Tymczasem Zachód przyduszony kryzysem paliwowym wywołanym przez członków OPEC, którzy po wojnie izraelsko-arabskiej 1973 r. podnieśli cenę ropy o 600 proc. (!), przechodził na technologie energooszczędne. Polskie produkty licencyjne stały się zbyt drogie i kosztowne w eksploatacji, więc zagranica ich nie kupowała.

Brak konkurencji sprawiał, że nasze przedsiębiorstwa nie reagowały na zmieniającą się rzeczywistość, nie wprowadzały nowych rozwiązań. Strumień dewiz, którym zamierzano spłacać kredyty, nie popłynął, a długi zaczęły rosnąć. Unowocześnionych zakładów nie można już było zatrzymać, więc dalej kupowano surowce, części zamienne. Pożyczkodawcy żądali spłaty rat. I pętla zadłużenia zaczęła się zaciskać.

ZJAZD

Ambicji ekipie Gierka na pewno nie brakowało, ale jej nadmiar zawsze grozi przeszarżowaniem. Rozpoczęcie ponad 500 dużych inwestycji zdecydowanie przekraczało możliwości gospodarki. Zwłaszcza że poza naprawdę potrzebnymi projektami (patrz ramki) ogromne pieniądze pompowano w te zbędne. Przemysł ciężki i górnictwo wchłaniały tyle środków, że nie starczało ich na przedsięwzięcia, od których zależało funkcjonowanie całej gospodarki i obiecane dostatniejsze życie. Pojawiły się pierwsze tzw. niedobory rynkowe: rolnikom brakowało sznurka do sno- powiązałek, robotnikom narzędzi, inteligencji papieru na książki i gazety, wszystkim - papieru toaletowego.

Ludzi można mamić, ale praw ekonomii nie da się długo oszukiwać. Gierek zgodnie z obietnicą przez 5 lat utrzymywał na niezmienionym poziomie zamrożone ceny żywności. W tym czasie realne płace wzrosły o ponad 40 proc. Było zatem oczywiste, że jeśli w podobnej skali nie zwiększy się podaż dóbr konsumpcyjnych, to dysponujące coraz większą ilością pieniądza społeczeństwo wymiecie ze sklepów wszystko.