
Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Atmosferyczna (NOAA) oraz Australijskie Biuro Meteorologii dostrzegają coraz wyraźniejsze sygnały zbliżającej się zmiany. Oba ośrodki, choć operują nieco innymi modelami, wskazują na rosnące ryzyko wystąpienia ciepłej fazy oscylacji ENSO jeszcze w tym roku. Jeśli ich przewidywania się sprawdzą, kolejne lata mogą przynieść absolutnie nowe rekordy temperatur.
Koniec chłodnej fazy La Niña. Temperatury wód Pacyfiku systematycznie rosną
Obecny okres zdominowany jest przez chłodną fazę La Niña, jednak jej wpływ wyraźnie słabnie. Dane z połowy lutego 2026 roku pokazują, że indeks Niño3.4, kluczowy wskaźnik monitorujący temperatury w równikowym Pacyfiku, wynosi około minus 0,77 stopnia Celsjusza. To wartość tuż powyżej arbitralnie przyjętego progu dla La Niña, ustalonego na minus 0,80 stopnia. Jeszcze bardziej wymowny jest trend obserwowany nieco głębiej. Temperatury podpowierzchniowe oceanu w tym regionie konsekwentnie rosną, co jest klasycznym zwiastunem końca chłodnej fazy i przejścia w stan neutralny. Eksperci z NOAA oceniają, że szansa na taki scenariusz między lutym a kwietniem sięga 60 procent. Następnie, z prawdopodobieństwem około 56 procent, stan neutralny miałby utrzymać się przez letnie miesiące na półkuli północnej, by pod ich koniec ustąpić miejsca pełni El Niño.
Czytaj także: Dziwne odkrycie na oceanie. Tajemnicze “nowe El Niño” zostawiło wiele pytań bez odpowiedzi
ENSO, czyli Oscylacja Południowa El Niño, to naturalny proces wymiany ciepła między oceanem a atmosferą we wschodnim tropikalnym Pacyfiku. Jego trzy fazy – ciepła (El Niño), chłodna (La Niña) i neutralna – działają jak potężny silnik napędzający globalną pogodę. Choć centrum zjawiska jest oddalone o tysiące kilometrów, jego efekty odczuwalne są na każdym kontynencie. Podczas El Niño dochodzi do utrzymującego się przez wiele miesięcy ocieplenia wód powierzchniowych w centralnej i wschodniej części Pacyfiku. To pozornie niewielkie odchylenie, rzędu 1-3 stopni Celsjusza, uruchamia kaskadę zmian w cyrkulacji atmosferycznej, prowadząc do przemieszczenia się stref opadowych i podniesienia średniej globalnej temperatury o około 0,2 stopnia.
Na horyzoncie rysują się rekordy ciepła. Ostatnie lata były jedynie preludium
Rok 2025 potwierdził trwający trend ocieplenia, plasując się wśród trzech najgorętszych lat w historii pomiarów. Co istotne, osiągnął to pomimo chłodzącego działania La Niña. Średnia globalna temperatura powierzchni Ziemi była wtedy o 1,44 stopnia Celsjusza wyższa od poziomu sprzed epoki przemysłowej (1850-1900). Ostatnie jedenaście lat (2015-2025) to zresztą nieprzerwana seria najcieplejszych okresów w dziejach nowoczesnej meteorologii. Teraz wyobraźmy sobie, co się stanie, gdy naturalny „klimatyzator” w postaci La Niña wyłączy się, a w jego miejsce włączy się „dogrzewacz” – El Niño. W świecie już mocno rozgrzanym przez gazy cieplarniane, dodatkowe ułamki stopnia mogą okazać się decydujące dla pobicia wszystkich dotychczasowych rekordów. Naukowcy są niemal zgodni – nadejście El Niño w obecnych warunkach niemal na pewno przesunie lata 2026 i 2027 na szczyt tej niechlubnej listy. Ocean, który pochłonął około 90 procent nadmiarowego ciepła z atmosfery, działa jak ogromny akumulator. W latach 2024-2025 górne 2000 metrów wszechoceanu zgromadziło dodatkowe 23 zettadżule energii. Ta zgromadzona w wodzie ciepło stopniowo będzie oddawane do atmosfery, potencjalnie napędzając ekstremalne zjawiska.
Zróżnicowany wpływ na regiony świata. Kogo czeka ulewa, a kogo susza
El Niño to nie tylko abstrakcyjny wzrost średniej temperatury, ale konkretne i często destrukcyjne zmiany pogodowe w różnych zakątkach globu. Obszary takie jak południowe stany USA czy południe Europy mogą spodziewać się wzmożonych opadów deszczu, co niesie ze sobą ryzyko powodzi. Zupełnie inny scenariusz czeka północne rejony Stanów Zjednoczonych i Kanadę, gdzie prawdopodobna jest suchsza i cieplejsza aura niż zazwyczaj. Dla miłośników tropikalnych cyklonów (a raczej dla tych, którzy obawiają się ich siły) El Niño niesie sprzeczne wieści. Na Atlantyku zjawisko to generalnie tłumi powstawanie i intensyfikację huraganów, co może oznaczać względnie spokojny sezon dla Karaibów i wschodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Zupełnie odwrotnie dzieje się na centralnym i wschodnim Pacyfiku, gdzie aktywność cyklonów tropikalnych zwykle przybiera na sile. Australia, kraj szczególnie wrażliwy na kaprysy ENSO, już odczuwa zmiany. Temperatury wód morskich wokół kontynentu były w styczniu 2026 szóste najwyższe w historii, a prognozy na najbliższe miesiące zakładają dalsze utrzymywanie się wartości powyżej średniej, szczególnie u południowych wybrzeży.
Czytaj także: Nowa rafa koralowa odkryta. Przetrwała groźne El Niño, ale czy przetrwa człowieka?
Warto zachować pewien dystans do tych, nawet bardzo alarmujących, prognoz. Modele klimatyczne, choć nieustannie udoskonalane, wciąż mają trudności z precyzyjnym określeniem momentu rozpoczęcia i intensywności przejść między fazami ENSO. Szczególnie tzw. „wiosenna bariera prognozy” stanowi wyzwanie dla meteorologów – modele tworzone o tej porze roku charakteryzują się historycznie niższą trafnością. Zbieżność ostrzeżeń dwóch wiodących agencji nie powinna jednak prowadzić do bagatelizowania ryzyka. Tworzy ona raczej wyraźny sygnał, który w kontekście naszej wiedzy o zmianach klimatu zasługuje na najwyższą uwagę. Kolejne tygodnie i miesiące przyniosą nowe dane pomiarowe, które pozwolą doprecyzować scenariusze. Meteorolodzy na całym świecie będą bacznie śledzić każdy, nawet najdrobniejszy, sygnał z Pacyfiku. Jeśli obecne przeczucia się potwierdzą, świat powinien przygotować się na okres intensywnych i niebezpiecznych zjawisk pogodowych, które wystawią na próbę naszą odporność i infrastrukturę.