Zwyczajne mieszkanie w Wołgogradzie. Wśród klatek, porozsypywanego jedzenia i ptasich odchodów siedzi siedmioletni chłopiec. Macha rękami jak ptak. „Kiedy się do niego mówi, ćwierka” – opowiada pracownica socjalna Galina Wolskaja, która znalazła chłopca. Jego matka nie biła go ani nie głodziła. Po prostu nigdy się do niego nie odzywała. Tę rolę przejęły hodowane przez nią ptaki.

Mały Rosjanin to jedno z dzieci, które wychowały się z dala od cywilizacji i bez kontaktu z językiem. Są nieświadome społecznych norm i zachowań, skazane na samotność. Chyba że adoptują je zwierzęta. Bezdomne psy w Rosji zajęły się małym Iwanem, syryjskie gazele przyjęły do stada chłopca, w Turcji dziewczynka wychowała się z niedźwiedziami, Sidi Mohamed z Ugandy spędził 10 lat wśród strusi. Doniesienia o dzikich dzieciach zawsze elektryzują, chociaż ich fenomen znany jest od tysiącleci. Najpierw opiewano je w mitach (o Zeusie, którego wykarmiła koza, o Remusie i Romulusie wychowanych przez wilczycę), później pisano o nich książki. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Kipling stworzył Mowgliego, a Burroughs Tarzana, ich historie zderzyły się z rzeczywistością.

Wilcze dziewczynki

„Nie mogłem uwierzyć, że zwierzę może być aż tak wielkoduszne wobec człowieka” – zapisał w 1920 roku misjonarz Joseph Singh, prowadzący sierociniec w Midnapore (północne Indie). Zwierzę, o którym mowa – wilczyca – zginęło od strzału. Singh musiał ją zabić, aby wyciągnąć z nory dwie małe dziewczynki. Kiedy zobaczył je po raz pierwszy, biegały po lesie w towarzystwie wilków, węsząc i tropiąc z głowami przy ziemi. Postanowił je schwytać, ochrzcić i zabrać do sierocińca. Do dziś nie wiadomo, czy dwuletnia Amala i ośmioletnia Kamala były siostrami. Jedno miały wspólne – wilczy umysł. Spały razem zwinięte w kłębek. Budziły się z księżycem i wyły z tęsknoty za wolnością. Tak długo biegały na czworakach, że ich stawy i ścięgna się zdeformowały – nie mogły wyprostować nóg ani chodzić jak ludzie. Kiedy Amala umarła w wyniku infekcji nerek, Kamala przeżyła szok. To wtedy, jeden jedyny raz w życiu, zapłakała.

Singh poczuł, że musi uczłowieczyć dziewczynkę. Robił jej masaże, żeby mogła stać na nogach. Uczył ją normalnie jeść, spać z innymi dziećmi i cieszyć się towarzystwem ludzi. Jednak aż do śmierci w 1929 roku, kiedy chciała biec – Kamala padała na czworaka. Podczas gdy normalne dwuletnie dziecko uczy się w tydzień przeciętnie 40 słów, ona poznała 12 w trzy lata.

Obiekty badań

Ugandyjczyk John Ssabunya miał siedem lat, gdy ludzie schwytali go, chroniąc się przed ciosami małp, które rzucały w nich patykami i kamieniami. Cały był w bliznach i ranach. Kolana miał zrogowaciałe od czołgania i raczkowania. Nie mówił. Nie płakał. Swoją historię opowiedział dopiero po kilku latach, kiedy na nowo nauczył się porozumiewać.

Gdy miał cztery lata, uciekł z domu ze strachu przed ojcem, który zamordował jego matkę. Schronienie znalazł w dżungli, zaopiekowała się nim grupa koczkodanów.

Według prymatolog dr Debbie Cox fakt, że John nauczył się porozumiewać z koczkodanami lepiej od specjalistów, świadczy o tym, że mógł zostać przyjęty do grupy jako peryferyjny członek. Ile dokładnie spędził czasu z małpami? Na ile został przez nie zaakceptowany?

Na takie pytania najczęściej brak odpowiedzi. „Przeszłość dzikich dzieci zazwyczaj pozostaje tajemnicą, a dowody na ich wychowanie wśród zwierząt nigdy nie są satysfakcjonujące. To po prostu zeznania z drugiej albo trzeciej ręki” – twierdzi Adriana Benzaquen, autorka książki „Spotkania z dzikimi dziećmi. Pokusa i rozczarowanie w badaniach nad ludzką naturą”. Doniesienia o takich dzieciach prowokują dyskusje i skłaniają do trudnych pytań. Czym różni się człowiek od innych zwierząt? W jakim stopniu nasze umiejętności są wrodzone, a w jakim nabyte?

„Dzikie dzieci są naturalnym eksperymentem, którego nie mamy prawa przeprowadzać” – mówi prof. James Law, językoznawca i terapeuta. Każde odkryte przez świat dzikie dziecko jest więc dla nauki niezwykle cenne i brane natychmiast pod lupę. Mimo wielu trudności naukowcom udało się ustalić kilka faktów.