Niektóre gatunki ryb mają wiele wspólnego z ludźmi. Przynajmniej w zakresie płci. I u nich, i u nas potomek, który otrzymał od rodziców dwa chromosomy X, zostaje samicą. Jeśli od mamy dostanie X, a od taty Y, stanie się samcem – o ile będzie miał szczęście.

I u ludzi bowiem, i u wspomnianych ryb proces rozwoju płci zakłócają ostatnio zanieczyszczenia, które zalały świat. Powodów jest kilka. Pierwszy to popularność pigułek antykoncepcyjnych oraz hormonalnej terapii zastępczej. Stosujące je kobiety wydalają nadmiar żeńskich hormonów z moczem. Estrogeny spływają kanalizacją do rzek i jezior, a tam dołączają do nich sztuczne środki chemiczne o podobnym działaniu: pewne pestycydy, plastiki (bisfenol A) czy dodawane do kosmetyków ftalany. Gdy taki koktajl ma kontakt z męskimi embrionami, zaczyna się proces feminizacji. U ludzi objawia się to nieschodzeniem jąder do moszny, niedorozwojem penisa, zmniejszeniem ilości plemników w nasieniu czy pojawianiem się kobiecych piersi u dojrzewających chłopców. U ryb też męskie narządy płciowe rozwijają się nieprawidłowo. Ale o ile sfeminizowani chłopcy stają się bezpłodni, o tyle sfeminizowane samce ryb przekształcają się w płodne samice!

W przyrodzie spotyka się je coraz częściej. Prof. James Nagler z University of Idaho obliczył, że aż 84 proc. samic łososia czawyczy z kanadyjskiej rzeki Columbia miało zestaw chromosomów XY. Jeśli ich jaja zostaną zapłodnione przez zwykłe samce, to – jak twierdzi prof. Nagler – tylko 25 proc. potomstwa będzie samicami (chromosomy XX), połowa stanie się zwykłymi samcami (chromosomy XY), a jedna czwarta otrzyma zestaw dwóch męskich chromosomów (YY). Takie dziwaczne stworzenia biolodzy zwą „supersamcami”. Jeśli one nadal będą się rozmnażać, to w następnych pokoleniach udział prawdziwych samic (XX) stopniowo będzie się zmniejszać. W końcu znikną one całkowicie. Gdyby w tym momencie oczyszczono rzeki i jeziora z żeńskich hormonów, cała populacja wróciłaby do swej naturalnej męskiej płci. I zaraz potem wymarłaby z braku samic.

Wniosek ten przeraził większość ekologów. Jednak – jak donosi magazyn „Conservation” – niektórzy z nich postanowili przeciągnąć wroga na swoją stronę. Dwaj naukowcy z Florydy, dr John Teem oraz Juan Gutierrez, zaproponowali, by supersamce wykorzystać do walki z obcymi gatunkami inwazyjnymi ryb. Są to zwierzęta, które zostały przywiezione przez człowieka z innego kraju lub kontynentu, zadomowiły się w nowym środowisku i zaczęły masowo niszczyć rodzime gatunki. Naukowcy proponują, by „produkować” inwazyjne supersamce (YY) i poddawać je działaniu hormonów żeńskich. Supersamce zmienią się wówczas w osobniki, które będą funkcjonować jak samice. Potem należy je wypuszczać do środowiska, gdzie złożą jaja zapłodnione przez zwykłe samce (chromosomy XY). Potomstwo takiej pary może mieć wyłącznie męską płeć – albo w wersji XY albo YY. Z upływem czasu populacja tak „zmężnieje”, że zniknie – ku wielkiej radości ekologów.