Z drugiej strony, może właśnie tak ma być, że dobrze zaprojektowany długopis nie powinien zaprzątać naszych myśli? Z taką tezą na pewno nie zgodziłby się projektant Alberto Essesi ze studia Essesi (były designer Tesli), który zaprojektował długopis walczący z dotychczasowymi standardami. Pytanie tylko, czy czasami warto wymyślać koło na nowo?
Ten długopis ma kształt wykrzyknika i to nie jest tylko przypadek
Czego oczekuję od długopisu? Jak często zadaliście sobie pytanie o takim wydźwięku? Często szuka się po prostu narzędzia, które będzie zostawiało tusz o odpowiednim kształcie na papierze, w skrócie? Chcemy, żeby nasz długopis pisał i tyle. W końcu do tego służy.

Jednakże, czy naprawdę zasługujemy na tylko tyle? Każdy z nas musi czasami coś napisać, teraz pewnie rzadziej niż kiedy, ale nadal wiele sytuacji tego wymaga. Skupiając się na realizacji tego celu, łatwo jest się dać ponieść emocjom i sięgnąć po pierwsze lepsze narzędzie i tyle. Ale jak pokazują całe środowiska osób zrzeszonych wokół wyszukiwania nowych artykułów piśmienniczych, ta sztuka to coś więcej.
Czytaj też: Co gdyby zastąpić klasyczny długopis cyfrowym i to ze wsparciem AI? Brzmi odrobinę jak wariactwo
Alberto Essesi spróbował właśnie zmierzyć się z tym niedocenianym instrumentem kaligraficznym. Misja, której się oddał, zakładała stworzenie długopisu, który zapewnia precyzję w pisaniu, a także szkicowaniu. Ma też zagwarantować stałą widoczność linii wychodzących spod końcówki przyrządu i pełną kontrolę w dłoni, odciśniętą na kartce przy pomocy idealny ruchów, świadczących o jakości.

Żeby to osiągnąć, potrzebował sięgnąć po materiał, który jest lekki oraz wytrzymały. Jako że celem było stworzenie produktu przystępnego dla wielu konsumentów, to też nie było mowy o materiale pokroju tytanu. Idealnie wyważonym surowcem jest aluminium, przecież od lat już obecne we flagowych smartfonach. Te zaś są używane każdego dnia, skutecznie udowadniają słuszność pokładanych w materiale nadziei.
Długopis został podzielony na dwie części, które po złożeniu tworzą spójną całość, przedzieloną delikatnym rowkiem w górnej części, ujawniającym, że narzędzie nie zostało wyrzeźbione z jednej bryły. Największa część długopisu, stanowiąca uchwyt, jest dość szeroka, żeby można było ją wygodnie chwycić. Idąc w stronę końcówki z kulką, aluminiowy korpus raptownie ulega zwężeniu. To ma zapewnić wygodę widoczności podczas pisania i kreślenia szkiców.

Jak widać, projekt jest bardzo oszczędny, ale i głośny w swojej prostocie. Efekt ekskluzywności narzędzia wzmacnia satynowe wykończenie.
Cena i dostępność
W zestawie jest jeszcze jeden element, który dopełnia formę. Jednocześnie stawia przysłowiową kropkę nad i oraz tworzy wspólnie z korpusem długopisu wykrzyknik. To kulista podstawka, w której długopis spoczywa, gdy nie jest używany. Wybór formy jest prosty i niebanalny jednocześnie. Z jednej strony tworzy eleganckie wykończenie, a z drugiej jest niczym ta kropka postawiona na końcu zdania.

Długopis o nazwie Exclamation Pen autorstwa Alberta Essesiego, można kupić na wielu portalach z zastrzeżeniem, że nie wykonano za wiele kopii i każda jest numerowana. Cena waha się w okolicach 650 złotych, więc jest to wydatek nie najtańszy, ale na długie lata.
Czytaj też: Ten długopis odziedziczył nazwę po deszczu, który nigdy nie dotknął powierzchni ziemi
Budzi jednak pytania, czy warty swojej ceny. Oczywiście aluminium jest lekkie i na pewno bardziej premium niż plastik, co do tego nie ma wątpliwości. Niemniej, zastanawia ta bardzo ścięta końcówka. Osobiście trzymam często pióra, ołówki i długopisy niziutko, a do tego lubię ergonomiczną formę uchwytu Paperlike Grip czy piór Lamy. Zatem trudno mnie jest nie zadać pytania, czy nie było tutaj więcej nastawienia na wygląd niż użytkownika.
