Amerykańska armia przykłada coraz więcej wagi do dronów, które zaliczają coraz więcej misji. Takie bezzałogowe samoloty ze względu na niewielkie rozmiary i cichą pracę, mogą zaskoczyć wroga i skutecznie zwalczać go przy pomocy rakietowych pocisków. Za właściwe namierzenie celu odpowiada elektronika, którą naszpikowany jest dron. Jednak wykorzystywane obecnie Predatory mają dwie wady: zabierają mało ładunku, przez co mają mniejsze możliwości rażenia celów ogniem oraz latają zbyt wolno. Pora na następną generację latających dronów dla wojska. W fazie bardzo zaawansowanych testów jest już całkowicie zautomatyzowany Excalibur firmy Aurora Flight Sciences. Opracowała ona pojazd, który wznosi się do góry dzięki elektrycznym wiatrakom - jednemu na dziobie i dwóm z tyłu. Excalibur przyspiesza dzięki silnikowi odrzutowemu, dzięki czemu jest znacznie szybszy od konkurencji. Osiąga prędkość 740 kilometrów na godzinę. Ale może też latać dużo wolniej - 185 km/h - w zależności od potrzeb. Excalibur nie jest sterowany zdalnie, lata w dużym stopniu autonomicznie. Kontrola lotu podaje namiary, a Excalibur wykonuje zadanie. Pojazd wielkości Hummera będzie znacznie bardziej skuteczny, bo mają się na nim zmieścić cztery śmiercionośne pociski rakietowe powietrze-ziemia Hellfire. Na razie lata jeden model demonstracyjny o wadze 300 kilogramów, który w czerwcu wykonał pierwszy lot pionowy mający sprawdzić, jak pojazd sprawuje się podczas wznoszenia, zawisu i opadania. h.k.