Gierkowscy technokraci, jak we wszystkim, również w tej materii przeszarżowali. Gomułkę zmiotła podwyżka cen mięsa o niespełna 18 proc., mąki - o 16 proc., ryb - 12 proc.; oni chcieli, by mięso podrożało o 69 proc., nabiał o 50 proc., cukier o 100 proc. Jednocześnie pokazali, ile warte są ich zapewnienia o wsłuchiwaniu się w głos narodu. Jaroszewicz poinformował o planowanych podwyżkach w przemówieniu telewizyjnym nadanym w czwartek wieczorem. Zapowiedział, że jest to projekt, który zostanie poddany pod konsultacje społeczne. W tym samym czasie w zaplombowanych paczkach rozsyłano już nowe cenniki, które miały obowiązywać od poniedziałku.

W piątek, 25 czerwca 1976 r., „konsultowani" odpowiedzieli strajkami w Ursusie, Radomiu i Płocku. Protesty brutalnie spacyfikowano, ale problemów ekonomicznych nie dało się rozwiązać milicyjnymi pałkami. Władze wycofały się z części podwyżek, skutki pozostałych zrekompensowały dodatkami do płac, co przy niezwiększonej podaży dóbr konsumpcyjnych jedynie nakręciło inflację.

MANEWRY ZAMIAST REFORM

Z ujawnionych już po upadku komunizmu dokumentów wynika, że Komisja Planowania przy Radzie Ministrów chciała podwyżkami cen żywności zmniejszyć siłę nabywczą ludności o 14 proc. Gdyby o tyle samo spadły zakupy mięsa i cukru, „zaoszczędzone" produkty zamierzano wyeksportować, by pozyskać 50 mln USD na przypadającą w lipcu spłatę raty kredytu. Z powodu buntu robotników Radomia i Ursusa pomysł nie wypalił, więc sięgnięto po inne rozwiązanie: wprowadzono kartki na cukier. Każdemu obywatelowi przydzielono po 20kg miesięcznie, resztę sprzedano za granicę. W stosunku do potrzeb nie był to nawet półśrodek. Jak informował poufny raport, państwo wydawało już o 20 proc. więcej, niż zarabiało. Utrzymanie takiego tempa wzrostu deficytu budżetowego musiało się skończyć krachem.

Zapobiec katastrofie miał ogłoszony jeszcze w 1976 r. tzw. manewr gospodarczy. Określenie jak najbardziej trafne, gdyż zamiast reform jedynie manewrowano. Zmniejszano inwestycje, co prowadziło do horrendalnego marnotrawstwa, bo wielu rozpoczętych budów po prostu nie kończono. Włożone w nie pieniądze przepadały bezpowrotnie.