznali za znaczące w skali całego ich życia. Dwa miesiące po zakończeniu badań 22 badanych uważało, że doświadczenie przyniosło im dobrostan, zwiększyło ich satysfakcję z życia, i – przede wszystkim – określiło je jako jedno z pięciu najważniejszych wydarzeń, jakie kiedykolwiek im się przytrafiło.

 

PSYCHODELICZNE TURBULENCJE

Badanie Griffithsa utorowało drogę do dalszych eksperymentów. Drugim przełomem był eksperyment zespołu dr. Carharta-Harrisa, opisany w artykule opublikowanym w 2016 r., który jako pierwszy podał psylocybinę nie zdrowym ochotnikom, ale chorym na depresję (to właśnie ten eksperyment odbywał się w Imperial College London, przy palących się świeczkach i fototapecie z lasem). Uczestnikom najpierw podano 10 mg psylocybiny, a po tygodniu 25 mg. Sesje wyglądały podobnie jak w doświadczeniu Griffithsa – trwały sześć godzin, odbywały się przy dźwiękach specjalnie dobranej muzyki i w obecności terapeutów. Nie było jednak grupy kontrolnej i nie zastosowano placebo.

Rezultaty były spektakularne: po dwóch sesjach wszyscy ich uczestnicy stwierdzili, że objawy depresji osłabły. Po trzech miesiącach pięciu z nich nadal było w remisji. Jak wspominali to doświadczenie? Jako podróż do wnętrza umysłu pozwalającą jeszcze raz przeżyć to, co trudne. – W przypadku obu sesji najpierw doświadczyłem tzw. psychodelicznych turbulencji –

TERAPIA MILIONY CHORYCH CZEKAJĄ NA NOWE LEKI

DEPRESJA CORAZ BARDZIEJ POWSZECHNA

Poszukiwanie nowych leków na choroby psychiczne to konieczność, ponieważ te, które są obecnie stosowane, niekiedy okazują się całkowicie nieskuteczne Depresja jest najczęściej atakującą obecnie chorobą psychiczną. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) choruje na nią 264 miliony ludzi na całym świecie. Może pojawić się tylko raz, ale może również nawracać, zamieniając się w chorobę przewlekłą. Oprócz psychoterapii lekarze przepisują chorym leki z grupy antydepresantów – selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny czy trójcykliczne leki przeciwdepresyjne. Ponieważ chorobowy mechanizm wywołujący depresję nie jest do końca wyjaśniony – często, lecz nie zawsze, choroba wiąże się z niewłaściwym poziomem neuroprzekaźników serotoniny i noradrenaliny w synapsach – nigdy nie wiadomo, który antydepresant zadziała w konkretnym przypadku. Zdarza się, że psychiatra musi zastosować kilka leków, zanim znajdzie ten, który pomoże konkretnemu pacjentowi.

Jednak antydepresanty czasem okazują się całkowicie nieskuteczne. – Szacuje się, że nie działają nawet u 40 proc. chorych – mówi prof. Andrzej Pilc. Oznacza to, że na świecie bez pomocy może pozostawać nawet 100 milionów chorych na depresję. Przyjmując, że przynajmniej raz w życiu epizod depresyjny będzie miało 5 proc. populacji (to najniższy odsetek wymieniany przez specjalistów),
daje to ponad milion chorych w Polsce. Oraz kilkaset tysięcy tych, którym nie można pomóc za pomocą dostępnych obecnie leków. opowiadał dziennikarzom Kirk Ritter, 48-latek z Londynu. – Było mi zimno i odczuwałem niepokój. Jednak to szybko przeszło i doświadczenie stało się najczęściej przyjemne, a czasami nawet piękne – mówił. Zgodnie z zaleceniami pod wpływem psylocybiny oddawał się wspomnieniom, także tym trudnym, związanym ze śmiercią matki. Prowadzący badania dr Carhart-Harris mówił, że obserwując pacjentów znajdujących się pod wpływem psylocybiny, miał wrażenie, że widzą oni prawdziwszą wersję rzeczywistości niż towarzyszący im badacze. – To tak, jakby znaleźć się w obecności kogoś wyjątkowo mądrego, oceniając po tym, co opowiadają – wspominał.

 

ROZPUSZCZENIE EGO

Podczas tego eksperymentu naukowcy przeskanowali mózgi uczestników. Okazało się, że natychmiast po podaniu psylocybiny zaczęły się komunikować ze sobą te części mózgu, które zazwyczaj tego nie robią. – Trwało to tyle, ile trwało działanie psylocybiny – komentował dr Griffiths. – Prowadzi to do hipotezy, że pod wpływem tego środka może otwierać się „okno neuroplastyczności” umożliwiające przebudowanie istniejących w mózgu sieci neuronalnych. Inne zaobserwowane efekty: zmniejszył się przepływ krwi przez ciało migdałowate, zaangażowane w przetwarzanie negatywnych emocji. Mniej aktywne stały się również sieci neuronalne tworzące tzw. sieć standardowej aktywności (ang. default mode network).