Fit&Forma:  W swoim przedstawieniu „Na okruchach uważności” w ramach projektu Mentoring Theatre dał pan obecnym na widowni  mężczyznom do zrozumienia, że kobiety wiedzą więcej o uważności.

Robert Krool: Mężczyźni są odcięci od tej wiedzy. Nie wychowuje się ich do odczuwania i jeżeli nie mają tej zdolności po czterdziestce, to jest bardzo kiepski objaw. We wspomnianym przedstawieniu zajmowałem się kryzysem w związku. W takich sytuacjach mocno widać, kiedy do głosu dochodzi wrażliwość i uważność.

F&F: Jak się wtedy rozkładają siły?

R.K.: Nieoczekiwanie wygląda to tak, że kobiety za wszelką cenę chcą uniknąć kryzysów, ale nie dlatego, że się ich boją – nie – one z kryzysami radzą sobie doskonale. Kobiety obawiają się, jak mężczyźni poradzą sobie z ciężką sytuacją. Zastanawiają się, jak partner będzie się w kryzysie zachowywał: czy będzie bardzo nieznośny, czy tylko trochę? A może po prostu zwyczajnie nie udźwignie tego wszystkiego i znowu będzie wszystko na jej barkach? Według mnie największe kryzysy życia codziennego wynikają z tego, że to facet (a nie kobieta) nie radzi sobie z codziennością.

F&F: A jak się to ma do uważności?

R.K.: Ona pomaga w tym, żeby dobrze przejść przez kryzys albo w ogóle go uniknąć. I  nie chodzi o to, żeby być uważnym w pracy między 8 a 12, a potem już się nie starać. Uważność powinna stać się nawykiem funkcjonowania. I to bardziej przydaje się w rytmie wieczorno-nocnym albo weekendowym, bo mężczyzna najczęściej, przychodząc z pracy – po prostu się dematerializuje. Nie ma go. W pracy zrobił świetnie projekt, podjął decyzję, zmotywował pracownika, uratował klienta. A po powrocie do domu – znika.

F&F: Z niechęci, z lenistwa, ze zmęczenia czy z przyzwyczajenia?

R.K.: Ze wszystkiego po trochu. Bo po prostu nie umie być. Bierze się to z nieumiejętności doświadczenia tu i teraz. Dlaczego? Mężczyzna tak bardzo chce być kimś, że może mu się cały czas wydawać, że jest młodym dobrze zapowiadającym się facetem, nawet jeżeli ma już 40 czy 50 lat. Lubi uwodzić siebie samego bliżej nieokreśloną wizją sukcesu. Natomiast przed czterdziestką powinien pojawić się moment, w którym należy zadać sobie pytanie: „jakim mężczyzną chcę pozostać”, „jakim facetem warto być”? To ważne, bo biologia pokazuje, że jako gatunek ludzki nigdy nie żyliśmy tak długo – to zupełnie nowa sytuacja. A uważność pomaga ją oswoić. Papierkiem lakmusowym męskiej uważności jest fakt, czy mężczyzna potrafi płakać trzy razy z tego samego powodu. 

F&F: Czym powinna być męska uważność?

R.K.: To powinna być rola, której warto się nauczyć. To jest po prostu obecność w sobie samym. Czyli dajmy na to: mężczyzna zaczyna dzień, w domu pije kawę, je śniadanie, przygotowuje dzieciom posiłek, patrzy na syna, na córkę, na swoją partnerkę i widzi to, co jest, a nie to, co chciałby zobaczyć. Obecność powinna być szczera do bólu, ale przede wszystkim względem siebie. Poza tym ważne jest, żeby wiedzieć, że najlepiej jest działać dla siebie, a nie dla kogoś. Zdrowy egoizm. Bo jeśli robimy ciągle coś dla kogoś, to jest to szybka droga do wypalenia się.

 

F&F: Jeżeli kobieta mówi partnerowi: „chodź, pójdziemy na warsztaty z uważności”, to co on powinien zrobić?

R.K.: W różnych poradnikach czytam, jak faceta skusić na warsztaty, jak go podejść, żeby się zgodził i tak dalej. Popatrzyłbym na uważność jak na umiejętność dostrzegania pewnych rzeczy, a nie zachowań.

Można zmienić postrzeganie pewnej sprawy dzięki uważności i wtedy nikt mnie nie musi uczyć, jak mam się zachować. Sama świadomość tego jest genialna sama w sobie. Wystarczy trochę zmodyfikować postrzeganie danej sprawy. Np. ojca dorastającej córki denerwuje jej sposób ubierania się. Nie dostrzega przy tym, że dziewczyna robi świetną biżuterię i jest kreatywna. Może więc, zamiast sarkać, należy się zachwycić jej kreatywnością. A wracając do pytania o warsztat z uważności, może lepiej zapytać: „na co on jest potrzebny naszemu związkowi?”. Może się okazać, że rozmowa o związku da o wiele więcej niż zaciągnięcie partnera jakąś techniką manipulacyjną na warsztat. A może lepiej byłoby, gdyby kobieta pokazała swojemu mężczyźnie to, co czuje. Że np. boi się, że im się nie uda, że czuje się niedoceniana i dlatego uważa, że po takim warsztacie lepiej się poczuje. To pytanie może uświadomić kobiecie, że czasami zamiast jechać na warsztat – dobrze jest powiedzieć sobie szczerze, co się czuje i dać sobie nawzajem szansę. Dojrzałość, jeżeli już jesteśmy przy temacie związków, polega też na tym, że nie musimy poddawać się medytacji czy skanowaniu swojego ciała, do czego zachęcają różne nurty mindfulness, ale np. na świadomości, że z moją partnerką nie musimy nigdzie wychodzić, jechać na drogie wakacje na koniec świata. My możemy być tutaj w stosunku do siebie niesamowicie ciepli, autentyczni. Niekoniecznie trzeba lecieć 12 godzin, żeby być razem w dobrym nastroju. Dalajlama powiedział, że duchowość, która nie służy codzienności, jest faszyzmem. Jeżeli w codzienności człowiek nie potrafi  znaleźć czasu, zatrzymać się, by uważnie ze sobą poobcować albo pobyć z drugą istotą, to nie jest to żadna duchowość.

F&F: Jak pogodzić uważność z technologiami? Z nieustannym podłączeniem do Facebooka, poczty mailowej?

R.K.: Technologia jest narzędziem i robienie z niej sensu istnienia jest nierozumne. Jeżeli ktoś zakłada, że chce mieć ciekawe życie, wiele doznań dziejących się w rzeczywistości (nie w wirtualu), mieć szacunek do siebie i świetny zespół w pracy, to jeżeli będzie nieustannie patrzył w telefon, sprawdzał, co się dzieje w messengerze, nie będzie nic przeżywał. Ale Facebook także można wpleść w naszą pracę nad uważnością. Nie uważam, że jest w tym coś złego, jeżeli idąc do jakiegoś miejsca, zaznacza się fakt, że się tam jest i świetnie się bawi. To także forma celebrowania dobrze spędzanego czasu. Sam tak często robię i moi znajomi o tym wiedzą. Tutaj chodzi o  moment, w którym warto się zatrzymać. Warto przed puszczeniem posta w świat po prostu zastanowić się, czym w danej chwili chcę się podzielić.

F&F: Trzy rady, jak zacząć być uważnym.

R.K.: Zacząłbym od zastanowienia się, co mnie wyróżnia spośród innych ludzi. I nie chodzi o powierzchowność ani nawet o cechy charakteru. To pytanie sięga głębiej i brzmi: „czym uwodzę siebie, a czym uwodzę innych?”. Wielu mężczyzn uwodzi się tym, jaki jeszcze przed nimi interes do zrobienia, ile domów do kupienia, firm do sprzedania, budżetów do zamknięcia, projektów do zakończenia. „A potem – dziewczyno – potem będzie kosmos!” – mówią. I tkwią w nieobecności. Drugie ważne pytanie:  „co ukrywam przed światem?”. Może to być pochodzenie, kiepskie wykształcenie, nieznajomość języków, strach, panika, wstyd, brak akceptacji dla samego siebie. Odpowiedzi na te dwa pytania wskazują kierunek rozwojowy. Trzecia sprawa: warto usiąść i zastanowić się, ale nie intelektualnie, tylko w zgodzie z emocjami, nad problemem:  „przed czym uciekam?”. Bo to, że  wszystkim dookoła się mówi: „wiesz, to jest dla mnie ważne: awans, projekt, kupno tej firmy albo jej sprzedaż. Ważna jest  ta transakcja, ten budżet, fuzja”, to wcale nie musi znaczyć, że to naprawdę jest dla tego mężczyzny ważne.  To może znaczyć, że on od czegoś ucieka. Uświadomienie sobie, przed czym tak naprawdę się ucieka, jest najważniejszą sprawą i wynika w prostej linii z odpowiedzi na tamte dwa pytania: czym się uwodzę, co ukrywam przed światem?

F&F: Jak uważność ma się do wrażliwości?

R.K.: Uważność jest spoiwem, ale nie sensem samym w sobie. Podobnie jak wrażliwość jest ważnym elementem towarzyszącym, ale też nie jest sensem. Najlepiej jest, kiedy do podejmowania decyzji możemy zaprząc wrażliwość i uważność.  

 


ROBERT KROOL - mentor, diagnostyk rozwojowy. W  badaniu „Kogo słuchają polscy liderzy 2012” zajął 7. miejsce w kategorii najbardziej wpływowych doradców biznesu. Przeszkolił i po-prowadził sesje doradcze dla ponad 500 tys. menedżerów i przedsiębiorców. Ostatnio występuje w teatrze Palladium w ramach projektu Mentoring Theatre.