ECSTASY NA ZESPÓŁ STRESU POURAZOWEGO

– Miałem wrażenie, jakby moje ciało eksplodowało od wewnątrz – opowiadał dziennikarzom o swoim doświadczeniu z psychodelikiem Ed Thompson, były strażak, który w czasie gaszenia pożaru domu towarowego stracił dziewięciu kolegów. W 2015 r. wziął on udział w badaniu klinicznym, którego celem była ocena skuteczności działania MDMA w leczeniu zespołu stresu pourazowego (PTSD). Po trzech całodziennych sesjach przeprowadzonych w obecności dwóch terapeutów Thompson w pełni wyzdrowiał. – To był niesamowity okres rekonwalescencji – wspominał cztery lata później. MDMA, znany jako aktywny składnik ecstasy, to substancja opracowana przez chemików w latach 70. XX wieku. Choć nie jest psychodelikiem, ma zbliżone działanie (wywołuje zmiany percepcji). Zwiększa wydzielanie się w mózgu serotoniny i oksytocyny, co sprawia, że przynosi euforię i daje poczucie łączności z całym światem. W poprzednim wieku z laboratoriów trafiła więc szybko w ręce terapeutów, którzy zaczęli stosować ją podczas sesji, by ułatwić klientom otworzenie się. MDMA podzieliła los LSD – stała się popularna w kręgach kontrkulturowych i wkrótce potem została zakazana. Jako znany z dyskotek narkotyk zyskała wyjątkowo złą sławę w latach 90. XX wieku – substancji zagrażającej nie tylko zdrowiu, ale i życiu.

Nie bez powodu. MDMA zażywana w postaci tabletki o nieznanej czystości może być tak szkodliwa jak dopalacze. Nie może być również używana przez każdego i wszędzie. Jest groźna dla osób cierpiących na choroby układu krążenia, a jej negatywny wpływ na organizm potęguje wysiłek fizyczny. „Ludzie, którzy pod wpływem tej substancji wykonują energiczne ruchy ciała – np. przez kilka godzin tańczą – mogą doświadczyć szkodliwych i śmiertelnie niebezpiecznych następstw fizjologicznych, ponieważ ich organizm staje się przegrzany i odwodniony – ostrzegał jeden z pionierów rewolucji psychodelicznej, dr David Nichols w książce „Czy psychodeliki uratują świat?”. – Wszystko wskazuje jednak na to, że w kontekście terapeutycznym czyste MDMA nie wyrządza zdrowym ludziom żadnej szkody” – dodawał.

Wieloletnią kampanię o wznowienie badań nad MDMA przeprowadził w USA założyciel MAPS dr Rick Doblin. Przełom przyszedł w 2016 r., kiedy na łamach czasopism „Lancet” i „The Journal of Psychopharmacology” ukazały się wyniki badań zespołu Michaela Mithoefera, który przeprowadził psychoterapię z użyciem MDMA ze 107 pacjentami cierpiącymi na PTSD. Każdy z nich wziął udział w dwóch lub trzech sesjach przeprowadzonych w podobny sposób jak sesje z psylocybiną – z zasłoniętymi oczami i przy muzyce. Po roku ok. 67 proc. pacjentów, tak jak Ed Thompson, nadal było w remisji. Ten znakomity wynik przekonał Agencję ds. Żywności i Leków do nadania terapii z MDMA statusu „przełomowej terapii”. W tej chwili trwają badania kliniczne fazy trzeciej, które mają się zakończyć w czerwcu. Dr Rick Doblin ma nadzieję, że już w przyszłym roku MDMA zostanie dopuszczona w USA do użytku terapeutycznego – jako pierwsza substancja psychoaktywna.

 

KOMU JESZCZE MOGĄ POMÓC PSYCHODELIKI?

To nie koniec możliwych zastosowań leczniczych psychodelików. W 2016 r. dwa niezależne ośrodki opublikowały wyniki badań pokazujących, że psylocybina łagodzi lęki u terminalnie chorych na nowotwory. 80 proc. uczestników tych eksperymentów poczuło się lepiej po sesji z psychodelikiem. Naukowcy badają również skuteczność MDMA jako środka łagodzącego fobię społeczną u osób z autyzmem (wyniki dr. Charlesa S. Groba z UCLA School of Medicine nie zostały jeszcze opublikowane). Na Johns Hopkins University przygotowywane są badania, których celem będzie ustalenie,
czy psylocybina może pomóc w chorobie Alzheimera i na anoreksję.

Naukowcy podkreślają, że nawet jeśli okażą się skuteczne, psychodeliki nie będą nadawać się dla wszystkich. – U osób z psychozą mogą ją nasilić lub – jeśli chory jest w remisji – wywołać nawrót – ostrzega prof. Pilc. W żadnym wypadku nie będzie ich można podawać chorym na schizofrenię. Ci, którzy mają nadzieję, że psylocybina i inne psychodeliki mogą okazać się remedium na choroby psychiczne, zwracają uwagę na jeden istotny szczegół – w przypadku psychodelików związek chemiczny nie leczy sam w sobie, ale odgrywa rolę generatora doświadczeń, które zostają wykorzystane w psychoterapii. Dla skuteczności terapii istotne jest więc również otoczenie i nastawienie pacjenta (ang. set and setting).

Na ile da się taką terapię wystandaryzować? Skąd pozyskać środki na jej opracowanie? Wielkie firmy farmaceutyczne nie mają interesu inwestować w badania nad substancjami, które mogą pomóc już po podaniu jednej czy dwóch dawek. Stąd obecne badania (także Compass Pathways) finansowane są ze środków prywatnych donatorów. Czy będą wystarczające, by doprowadzić do formalnej rejestracji psychodelików jako leków? Mimo tych wątpliwości prof. Pilc wiąże z psychodelikami wielkie nadzieje. – Wydaje się, że możemy mieć naprawdę ciekawą grupę leków, które będą mogły służyć do leczenia wielu, wielu zaburzeń – podsumowuje.

Magdalena Salik – redaktorka, dziennikarka, wicenaczelna Focusa. Cytowane wypowiedzi pacjentów pochodzą z artykułów w „Guardianie”, „The Atlantic” i „New Scientist”.