Sama też czasem wracam do takich zdjęć. Widzę na nich włosy, których było zwyczajnie więcej. Nie trochę więcej, lecz być może nawet o połowę. Oczywiście trudno dokładnie zmierzyć różnicę po latach, szczególnie na podstawie zdjęć, fryzur i wspomnień, które są wyjątkowo łaskawe dla przeszłości. Bo trawa oczywiście była kiedyś bardziej zielona niż dzisiaj. Mimo wszystko widzę zmianę wyraźnie. Kucyk jest niestety cieńszy. Nawet ten przedziałek wygląda inaczej, a objętość, na którą kiedyś absolutnie nie zwracałam uwagi, dziś wymaga znacznie więcej pracy.
Czy tęsknię za dawnymi włosami? No raczej. Trudno nie tęsknić za czymś, co kiedyś wydawało się oczywiste, a z czasem to straciłam. Nie jest to jednak dramat, który spędza mi sen z powiek. Nie płaczę przez to po nocach. Bardziej zastanawia mnie to, jak wiele kobiet myśli o swoich włosach dokładnie w ten sam sposób.
Włosy sprzed lat prawie zawsze wydają się lepsze
W rozmowach o urodzie wraca się często do tej przeszłości. Mówimy, że kiedyś skóra była gładsza, sylwetka inna, a włosy gęstsze i bardziej podatne na układanie. Możemy zmienić ubrania, nauczyć się nowego makijażu albo dopasować pielęgnację do obecnych potrzeb, ale dawna gęstość włosów wydaje się czymś trudniejszym do odzyskania. To taka nawet swoista oznaka młodości i zdrowia. Jakoś tak to właśnie odbieram.
Zauważyłam też pewien paradoks. Dziewczyny, które mają naprawdę piękne włosy, często mówią o nich z rozczarowaniem. Widzę długie, zadbane, błyszczące pasma, a chwilę później słyszę, że kiedyś były znacznie lepsze. Grubsze, bardziej sprężyste, gęstsze przy nasadzie. Z zewnątrz trudno dostrzec problem, ale ta różnica podobno jest. Pamięta, jak wyglądały kilka lat wcześniej, ile mieściło się ich w dłoni i jak układały się bez stylizacji.
Być może właśnie dlatego tak trudno obiektywnie oceniać własne włosy. Nie porównujemy ich z włosami innych osób, przynajmniej nie tylko. Najczęściej porównujemy je ze swoją najlepszą wersją z przeszłości. Z momentem, w którym były świeżo podcięte, dobrze wystylizowane i sfotografowane w pięknym świetle.
Nie oznacza to oczywiście, że zmiany są wyłącznie w naszej głowie. Włosy naprawdę mogą z biegiem lat stawać się cieńsze, bardziej kruche i mniej liczne. Chodzi raczej o to, że do rzeczywistej zmiany często dokładamy – moim zdaniem – jeszcze idealizowanie przeszłości. W efekcie nawet zdrowe i zadbane włosy mogą wydawać się rozczarowujące tylko dlatego, że się zmieniły.
Czytaj też: „Less is more” znowu działa. Moda skręca w stronę prostoty
Dziś mam mniej włosów i nie ma sensu udawać, że jest inaczej
Czy zapachnie hipokryzją, jeśli stwierdzę, że w moim przypadku różnica nie jest wyłącznie kwestią fryzury, światła czy sposobu suszenia. Faktycznie mam mniej włosów niż kiedyś. Sądzę, że wpłynęło na to kilka rzeczy, które działy się po drodze – nie poparłam tego konkretną opinią lekarza – a są to: zmiany hormonalne, jakiś tam stres, czasem większy, czasem mniejszy, warunki środowiskowe, sposób odżywiania, farbowanie i zwykły upływ czasu mogły dołożyć swoje cegiełki.


Nie jestem w stanie wskazać jednego momentu, w którym włosy zaczęły się przerzedzać. To nie wydarzyło się z dnia na dzień. Zmiana była powolna, dlatego długo niemal jej nie zauważałam. Dopiero po latach zaczęłam widzieć, że włosy przy skroniach są delikatniejsze. Zniknęły moje bujne baby hair, których kiedyś nienawidziłam.
Farbowanie z pewnością również nie pozostało bez znaczenia, ale to nie była u mnie główna przyczyna. Włosy po kilku zabiegach (bo farbowałam moje włosy tylko trzy razy) nie zachowują się tak samo jak naturalne, nawet jeśli są dobrze pielęgnowane. Rozjaśnianie, koloryzacja, stylizacja na gorąco i częste suszenie mogą z czasem odbijać się na ich kondycji. Rozjaśnianie przecież wpływa na strukturę włosa. Nie oznacza to, że każda osoba farbująca włosy jest skazana na ich zniszczenie. No ale coś za coś – ja kocham blondy!
Ale wracając, co jeszcze? Środowisko. Środowisko, które dla włosów wcale nie jest obojętne. Jestem po przeprowadzce ze wsi do miasta, a więc musiałam się przyzwyczaić do suchego powietrza w ogrzewanych pomieszczeniach, sklepach, lokalach, zmian temperatury, klimatyzacji, słońca, wiatru, smogu i twardej wody.
Najłatwiej byłoby znaleźć jednego złoczyńcę i powiedzieć, że wszystko przez farbowanie albo hormony. Prawda jest prawdopodobnie mniej spektakularna. Włosy mogą zmieniać się pod wpływem wielu drobnych czynników, choć nie u każdego wygląda to tak samo. Co organizm, to inny przypadek. Czasem nie da się wskazać jednego powodu.
Tęsknię za dawną burzą włosów, ale bez przesady
Brakuje mi tej objętości. Tak. Tęsknię za momentem, w którym włosy wyglądały na gęste bez używania specjalnych produktów i bez układania ich na szczotce. Tęsknię za grubszym kucykiem i za tym, że fryzura miała większą swobodę. Tęsknię też za tym, jak rodzina głaskała mnie po włosach i komentowała, że mam burzę na głowie.
Z drugiej strony nie chcę robić z tego afery. Tak jak mówię, to nie jest mój problem numer jeden. Owszem, włosy są ważnym elementem wyglądu, ale powtarzam sobie codziennie do lustra, patrząc sobie głęboko w oczy, że nie są jego jedyną częścią. Nie no, żartuję, ale tylko z tym lustrem. Ich zmiana nie oznacza, że cała uroda nagle przestaje istnieć. Można mieć mniej włosów i wyglądać obłędnie. Można też nauczyć się stylizować je inaczej, wybrać lepsze cięcie i przestać walczyć o efekt, który nie pasuje już do obecnej struktury. Albo przedłużyć włosy – jeśli ktoś to lubi, jest to świetna opcja.

Mam wrażenie, że w dyskusjach o włosach często brakuje właśnie tej normalności, lekkości. Można jednocześnie tęsknić za dawną objętością i nie traktować jej utraty jako końca świata. Można zauważać zmianę, próbować poprawić kondycję włosów, ale też nieco odpuścić. Kompleksy ma każdy z nas i są one normalne.
Czytaj też: Suszenie włosów to polecajka fryzjerów czy wróg numer jeden? Ale ja to kocham
We włosach trudniej mi dostrzec wyraźne trendy
W przypadku makijażu czy mody dość łatwo zauważyć, co aktualnie dominuje. Jednego sezonu wszędzie widzimy określony krój spodni, konkretny kolor albo charakterystyczny rodzaj butów. W makijażu również można wychwycić czytelne zmiany. Raz modne są matowe usta i mocne konturowanie, innym razem lekka cera, róż i błyszczące wykończenie.
Z włosami mam znacznie większy problem. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć, że teraz wszyscy chcą konkretnej długości, koloru czy kształtu. Oczywiście co jakiś czas pojawia się popularne cięcie, odcień albo sposób stylizacji. Widzimy grzywki, krótkie boby, długie warstwy czy fale. Nie mam jednak wrażenia, że którykolwiek z tych trendów całkowicie dominuje.
Na ulicach i w mediach społecznościowych widać ogromną różnorodność. Jedne kobiety wybierają krótkie włosy, inne zapuszczają je do pasa. Część prostuje naturalne fale, a inne zaczynają podkreślać skręt, z którym wcześniej walczyły. Kolory również są bardzo różne – od naturalnych brązów i blondów po rudości, czerń i bardziej odważne odcienie.
Być może fryzury stały się bardziej indywidualne niż moda czy makijaż? To bardzo przyjemna i odświeżająca myśl. Włosy trudniej podporządkować jednemu trendowi, bo ich struktura, gęstość i podatność na układanie są bardzo różne. Nie każda fryzura sprawdzi się przy cienkich pasmach, tak samo jak nie każdy kolor będzie dobrze wyglądał przy określonym typie urody. W przypadku ubrania łatwiej kupić modny fason. Przy włosach trzeba jeszcze wziąć pod uwagę to, z czym faktycznie zaczynamy.
Dlatego trudno mi wskazać jedną fryzurę, która definiuje obecny moment. Być może najważniejszym trendem jest właśnie brak jednego obowiązującego rozwiązania.
Jedno się nie zmienia – chcemy, żeby włosy wyglądały zdrowo
Niezależnie od tego, czy modne są krótkie cięcia, fale, proste pasma czy naturalne kolory, od lat nie zmienia się podstawowe oczekiwanie. Włosy mają wyglądać zdrowo. Większość osób chce, żeby były lśniące, sprężyste, gładkie i pełne życia. Kolor, kształt i długość mogą się zmieniać, ale zdrowy wygląd pozostaje wspólnym mianownikiem.
To właśnie dlatego rynek pielęgnacji włosów tak mocno opiera się na hasłach o blasku, odbudowie i wzmocnieniu. Nieważne, czy ktoś nosi jasny blond, ciemny brąz, loki czy proste włosy. Prawie każda osoba chciałaby, żeby fryzura wyglądała świeżo, a końcówki nie były matowe i przesuszone.

Zdrowe włosy nie muszą oznaczać włosów bardzo gęstych, idealnie prostych albo niezwykle długich. Gęstość jest w dużej mierze cechą indywidualną. Blask można częściowo wydobyć pielęgnacją i stylizacją, ale nie każdy rodzaj włosów będzie odbijał światło w ten sam sposób.
Mimo to pragnienie zdrowego wyglądu wydaje się wyjątkowo trwałe. Trendy mogą się zmieniać, ale matowe, łamliwe i przesuszone pasma raczej nigdy nie są celem samym w sobie. Nawet fryzury stylizowane na niedbałe zazwyczaj wymagają włosów, które wyglądają na zadbane.
Czytaj też: Wieloetapowa pielęgnacja twarzy, a może po prostu woda? Lubię proste rozwiązania
Czy rzeczywiście odpuszczamy blond?
Jedyną wyraźniejszą zmianą, którą zauważyłam w ostatnich latach, jest chyba nieco mniejsze przywiązanie do blondu. Kiedyś miałam wrażenie, że znacznie więcej kobiet rozjaśnia włosy.
Blond przez lata funkcjonował może nawet trochę jak domyślny symbol kobiecej atrakcyjności. Myślę, że wiele kobiet decydowało się na niego nie dlatego, że rzeczywiście czuły się w nim najlepiej, lecz dlatego, że jasne włosy były powszechnie uznawane za atrakcyjne. Czasem kolor odbierał twarzy wyrazistość, podkreślał zaczerwienienia albo wymagał bardzo intensywnego makijażu.
Dziś częściej widzę kobiety, które wracają do ciemniejszych, bardziej naturalnych odcieni. Nie dlatego, że blond nagle stał się niemodny. Nadal jest popularny i na wielu osobach wygląda świetnie. Zmieniło się raczej podejście. Coraz więcej kobiet rezygnuje z niego, gdy widzi, że nie służy ich urodzie albo zbyt mocno obciąża włosy.
Być może ma to związek z rosnącą popularnością analizy kolorystycznej i większą świadomością własnego typu urody. Coraz częściej nie pytamy wyłącznie, czy dany kolor jest modny, ale czy dobrze wygląda właśnie na nas. Jasny blond nie jest już automatycznym wyborem dla każdej osoby, która chce mocnej zmiany.
Znaczenie może mieć też pielęgnacja. Rozjaśnianie wymaga czasu, regularnych wizyt i konsekwentnego dbania o długość. Przy osłabionych, cienkich albo mocno przesuszonych włosach utrzymanie jasnego koloru może być coraz trudniejsze. Niektóre kobiety dochodzą więc do wniosku, że wolą ciemniejsze i bardziej lśniące włosy niż blond, który wygląda efektownie tylko przez krótki czas po wizycie u fryzjera.
Być może zmieniły się nie tylko włosy, ale też nasze oczekiwania
Kilka lat temu nie analizowałam aż tyle. Nie zastanawiałam się bez przerwy nad porowatością. Ba, ja jeszcze pięć lat temu nie wiedziałam do końca, co to jest. Nie interesowałam się też składem kosmetyków i wpływem każdej czynności na końcówki. Włosy i tak głosowały i były zdrowe. Myłam je, suszyłam i wychodziłam z domu. Dziś moja świadomość pielęgnacyjna jest większa, ale razem z nią wzrosła też liczba rzeczy, które mogę uznać za problem.
Wiemy – wiem – więcej o skórze głowy, ochronie termicznej, delikatnym rozczesywaniu i skutkach rozjaśniania. To dobrze, bo dzięki tej wiedzy możemy bardziej świadomie dbać o włosy. Jednocześnie łatwo wpaść w pułapkę ciągłego obserwowania i poprawiania.
Najśmieszniejsze jest to, że ja wiem, że dawniej moje włosy nie zawsze wyglądały tak dobrze, jak dziś je pamiętam i opisuję. Było ich więcej, to fakt. Nie oznacza to jednak, że codziennie były perfekcyjne. Po prostu mniej to analizowałam, a przez to prawdopodobnie częściej byłam z nich zadowolona.
Moje włosy są inne, ale niekoniecznie gorsze
Tak – nie mam już takiej objętości jak kiedyś. Tak – moje włosy są delikatniejsze, bardziej wymagające i mniej odporne na wszystko, co z nimi robię. Nie – nie mogę bez końca ich rozjaśniać, stylizować gorącym powietrzem i oczekiwać, że nadal będą wyglądały tak samo jak dziesięć lat temu.
Najlepsze co mogę zrobić to wyluzować i dbać o nie w sposób dopasowany do obecnej kondycji. Mogę wybierać fryzurę, która wykorzystuje ich naturalną strukturę, zamiast bezustannie maskować mniejszą gęstość. Mogę też przestać traktować każde stare zdjęcie jak dowód, że top moment moich włosów już minął.
Ta tęsknota za dawną burzą włosów też jest jak najbardziej zrozumiała, ale nie powinna przesłaniać tego, co mamy teraz. Widzę kobiety z pięknymi, zadbanymi włosami, które nadal uważają je za gorsze, bo pamiętają inną długość, objętość albo strukturę. Być może za kilka lat spojrzą na dzisiejsze zdjęcia i pomyślą dokładnie to samo.
Włosy zmieniają się razem z nami. Wpływają na nie różne czynniki. Czasami stają się rzadsze, czasami bardziej suche, a czasami po prostu zaczynają układać się inaczej. Nie każda zmiana jest powodem do niepokoju. Nie każdą da się też cofnąć.
Czytaj też: Najnowszy element modnego zestawu ochroni nas przed słońcem i deszczem
