Jak podkreślają badacze zajmujący się entomologią medyczną, komary rzeczywiście wykazują wyraźne preferencje wobec konkretnych osób. Nie oznacza to jednak, że dany człowiek będzie zawsze atrakcyjny dla tych owadów. Na decyzję komara wpływa bowiem skomplikowana kombinacja sygnałów chemicznych i fizjologicznych, które mogą zmieniać się wraz z upływem czasu.
Pierwszym sygnałem, który przyciąga komary z większej odległości, jest wydychany przez człowieka dwutlenek węgla. Owady są w stanie wykrywać jego obecność nawet z kilkudziesięciu metrów. Sam CO2 nie wystarcza jednak do wskazania konkretnego celu. W końcowej fazie poszukiwań komary wykorzystują znacznie bardziej złożony zestaw informacji, obejmujący zapach skóry, temperaturę ciała oraz wilgotność powietrza wokół człowieka.
Czytaj też: Posadź je raz, a będą kwitły aż do jesieni. Aksamitki wracają do łask
Coraz więcej badań sugeruje, że kluczową rolę odgrywa indywidualny podpis zapachowy człowieka. Każdy z nas wydziela unikalną mieszankę substancji chemicznych powstających zarówno w organizmie, jak i na powierzchni skóry. Szczególnie ważne okazują się kwasy karboksylowe, czyli związki organiczne obecne w sebum, naturalnej tłustej warstwie chroniącej skórę.
Badanie opublikowane w czasopiśmie Cell wykazało, że osoby wyjątkowo atrakcyjne dla komarów posiadają na skórze znacznie wyższe stężenia właśnie tych substancji. Co istotne, różnice utrzymywały się przez wiele miesięcy, a nawet lata. Nie mogły więc być efektem chwilowych zmian diety czy używania konkretnych kosmetyków. Naukowcy obserwowali grupę ochotników i zauważyli, że niektóre osoby przyciągały wielokrotnie więcej komarów niż pozostali uczestnicy eksperymentu.
Źródłem charakterystycznych zapachów nie jest jednak wyłącznie sama skóra. Ogromne znaczenie ma również mikrobiom skórny, a więc społeczność miliardów bakterii żyjących na powierzchni naszego ciała. Mikroorganizmy rozkładają składniki potu i sebum, produkując lotne związki chemiczne, które komary potrafią wykrywać z niezwykłą precyzją. Badacze podejrzewają, że to właśnie skład mikrobiomu może w dużym stopniu decydować o tym, czy człowiek będzie dla komarów atrakcyjny, czy raczej pozostanie przez nie ignorowany.
Interesujące jest również to, że genetyka może pośrednio wpływać na zainteresowanie komarów. Nie chodzi o gen odpowiedzialny bezpośrednio za “atrakcyjność”, lecz o dziedziczone cechy skóry i układu odpornościowego, które wpływają na rozwój określonych bakterii. W efekcie geny mogą kształtować środowisko sprzyjające powstawaniu zapachów szczególnie atrakcyjnych dla owadów.
Czytaj też: Kilka donic, trochę ziemi i mniej napięcia. Mały ogród działa jak przerwa od świata
Pewną rolę wydaje się odgrywać temperatura ciała. Osoby bardziej rozgrzane, intensywnie ćwiczące lub wykonujące wysiłek fizyczny emitują więcej ciepła oraz dwutlenku węgla, przez co krwiopijcze owady łatwiej je lokalizują. Podobnie działa zwiększona potliwość, choć sam pot jest praktycznie bezwonny. Problemem są raczej substancje powstające podczas jego rozkładu przez bakterie obecne na skórze. Nie widać natomiast konkretnych dowodów wskazujących na powiązania między grupą krwi, a podatnością na ataki komarów.
Wydaje się, iż do walki z tymi zwierzętami można byłoby wykorzystać specjalne preparaty zmieniające skład mikrobiomu skóry lub maskujące charakterystyczne związki chemiczne. W przyszłości mogłyby pojawić się nawet specjalne probiotyki do skóry, które sprawiałyby, że człowiek stawałby się dla komarów mniej interesującym celem. Na razie są to jednak koncepcje znajdujące się na wczesnym etapie badań. Biorąc pod uwagę choroby, jakie komary mogą roznosić, opracowanie substancji, które czyniłby nas niewidzialnymi dla tych zwierząt, wydaje się bardzo kuszącą wizją.
Źródło: Scientific Reports
