KRYSTYNA ROMANOWSKA: Skąd pan wie, że kobiety rozpuszczają mężczyzn?

WOJCIECH KRUCZYŃSKI: Słyszę o tym coraz częściej w gabinecie. Można by to zjawisko zdefiniować jako „stwarzanie przez kobietę wokół mężczyzny atmosfery, która będzie od niego wymagać jak najmniejszego wysiłku”. Trochę analogicznie do osławionego bezstresowego wychowania dzieci. Dotyczy to osób, które z jakiegoś powodu nie weszły w stałe związki przed trzydziestką. Teraz zorientowały się, że jednak tego pragną, że samotność dokuczyła za bardzo. Nie mówię, że to jakiś ogólnonarodowy trend, ale dość wyraźny.

Dlaczego rozpuszczają? Z obawy przed samotnością? Że znajdzie się „ta lepsza”, która bardziej rozpieści?

- Jest wiele przyczyn. Pierwsza – demograficzna: rośnie grupa mężczyzn lepiej radzących sobie z komputerem niż z kobietą. To z reguły synowie samotnych matek. Zjawisko to trwa już na tyle długo, że chłopcy zdążyli dorosnąć (przynajmniej metrykalnie). Emocjonalnie jednak zdarza im się pozostać na etapie izolującego się emocjonalnie nastolatka. Trudno jest wypracować własną niezależność, gdy nie ma ojcowskiego wsparcia. Trudno nie dać się przytłoczyć własnej matce, która chce często zrekompensować synowi rozpad rodziny nadmierną czułością. Bywa też tak, że matka ma kłopot w znalezieniu partnera i stawia na tej pozycji własnego syna. Kończy się tym, że puka do zamkniętych drzwi, za którymi syn ze słuchawkami na uszach zanurza się w wirtualnym autystycznym świecie wypełnionym głównie seksem i agresją.

To jedyny bunt, na który go stać?

- Na to wygląda. Z drugiej strony rynek rozrywki i pornografii znakomicie wyczuwa popyt. Oferta dla takich „nowych pustelników” staje się coraz bardziej atrakcyjna, coraz lepiej konsumuje libido, które w innych okolicznościach dążyłoby do wywalczenia niezależności i znalezienia partnerki. Część tych mężczyzn wchodzi w związki, w których historia z pukaniem do drzwi się powtarza i kobiety szybko z nich rezygnują. Część nie wchodzi w związki w ogóle. W przypadku kobiet komputerowy patent na samotność raczej się nie sprawdza, na dodatek rynek wolnych partnerów po trzydziestce wygląda bardzo niekorzystnie.

Mężczyzna „na rynku wtórnym” to towar limitowany albo wybrakowany, co powoduje że trzeba o niego walczyć, między innymi za pomocą rozpieszczania, do którego zresztą ta grupa mężczyzn jest przyzwyczajona przez matki. Drugą przyczyną jest kwestia osobowości tych kobiet. Czasami jest im na rękę taki układ. Jeśli kobieta czuje się niepewnie w kwestii swojej wartości i atrakcyjności, a do tego z trudem znosi odrzucenie, to bardzo często przywiązuje do siebie mężczyznę ofiarnością. Bo to gwarantowany sposób zatrzymania go przy sobie, szczególnie jeśli wywodzi się on z grupy „nowych pustelników”.

Obok rozpuszczania jest też drugi typ zachowań wobec mężczyzn – ruganie. Ostatnio rugamy za mansplainig, czyli tłumaczenie kobietom świata. Czy to znaczy, że w domu rozpieszczamy, a publicznie ganimy?

- Rozpieszczanie i ruganie to zjawiska z tej samej puli matczynych zachowań. Bo też trudno nazwać dojrzałym mężczyznę zachowującego się protekcjonalnie wobec kobiet. W dorosłej wersji mężczyzna czerpie wartość głównie z faktu, że potrafi przy sobie zatrzymać kobietę, o której ma wysokie mniemanie. „Skoro jest ze mną, znaczy to, że robię to dobrze”.

 

Jeśli musi podbudowywać swą wartość wymądrzaniem się, szybko natrafi na kobietę, która w ten układ wejdzie. Czasem w poczuciu własnej znikomej wartości, ale czasem całkiem świadomie – wie, że jeżeli będzie grała rolę Jane, to chłopiec pomyśli, że jest Tarzanem i raczej szybko z tego nie zrezygnuje.

W przypadku udających idiotkę świadomie można mówić o specyficznej formie zemsty na mężczyznach za ich impotencję. No bo przecież taki „objaśniacz” robi z siebie idiotę, tylko nie każdy to widzi – a już na pewno nie on sam. W publicznym ruganiu też daje się tę zemstę poczuć, ruga się przecież niesforne dziecko. Zachowujesz się jak smarkacz, to tak cię potraktujemy. Tak czy inaczej, dawanie mężczyźnie poczucia wyższości przez granie zagubionej ofiary jest strategią odwieczną a dziś tylko cyzelowaną.

Jak się czują rozpuszczani, a jak rugani mężczyźni?

- Tak samo, czyli wykastrowani. Dlatego kobiety rozpuszczające i opieprzające są bardzo często zdradzane – z kobietą lub z komputerem. Zwykle bez zamiaru mężczyzny, by się rozstać. To raczej taki pomysł, żeby mieć i matkowanie, i seks. W końcu, jeśli ktoś przypomina nam własną matkę, to jakoś niezręcznie iść z nią do łóżka. Za to będzie na nas wiernie czekać, gdy już się wybiegamy na podwórku. Wiele kobiet świadomie przymyka na to oko, co jest kolejnym kamyczkiem do tego ogródka.

W sklepie: kobieta ładuje torby z jedzeniem i zgrzewkę wody. On – papierosy i piwo. Ona kładzie na ladę kilogramy jarzyn i mięsa. On – zapalniczkę i gazetę. On otwiera bagażnik. Ona wyjmuje dziecko, wózek, ładuje torby. On klika, żeby zamknąć samochód. Co to za relacja?

- Dopóki oboje uważają, że głową rodziny jest wciąż mężczyzna, nazwałbym tę sytuację neopatriarchatem. Chochoł jest pusty, ale nadal jest napompowanym chochołem. Kobieta potrzebuje figuranta na tronie i wypełnia w tym celu różne swoje „powinności”. Zamiana ról nastąpi wtedy, kiedy mężczyźni uświadomią sobie, że nie muszą grać króla. Wystarczy, że będą leżeli i pachnieli, a kobiety będą się do nich zalecać. Będą się ewentualnie stroić i dbać o rozwój duchowy, a męski orgazm stanie się wyłącznie dziełem kobiety, z czego będzie ona czerpała swoją kobiecą satysfakcję. Może kiedyś tak właśnie będzie, kto wie. W końcu liberalny projekt społeczeństwa nigdy nie był tak zaawansowany jak dzisiaj. Znamy z historii przypadki, że gdy państwo (starożytna Grecja chociażby) stawało się zbyt liberalne, traciło pazury i wtedy wchłaniała je inna, brutalniejsza kultura. Która potem też się liberalizowała, i tak w kółko. Teraz jednak Zachód ma taką wojskową technologię, że nikt na razie jej nie przebije, co tworzy bezpieczny kokon, w którym liberalny projekt może się rozwijać na niespotykaną skalę. Być może włącznie z realną zamianą ról płciowych.

 

Czy wojenka męsko-damska przybiera, zdaniem pana, niepokojące rozmiary?

- Wojenka jest wieczna i świat na niej stoi. Jeśli mężczyzna będzie zbyt niezależny, będzie atakowany za to, że jest go za mało i że nic go nie obchodzi. Jeśli będzie zbyt zależny i posłuszny, będzie atakowany za brak jaj. Nie ma rozejmu. Białemu heteroseksualnemu mężczyźnie wciąż przyznaje się szczególne miejsce na tym świecie, czy się to komu podoba czy nie. Mógłby się więc on trochę postarać i dopuścić do swojej świadomości fakt, że jego wartość objawia się głównie tym, że wszyscy wokół mają do niego pretensje. Niech nie oczekuje nadskakiwania. Być może nawet mężczyzna jest przez kobiety rugany i rozpieszczany w tym samym celu: żeby nic sobie z tego nie robił i pozostał sobą. Mężczyźni coraz rzadziej przechodzą ten test pozytywnie.

Jak nie rozpieszczać i być szczęśliwą w związku z mężczyzną?

- Trzeba być przygotowaną na odrzucenie i nie ustawać w poszukiwaniach. Gdy kobiety wymagają od mężczyzn bycia mężczyzną, oni obrażają się i złoszczą, bo to zakłóca ich dotychczasowy komfort. Odchodzą do kobiet, które nie wymagają takich cudów. Choć tym, którzy zaryzykują, udaje się pobyć mężczyzną i poczuć przyjemność bycia niewykastrowanym. Niektórzy nie chcą już z tej przyjemności zrezygnować. Kobiety czują wówczas ogromną satysfakcję, że mężczyźni wykonali dla nich ten ogromny wysiłek i pozostali mężczyznami.

Od czego powinna zacząć kobieta, która szczerze chce przestać rozpieszczać mężczyznę? Czy musi to zawsze oznaczać jego odejście?

- Wszystko zależy od tego, jak długo są razem. Proszę zwrócić uwagę, że zasadnicza selekcja odbywa się na początku znajomości, na etapie zaczepek na Tinderze. Mężczyzna ma otwarte kilka okien konwersacji z różnymi kobietami, pisze mniej więcej to samo. Której kobiecie odpowie? Tej, która najbardziej mu posłodziła. Myślę, że nie odbiega to daleko od rzeczywistości. Wybór kobiety w internecie jest jak oglądanie śliwek na targu – ta za twarda, ta za kwaśna. Poznawanie się w tzw. realu to teraz wyższa szkoła jazdy – po co się narażać na niepowodzenia, skoro można sobie poprzebierać w ten sposób?

Kobieta, która nie chce rozpieszczać, od samego początku będzie miała trudniej. Niezależnie jednak od tego, gdzie będzie szukać partnera, musi przygotować się na mękę umiarkowania, czyli nieprzejmowania inicjatywy, mękę czekania i niepewności. Nadskakiwanie w dużym stopniu jest spowodowane niemożnością wytrzymania przerwy w kontakcie. Nie pisze, więc ma mnie gdzieś. Nie pisze, więc pewnie coś głupiego powiedziałam. W tej przerwie pojawiają się wszystkie możliwe kobiece lęki. Trzeba więc znów sięgnąć po telefon i dowiedzieć się, co można jeszcze dla niego zrobić, by był. Znam historie, w których kobiety z góry zakładają, że niczego poza byciem obok od mężczyzny nie potrzebują. Żadnego wysiłku. To się mści, bo tylko wysiłek (nie słowa) mężczyzny może kobietę przekonać, że jest dla niego rzeczywiście kimś ważnym. A taki wysiłek na początku znajomości oznacza chociażby to, że to on przerywa milczenie.

Jak to jest w przypadku dłuższych związków?

- Tu mamy do czynienia z mężczyzną już przyzwyczajonym do wygody a nawet „wyhodowanym” w ten sposób, że wciąż jej oczekuje. Takie decyzje zmiany w relacji są podejmowane w momentach kryzysu, kiedy wiadomo, że nie da się już tej sytuacji znieść. Można powiedzieć, że kobieta ma wtedy za zadanie przestać być dla niego matką. Mężczyźni różnie reagują, jeden odejdzie i poszuka innej matki, inny dorośnie i będzie z tego dumny. Zawsze można samą siebie spytać, czy odejście chłopca to strata czy zysk. Trudno rozegrać taką sytuację na zimno, zwykle pojawiają się silne emocje, które nie pozwalają myśleć.

 

Rozumiem, że wybór: samotność albo bycie z facetem, którego trzeba rozpieszczać, czasami jest trudny. Jak pan przekonałby kobiety do tego, żeby jednak nie nadskakiwały mężczyznom?

- Dla wielu kobiet jest to w miarę świadoma decyzja i nie ma co się do tego mieszać. Są zyski i koszty. Gorzej przeżywają taką sytuację kobiety, których decyzje wynikają z przekonania, że są bezwartościowe i muszą płacić swoją ofiarnością za obecność mężczyzny. W niektórych środowiskach lepiej mieć byle jakiego męża niż żadnego. W takie scenariusze rzeczywiście często wpisana jest zdrada, ale niekoniecznie. Kryzys może objawić się kompletnym wyczerpaniem, poczuciem wyssania lub regularną depresją. Albo atakami wściekłości, której nie da się już powstrzymać przymilnym zachowaniem. Takie mogą być koszty hodowania w domu trutnia.

Wymaganie od mężczyzny, żeby był mężczyzną, a nie chłopcem może czasem się udać – choć trudno uwierzyć, że to w ogóle możliwe, szczególnie gdy się miało ojca-chłopca i nie zna się innych wzorców. Niemniej wtedy zamiast wątpliwej satysfakcji, że ktoś mnie w ogóle chciał, może pojawić się satysfakcja innego rodzaju. Jeśli kobieta jest z kimś, mając świadomość, że nie płaci za to dbaniem o jego wygody, wtedy jego obecność (wierność) umacnia ją w poczuciu własnej wartości jako kobiety. To naprawdę bardzo przyjemne, kluczowe przeżycie. Niespecjalnie zależy od urody, inteligencji czy innych, w pocie czoła doskonalonych cech – o naszym samopoczuciu (mężczyzny lub kobiety) decyduje siła pragnienia ze strony przeciwnej płci. Nie wiesz, jaką jesteś kobietą, dopóki nie staniesz przed mężczyzną w pełnym świetle, bez zasłaniania się ofiarnością lub czymś podobnym. Działa to w obie strony. Oferując komuś z góry usługi matki (czy ojca), pozbawiamy siebie tej szansy.