Everest stał się prawdziwym muzeum. W niektóre eksponaty aż trudno uwierzyć

Kiedy ktoś kichnie na Mount Everest, wyrzucone z nosa zarazki zostaną tam prze całe wieki. To prawdziwe muzeum mikrobiologiczne, mimo iż nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Everest – zdjęcie poglądowe /Fot. Pixabay

Everest – zdjęcie poglądowe /Fot. Pixabay

Mount Everest nie jest już “najbardziej niedostępnym miejscem na Ziemi”, jak jeszcze postrzegano go kilkanaście lat temu, a kolejną atrakcja turystyczną. Skoro co roku szczyt zdobywa ok. 500 osób, a do liczby tej należy dodać co najmniej jednego tragarza na osobę, to robi się tam naprawdę tłoczno. Nie doświadczymy tam absurdów rodem z Giewontu, ale “korki” na ośmiotysięczniku to już norma.

Czytaj też: Plaga fałszywych wejść na Mount Everest. Władze Nepalu zapowiadają zmiany

Według najnowszych badań przeprowadzonych przez uczonych z CU Boulder, wspinacze idący na szczyt pozostawiają tam swoje zamrożone dziedzictwo pod postacią mikroorganizmów, które są w stanie wytrzymać trudne warunki panujące na ekstremalnych wysokościach i pozostać uśpione przez dekady, a nawet wieki. Stanowią ukryte zagrożenie dla przyszłych zdobywców szczytu, z którego nawet nie zdajemy sobie sprawy. Szczegóły opisano w czasopiśmie Arctic, Antarctic, and Alpine Research.

Kolejki na Everest to już norma

W ostatnich latach w sezonie wiosennym Everest przeżywa istne oblężenie. Zdjęcia kolejek na najwyższej górze świata porównywalnych do tych z Giewontu regularnie obiegają media społecznościowe. Teoretycznie ruch na “dachu świata” powinien być regulowany, ale nawet Nepalska Fundacja Wysokogórska sobie z tym nie radzi.

Czytaj też: Mount Everest jest domem dla tajemniczego stworzenia. Mamy na to dowody

W ostatnich latach naukowcy nie potrafili zidentyfikować mikroorganizmów związanych z człowiekiem w próbkach zebranych powyżej 7900 m n.p.m. – teraz udało się to po raz pierwszy. Nie było zaskoczenia – bakterie i wirusy są dosłownie wszędzie, nawet w mroźnym powietrzu, więc łatwo mogą przenosić się w różne miejsca. Jeżeli ktoś odkaszlnie lub wysmarka nos na takiej wysokości (odradzamy), to może zostawić nieprzyjemną niespodziankę dla przyszłych zdobywców.

Zaskakujące jest to, że mikroorganizmy, które ewoluowały, aby rozwijać się w ciepłych i wilgotnych środowiskach (jak nasze nosy i usta), doskonale radzą sobie w tak trudnych warunkach. To potwierdza, że w tzw. kriosferze też istnieje życie – być może nawet dużo groźniejsze, niż mogłoby nam się wydawać.

Zespół kierowany przez prof. Steve’a Schmidta z CU Boulder pobrał próbki gleby ze wszystkich mroźnych regionów Ziemi – od Antarktydy i Andów, po Himalaje i Arktykę. Zaskakujące jest to, że zazwyczaj nie znajduje się tak mikroorganizmów związanych z człowiekiem, a już na pewno nie w takich ilościach, jak na Everest. Wykorzystując technologię sekwencjonowania genów nowej generacji oraz bardziej tradycyjne techniki hodowli, uczeni byli w stanie zidentyfikować DNA prawie wszystkich żywych i martwych mikrobów w glebie. Większość z nich była podobna do ekstremofilnych organizmów występujących na Antarktydzie i w Andach. Najwięcej było grzyba z rodzaju Naganisha, który może wytrzymać ekstremalne poziomy zimna i promieniowania UV. Znaleziono także DNA należące do gronkowców (Staphylococcus), jednej z najczęstszych bakterii skóry i nosa, oraz paciorkowców (Streptococcus), dominującego rodzaju w jamie ustnej.

Wspinaczka na Everest nie jest łatwa

Warto wspomnieć, że na dużych wysokościach mikroorganizmy są w większości zabijane przez światło UV, niskie temperatury i niewielką wilgotność. Przeżywają tylko najlepiej przystosowane i zazwyczaj przechodzą w stan uśpienia, w oczekiwaniu na bardziej sprzyjające warunki. Te mogą nadejść wraz z globalnym ociepleniem lub nowymi wspinaczami, którzy mogą posłużyć za żywe “inkubatory”.

Czytaj też: Mount Everest „urósł” o kilkadziesiąt centymetrów. Nepal i Chiny podały nowe wyliczenia

Przeprowadzone badania podkreślają niewidoczny wpływ turystyki na najwyższy szczyt na Ziemi, ale mogą także przyczynić się do lepszego zrozumienia granic środowiskowych życia na naszej planecie. A to z kolei przyda się zarówno astrobiologom, jak i osobom zaangażowanym w planowanie załogowych misji kosmicznych. To, co zostawiamy na Evereście teoretycznie może zostać choćby na Marsie.

Marcin PowęskaM
Napisane przez

Marcin Powęska

Biolog, redaktor naukowy Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER), dziennikarz popularnonaukowy OKO.press i serwisu Cowzdrowiu.pl. Publikował na łamach portalu Interia, w papierowych wydaniach magazynów "Focus", "Wiedza i Życie" i "Świat Wiedzy".