Budził się już, gdy do jego uszu dotarło skrzypienie drzwi. Dosłyszał, że ktoś zbliża się do łóżka. Chciał uciec. Niestety, stracił władzę nad mięśniami. Leżąc jak sparaliżowany, poczuł, że jego łóżko ugina się pod czyimś ciężarem. Ktoś ukląkł na jego klatce piersiowej i zacisnął mu ręce na szyi. Pomyślał: „zabije mnie”. Ogarnął go paniczny strach. I to nie strach przed śmiercią, lecz strach przed Złem. W tym momencie paraliż mięśni zniknął. David Hufford zerwał się z łóżka i zapalił światło. W sypialni nie było nikogo. Doświadczenie to było jednak tak przejmujące, że zaważyło na całym jego życiu zawodowym. Hufford, dziś profesor na University of Pennsylvania w Stanach Zjednoczonych, zajął się analizą naukową tego zjawiska. Zbierając materiał do książki „The Terror That Comes in the Night” („Strach, który przychodzi nocą”), odkrył, że opis podobnych doświadczeń powszechnie napotyka się w mitach i baśniach wielu kultur. Demon, który siada na klatce piersiowej, często jest przedstawiany jako wiedźma lub czarownica. Jej ofiarą mają padać głównie młode kobiety, którym kradnie się duszę lub przynajmniej uniemożliwia zajście w ciążę. Motyw ten trafił nawet na płótno szwajcarsko-brytyjskiego malarza Johna Henry’ego Fuselego. Obraz „Koszmar” z 1781 roku przedstawia śpiącą młodą kobietę, na której piersiach siedzi groźna poczwara. Z boku widoczna głowa konia z nieswojo błyszczącymi oczyma. Powtarza się więc podobny schemat. To zaś dla niektórych badaczy snów stało się kolejnym dowodem, że koszmary nie są chorobą, załamaniem systemu nerwowego czy produktem ubocznym pracy śpiącego mózgu. Naukowcy doszli do wniosku, że przerażające sny muszą mieć jakiś cel. Przynoszą ludziom wymierne korzyści.

Przejąć tożsamość śniącego

Według przyjętej współcześnie definicji koszmary są snami naładowanymi tak nieprzyjemnymi emocjami, że aż wybudzają śpiącego. Ważne jest to „wybudzenie”. Jeśli bowiem człowiek śpi dalej, badacze określają jego sen jako zły lub nieprzyjemny, ale nie koszmar. „Koszmary są rzadkie” – mówi „Focusowi” prof. Patrick McNamara z Boston University w USA. „Większości ludzi zdarzają się raz na rok, raz na pół roku”. To naprawdę niewiele, gdyż przeciętny człowiek ma średnio kilkaset snów tygodniowo. Dość często są nieprzyjemne. Śniący na przykład ciężko się z czymś zmaga, próbuje dojść do celu, ale wciąż mu się nie udaje. Towarzyszą temu przykre emocje: niepokój, lęk, złość, smutek, zmartwienie. Ich intensywność jest jednak o wiele słabsza od tego, co przeżywa człowiek podczas koszmaru. „W koszmarach pojawia się przerażenie i intensywny strach” – dodaje McNamara. „Ego śpiącego jest zagrożone. I nie chodzi tu o zwykłe zagrożenie, ale o naprawdę poważne, które może nawet przejąć tożsamość śniącego”. Może dlatego koszmary częściej zdarzają się osobom, których ego jest zagrożone również na jawie, na przykład dzieciom. „U dzieci tożsamość jest delikatna, wciąż się formuje” – wyjaśnia prof. McNamara. Z tego samego powodu liczba koszmarów rośnie także na początku okresu dojrzewania. Ogólnie też więcej ich śni się kobietom niż mężczyznom. „Jest również mała grupa ludzi, 2 do 6 proc. populacji, których koszmary nękają przynajmniej raz na tydzień” – mówi naukowiec. Różnią się od reszty społeczeństwa tym, że mają tak zwane cienkie bariery. Trudniej im odsiać bodźce z zewnętrznego świata. Dźwięki, obrazy, zapachy docierają do ich wnętrza znacznie łatwiej niż u osób z grubymi barierami. Chcąc nie chcąc chłoną odcień nieba, hałas z ulicy czy złość kolegi z pracy. Przekłada się to na ich większy zmysł estetyczny oraz związane z nim artystyczne zainteresowania i talenty.

Koszmary często śnią się również ludziom, którzy cierpią na zaburzenia psychologiczne lub neurologiczne, m.in. na depresję. Dotyczy to szczególnie kobiet i stosunkowo łagodnej fazy choroby. Jeśli bowiem schorzenie się pogłębia, u chorego zwykle zmniejsza się liczba wszystkich snów. Częste koszmary to również przypadłość cierpiących na narkolepsję. Pod wpływem silnych emocji zapadają oni w nagły sen, a towarzyszyć temu mogą przerażające halucynacje lub sny. Koszmary śnią się ludziom o nawracających myślach samobójczych, przydarzają się nagminnie osobom, które mają za sobą traumatyczne przeżycia. Może to być dramat z dzieciństwa, wspomnienia wojny, obozu koncentracyjnego czy gwałtu. Ba! Zwiększanie się liczby koszmarów może dopiero sygnalizować nadchodzącą chorobę psychiczną: depresję lub zespół lękowy. Właśnie dlatego część naukowców traktuje przerażające sny jako zaburzenie, symptom załamania się systemu.

Ucieczka przed demonem