Film „Dziewczynka w trampkach” na DVD był dołączony do październikowego wydania „Focusa”

Rower jest zielony, ma białe siodełko i wygodną kierownicę. Takich rowerów pełno w każdym sklepie. Ale dla 10-letniej Wadjdy, tytułowej bohaterki filmu „Dziewczynka w trampkach”, to obiekt marzeń wykraczających poza dziecięce fascynacje.

Wadjda żyje w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej. Jazda na rowerze to jeden z wielu przywilejów zastrzeżonych dla mężczyzn. Wadjda jest niepokornym dzieckiem, pod powłóczystym hidżabem nosi trampki, odmawia zakrywania włosów na ulicy i, o zgrozo!, koleguje się z chłopcem. Chce też kupić rower i pościgać się z kolegą. Tyle że w jej kraju dopiero w tym roku pozwolono kobietom jeździć na rowerze – i to wyłącznie w zamkniętych parkach, w pełnym czadorze i pod opieką mężczyzny.

Czy syn pozwoli na ślub matki?

Film Haify Al Mansour to pierwszy saudyjski obraz nakręcony przez kobietę i pierwszy, który traktuje o drażliwej kwestii praw kobiet w kraju przodującym w rankingach dotyczących dyskryminacji płciowej.

Zbieranie pieniędzy na realizację trwało pięć lat. Potem Al Mansour musiała jeszcze zmierzyć się z kierowaniem męską ekipą w kraju, w którym segregacja płci jest ściśle przestrzegana. By nie złamać prawa, Al Mansour spędzała całe dnie, reżyserując kręcony na ulicach Rijadu film z tylnego siedzenia minivana, skąd wydawała polecenia przez krótkofalówkę.

Warunki, w jakich pracowała reżyserka, znakomicie odpowiadają sytuacji bohaterki jej filmu. Dziecięcy bunt Wadjdy przeciwko zakazowi jazdy na rowerze i kontaktom z męskimi rówieśnikami to tylko zapowiedź tego, co będzie czekać ją w dorosłym życiu. Gdy dorośnie, bez zgody i asysty mężczyzny: męża, brata, ojca lub innego krewnego nie będzie mogła swobodnie podróżować, wyjść za mąż i rozwieść się, podejmować nauki, pracy, otwierać konta bankowego czy poddać się operacji.

Saudyjki za kierownicą bywają tolerowane jedynie w odludnych pustynnych regionach. W miastach próba kierowania autem kończy się spontaniczną reakcją męskich przechodniów, którzy buntowniczkę najczęściej zatrzymują i przekazują policji. Wichrzycielkom, próbującym naruszać tradycyjne zakazy, grozi utrata pracy i konfiskata paszportu, w skrajnych przypadkach nawet kara chłosty.

Również skorzystanie z autobusu lub taksówki jest niełatwe. Co prawda w niektórych miejscowościach zgodnie ze zwyczajami zaczerpniętymi z czasów segregacji rasowej w USA autobusy mają osobne siedzenia i wejścia dla kobiet, ale w praktyce kierowcy nie pozwalają wsiadać kobietom do autobusów, by nie narażać je na zakazane prawem i tradycją kontakty z obcymi mężczyznami.

Strzeżenie kobiet to dla Saudyjczyków kwestia honorowa. Wymknięcie się spod kurateli może być plamą na honorze, którą zmazać można tylko krwią. Przypadki honorowych mordów na kobietach, utrzymujących kontakty z mężczyznami na Facebooku, nie należą wcale do rzadkości.

Szefowa Proroka

 

Łączenie segregacji i dyskryminacji płciowej ma w ortodoksyjnie muzułmańskiej Arabii Saudyjskiej długą tradycję. Tamtejsi ulemowie wywodzą ją z czasów Proroka Mahometa – tyle że kiedy wczytać się w jego dzieje, próżno szukać tam dowodów na to, że pierwsi muzułmanie trzymali swoje kobiety pod kluczem. Tak naprawdę było zupełnie odwrotnie: Chadidża, pierwsza żona Mahometa, prowadziła własny, świetnie prosperujący biznes i to ona dawała pracę przyszłemu Prorokowi. Jego druga żona Aisza dowodziła nawet wojskami wiernych w walkach o sukcesję po twórcy religii islamskiej. To są fakty, na których opiera się islamski feminizm. Jego przedstawicielki, do których można pewnie zaliczyć także twórczynię „Dziewczynki w trampkach”, próbują szukać swobód w ramach wyznaczanych przez religię muzułmańską. Film Saudyjki Haify Al Mansour pokazuje, że także w Arabii Saudyjskiej zachodzą w tej kwestii pewne zmiany.

Kilka miesięcy temu po raz pierwszy do wykonywania zawodu prawnika dopuszczono kobietę o nazwisku Arwa Al Hujaili. Kolejny wyłom dokonał się w lotnictwie, gdzie Aisha Jaafari została pierwszą w historii Arabii Saudyjskiej kontrolerką lotów. Saudyjski rząd bardzo dba o zliberalizowanie swojego wizerunku, stąd też stopniowe poluzowywanie rygorów życia kobiet.

Gdy w 2008 roku pozwolono paniom na posiadanie własnych dowodów tożsamości (dotąd były jak dzieci wpisywane do dokumentów męża lub ojca), podniósł się rwetes. Konserwatyści ostrzegali, że zaopatrzone w dowody Saudyjki będą mogły samodzielnie odwiedzać kraje Zatoki Perskiej, gdzie obowiązuje Saudyjczyków ruch bezwizowy, ale rząd powoli kontynuował zmiany. Zaostrzono prawo karne, by ścigać przemoc domową, powołano pierwszą w dziejach królestwa ministra kobietę i otwarto koedukacyjny uniwersytet. Król Abdullah zapowiedział nawet dopuszczenie kobiet pozbawionych obecnie jakichkolwiek praw wyborczych do udziału w wyborach lokalnych.

Siła przyzwyczajenia do dyskryminacji

Krytycy saudyjskiego reżimu twierdzą, że wiele z tych regulacji to tylko zapisy na papierze, nieznajdujące zastosowania w codziennym życiu. Trzeba jednak przyznać, że reformowanie Arabii Saudyjskiej nie jest łatwym zadaniem i że same kobiety nie są przekonane o konieczności upominania się o swoje prawa. Wielopokoleniowa dyskryminacja robi swoje.

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Gallupa w 2006 roku wynikało, że aż 80 proc. saudyjskich kobiet było przeciwnych zniesieniu ograniczeń, dotyczących prowadzenia samochodów czy pracy razem z mężczyznami. Saudyjki nie były także przekonane, czy prawa wyborcze mogą im być do czegokolwiek potrzebne. Król ma świadomość, że społeczeństwo może nie być jeszcze gotowe na zmiany.

– Wierzę w prawa kobiet, moja matka, siostra, moja żona i moja córka to kobiety i wierzę, że nadejdzie dzień, w którym kobiety będą mogły prowadzić samochody – mówi król Abdullah. Miejmy nadzieję, że stanie się tak do czasu, gdy Wadjda, bohaterka filmu, wyrośnie w końcu z zielonego roweru, o którym marzy, i zechce przesiąść się do auta.