Z produktów licencyjnych poza „maluchami" nie sprzedawano prawie nic. Jedynym (poza żywnością i alkoholem) źródłem coraz trudniejszych do zdobycia dolarów stały się surowce, zwłaszcza węgiel. Właśnie wtedy na pełnych obrotach ruszyła „propaganda sukcesu", wmawiająca ludziom, że wbrew temu, co widzą dookoła, nie jest gorzej, lecz lepiej. Zmierzająca do załamania gospodarka PRL stawała się „dziesiątą potęgą przemysłową świata". Koronnym dowodem miało być ustanawianie kolejnych rekordów wydobycia węgla: 179 mln ton w 1976 r., złamanie bariery 200 mln w 1979 r.

Nie ujawniano jednak prawdziwych przyczyn tej rekordomanii. Tego, że w górnictwie zlikwidowano wolne niedziele, wprowadzono system czterozmianowy i 35 dniówek w miesiącu, że rosła liczba wypadków. Liczyło się tylko to, by wydobyć jak najwięcej węgla i sprzedać go za dewizy, nawet po cenach dumpingowych. Ale dług i tak narastał.

ZABÓJCZA ZIMA

W przeddzień zimy stulecia już jedna trzecia możliwości produkcyjnych gospodarki była niewykorzystana. Bo brakowało surowców, części zamiennych, prądu. Ta zima zadała „gierkonomice" śmiertelny cios. Marznący ludzie i przemysł potrzebowali węgla, ale węgla nie było. Szukając funduszy na spłatę kolejnych rat długu, i import tego, co niezbędne, premier Jaroszewicz podjął bowiem jesienią 1978 r. decyzję o sprzedaży zapasów.

Gdy paliwa zaczęło brakować elektrowniom, setki fabryk musiały ograniczyć czy zatrzymać produkcję. W 1979 r. po raz pierwszy w historii PRL obniżył się produkt narodowy i gospodarka popadła w recesję. Do 1981 r. skurczyła się niemal o jedną trzecią. Straciła też zdolność obsługi zadłużenia zagranicznego.