Tradycyjne rozwiązania, takie jak latarki czołowe, przenośne lampy czy klasyczne ogniska, mimo swojej niezaprzeczalnej użyteczności, posiadają istotne ograniczenia. Wymagają ciągłego szukania odpowiednich punktów zawieszenia na gałęziach drzew lub we wnętrzu namiotów albo trzeba rozstawiać rusztowania i inne, sprawdzone sprzęty. Przyciągają też uciążliwe owady bezpośrednio w przestrzeń przebywania ludzi. Odpowiedzią na te niedogodności miałby być system oświetleniowy HeOne-X… Dron.
Dron sposobem na widoczność podczas obozowania? Brzmi ciekawie i na papierze wszystko się zgadza
Urządzenie to zostało zaprojektowane z myślą o stworzeniu całkowicie nowego standardu oświetlania na dworze. Istotą koncepcji HeOne-X jest wykorzystanie specjalnie przystosowanego drona, który unosi się nad miejscem obozowania, tworząc efekt sztucznego księżyca.

Sprzęt potrafi wznieść się na wysokość do dziesięciu metrów i stamtąd oświetlać obszar o powierzchni sięgającej nawet tysiąca metrów kwadratowych. Dzięki umieszczeniu źródła światła LED wysoko nad głowami użytkowników, cały kemping zostaje równomiernie wypełniony blaskiem. Taki układ eliminuje także problem oślepiania osób znajdujących się na ziemi oraz znacząco zmniejsza uciążliwość związaną z obecnością insektów, które są przyciągane do punktu świetlnego usytuowanego z dala od zabawy.
Kluczowym elementem wyróżniającym HeOne-X na tle klasycznych dronów fotograficznych jest zastosowanie połączenia kablowego z naziemną stacją zasilającą. Rezygnacja z wyłącznego polegania na wbudowanym akumulatorze drona pozwoliła na rozwiązanie największego problemu dronów jakim jest krótki czas lotu.
Przewód dostarcza energię bezpośrednio ze stacji bazowej, co umożliwia ciągłe unoszenie się w powietrzu i oświetlanie terenu nawet przez dwadzieścia cztery godziny. Naziemna jednostka zasilająca została wyposażona w akumulator o pojemności 480 watogodzin, który pełni nie tylko rolę źródła zasilania dla samego drona, ale działa również jako wszechstronny powerbank, którego zasoby możny używać dzięki wbudowanym portom USB, a to na pewno się przyda na porę ładowania smartfonów.
Czytaj też: Kemping dla ludzi, którzy mają dość walki z pałąkami. Ten namiot staje w dwie minuty
Projektanci urządzenia zadbali także o wysoki poziom automatyzacji i wygodę użytkowania. Stacyjka posiada wbudowany automatyczny system zwijania kabla, który samodzielnie dba o odpowiednie naprężenie przewodu oraz sprawne chowanie go do wnętrza obudowy po zakończeniu pracy.

Gdy stacja zasilająca musi zostać przeniesiona z miejsca na miejsce, do akcji wkracza tryb podążania. Wówczas dron unosi się w powietrzu i podąża za nią, zachowując wyznaczoną wysokość oraz stałe oświetlenie otoczenia. Do sterowania całością przewidziano różnorodne metody, obejmujące przycisk startu jednym dotknięciem, dedykowaną aplikację na smartfony oraz opcjonalny kontroler, czyli standard branży produkującej drony.
Premiera i oczywiste obawy. Może to jednak nie jest taki najlepszy pomysł?
Premiera tego urządzenia ma się odbyć jeszcze w tym roku. Obecnie planowane dostawy są rozpisane na październik (early bird) oraz listopad (dla reszty). Zakupu można dokonać za pośrednictwem platformy crowdfundingowej Kickstarter, gdzie podstawowy zestaw składający się z drona oraz stacji zasilającej został wyceniony na kwotę około 3000 złotych.
Klienci mają możliwość doposażenia zestawu o dodatkowe akcesoria, w tym torbę transportową, zapasowe śmigła oraz fizyczny kontroler. Jak w przypadku każdego projektu finansowanego w tej formule, potencjalni wspierający muszą liczyć się z ryzykiem opóźnień, choć producent skrupulatnie dokumentuje przebieg prac oraz testów na stronie kampanii.

No dobrze, mimo bezsprzecznej innowacyjności, koncepcja wywołuje również dyskusje wśród entuzjastów turystyki outdoorowej i nie ma się co dziwić. W końcu mówimy o dronie, maszynie która nie jest już ciekawostką sprzed 10 lat, tylko gadżetem do kupienia w Biedronce i Action, więc znamy jego wady.
Część komentujących słusznie wskazuje, że obecność szumu generowanego przez śmigła drona może zakłócać naturalny spokój i ciszę wypadu za miasto, stanowiące dla wielu osób główny sens przebywania na łonie natury. Całonocne brzęczenie śmigieł i to potencjalnie przez kilka dni mogłoby przecież nawet najspokojniejszego człowieka doprowadzić do szaleństwa.
Czytaj też: Gotuje, ogrzewa namiot i świeci w ciemności. Pyronex poleca się na biwak
Z tego powodu, będzie naprawdę ciekawe zobaczyć pierwsze recenzje, miejmy nadzieję, że outdoorowi influencer dostaną egzemplarze do testów, bo na papierze brzmi dobrze i źle jednocześnie.
Źródło: newatlas, kickstarter
