Czy wojenka męsko-damska przybiera, zdaniem pana, niepokojące rozmiary?

- Wojenka jest wieczna i świat na niej stoi. Jeśli mężczyzna będzie zbyt niezależny, będzie atakowany za to, że jest go za mało i że nic go nie obchodzi. Jeśli będzie zbyt zależny i posłuszny, będzie atakowany za brak jaj. Nie ma rozejmu. Białemu heteroseksualnemu mężczyźnie wciąż przyznaje się szczególne miejsce na tym świecie, czy się to komu podoba czy nie. Mógłby się więc on trochę postarać i dopuścić do swojej świadomości fakt, że jego wartość objawia się głównie tym, że wszyscy wokół mają do niego pretensje. Niech nie oczekuje nadskakiwania. Być może nawet mężczyzna jest przez kobiety rugany i rozpieszczany w tym samym celu: żeby nic sobie z tego nie robił i pozostał sobą. Mężczyźni coraz rzadziej przechodzą ten test pozytywnie.

Jak nie rozpieszczać i być szczęśliwą w związku z mężczyzną?

- Trzeba być przygotowaną na odrzucenie i nie ustawać w poszukiwaniach. Gdy kobiety wymagają od mężczyzn bycia mężczyzną, oni obrażają się i złoszczą, bo to zakłóca ich dotychczasowy komfort. Odchodzą do kobiet, które nie wymagają takich cudów. Choć tym, którzy zaryzykują, udaje się pobyć mężczyzną i poczuć przyjemność bycia niewykastrowanym. Niektórzy nie chcą już z tej przyjemności zrezygnować. Kobiety czują wówczas ogromną satysfakcję, że mężczyźni wykonali dla nich ten ogromny wysiłek i pozostali mężczyznami.

Od czego powinna zacząć kobieta, która szczerzechce przestać rozpieszczać mężczyznę? Czy musi to zawsze oznaczać jego odejście?

- Wszystko zależy od tego, jak długo są razem. Proszę zwrócić uwagę, że zasadnicza selekcja odbywa się na początku znajomości, na etapie zaczepek na Tinderze. Mężczyzna ma otwarte kilka okien konwersacji z różnymi kobietami, pisze mniej więcej to samo. Której kobiecie odpowie? Tej, która najbardziej mu posłodziła. Myślę, że nie odbiega to daleko od rzeczywistości. Wybór kobiety w internecie jest jak oglądanie śliwek na targu – ta za twarda, ta za kwaśna. Poznawanie się w tzw. realu to teraz wyższa szkoła jazdy – po co się narażać na niepowodzenia, skoro można sobie poprzebierać w ten sposób?

Kobieta, która nie chce rozpieszczać, od samego początku będzie miała trudniej. Niezależnie jednak od tego, gdzie będzie szukać partnera, musi przygotować się na mękę umiarkowania, czyli nieprzejmowania inicjatywy, mękę czekania i niepewności. Nadskakiwanie w dużym stopniu jest spowodowane niemożnością wytrzymania przerwy w kontakcie. Nie pisze, więc ma mnie gdzieś. Nie pisze, więc pewnie coś głupiego powiedziałam. W tej przerwie pojawiają się wszystkie możliwe kobiece lęki. Trzeba więc znów sięgnąć po telefon i dowiedzieć się, co można jeszcze dla niego zrobić, by był. Znam historie, w których kobiety z góry zakładają, że niczego poza byciem obok od mężczyzny nie potrzebują. Żadnego wysiłku. To się mści, bo tylko wysiłek (nie słowa) mężczyzny może kobietę przekonać, że jest dla niego rzeczywiście kimś ważnym. A taki wysiłek na początku znajomości oznacza chociażby to, że to on przerywa milczenie.

Jak to jest w przypadku dłuższych związków?

- Tu mamy do czynienia z mężczyzną już przyzwyczajonym do wygody a nawet „wyhodowanym” w ten sposób, że wciąż jej oczekuje. Takie decyzje zmiany w relacji są podejmowane w momentach kryzysu, kiedy wiadomo, że nie da się już tej sytuacji znieść. Można powiedzieć, że kobieta ma wtedy za zadanie przestać być dla niego matką. Mężczyźni różnie reagują, jeden odejdzie i poszuka innej matki, inny dorośnie i będzie z tego dumny. Zawsze można samą siebie spytać, czy odejście chłopca to strata czy zysk. Trudno rozegrać taką sytuację na zimno, zwykle pojawiają się silne emocje, które nie pozwalają myśleć.