Po siermiężnym Gomułce, dla którego nawet cytryna do herbaty była przejawem konsumpcyjnego rozpasania, Gierek obiecywał, że ogólnodostępne staną się samochody, kolorowe telewizory, a w ciągu 15 lat najbardziej deficytowe dobro - mieszkania. O dziwo, nie działał według zasady, którą zgrabnie ujmowało powiedzenie: „Jeśli partia mówi, że zabierze, to zabierze.

A jeśli mówi, że da, to mówi". On naprawdę dawał.

COŚ DLA KAŻDEGO

Tak jak zapowiedział, ceny pozostały na niezmienionym poziomie, a zarobki rosły. Z taśm w fabrykach w Bielsku-Białej i Tychach zjeżdżały syreny i małe fiaty; już w 1971 r. nadano pierwszy program telewizyjny w kolorze, rok później w sklepach pojawił się symbol „burżuazyjnego stylu życia" - coca-cola. Od Gdańska po Śląsk ruszyły gigantyczne inwestycje, które miały gruntownie zmienić obraz Polski jako zacofanego kraju rolniczo-przemysłowego.

Jeśli czegoś brakowało, to nie pracy, lecz pracowników. Gwałtowna modernizacja zapewniała zatrudnienie nie tylko powojennemu wyżowi demograficznemu, lecz także mieszkańcom przeludnionej i bardzo biednej wsi. W roku 1975 zatrudnienie w przemyśle po raz pierwszy w historii naszego kraju przewyższyło liczbę pracujących w rolnictwie.

Zadowoleni byli niemal wszyscy. Robotnicy, bo dzięki zamrożeniu cen i podwyżkom płac rosła realna wartość ich dochodów. Rolnicy - bo zostali objęci ubezpieczeniem i otrzymali bezpłatny dostęp do służby zdrowia. Inteligencja - bo złagodniała cenzura, wyjazdy za granicę stały się łatwiejsze, a za działalność opozycyjną nie groziły już drakońskie kary. Kto pamięta tylko o tym, może z rozrzewnieniem wspominać „tłustą dekadę". Ale ten sielski obrazek w czerwcu 1976 r. roztrzaskały milicyjne pałki. Ludowa władza znów biła lud, tym razem w Radomiu i Ursusie. „Tłusta" okazała się tylko pierwsza połowa dekady. Po niej nastały lata „chude". 

PERPETUUM MOBILE

Gierek był pragmatykiem i zdawał sobie sprawę, że nie zmodernizuje Polski bez pomocy Zachodu. Problemem było finansowanie, gdyż niewymienialny złoty dla przedsiębiorców spoza państw komunistycznych nie miał żadnej wartości. Niewielkie zasoby dewiz pozyskiwane głównie z eksportu węgla nie pozwalały na realizację ambitnych planów. W grę wchodziły jedynie kredyty.