Pamiętamy słynne przemówienie Władysława Gomułki z października 1956 roku, wygłoszone na placu Defilad w Warszawie. Polacy pokładali w nowym I sekretarzu PZPR wielką nadzieję. Mówiło się, że jest przywódcą charyzmatycznym i jako jedyny polski przywódca „postawił się Moskwie”. Na czym polegała owa charyzma?

Na charyzmę Gomułki składały się różne czynniki – pierwszym była biografia. Ludzie lewicy doceniali udział Wiesława w walce o Polskę socjalistyczną. Przed wojną, w starciu z policją podczas demonstracji, został nawet ranny. Po wojnie, jako przywódca PPR i jednocześnie minister ds. Ziem Odzyskanych, zrobił bardzo wiele dla ich zagospodarowania. Drugim elementem owej charyzmy był charakter. Gomułka wykazał go, gdy został zaatakowany za tak zwane odchylenie prawicowo- nacjonalistyczne, a faktycznie – polską drogę do socjalizmu. To właśnie Wiesław odważnie przeciwstawił się polityce Stalina. Zapłacił za to więzieniem, poniżeniem. Trzeci element to sprawa 1956 roku, pokojowego przejęcia władzy i zapoczątkowania nowego etapu politycznego w życiu naszego kraju. Wymagały od Gomułki nie tylko odwagi, ale także wzniesienia się ponad osobiste krzywdy i urazy wobec poprzedniej ekipy rządzącej w PRL. Wreszcie czwarty element – zawarcie porozumienia z Niemiecką Republiką Federalną w 1970 roku, stanowiące uwieńczenie wielu lat starań o uznanie trwałości naszej zachodniej granicy. Reasumując: biografia Gomułki naprawdę zasługuje na szacunek.

Ale to jest portret polityczny Gomułki, a nam chodzi bardziej o portret charakterologiczny tego męża stanu.

Otoż właśnie niektóre cechy osobiste Gomułki rzucały cień na wizerunek tego, tak zasłużonego dla Polski, polityka. Mam na myśli niedokształcenie kulturowe, wybuchowość, narastającą z wiekiem apodyktyczność. Na większości konferencji partyjnych i posiedzeniach Biura Politycznego wygłaszał monologi, zdarzały mu się nerwowe reakcje na głosy i opinie, z którymi się nie zgadzał...

Klął?

Moje ograniczone kontakty z Gomułką nie pozwalają mi na wydawanie tego typu ocen.

Z tego, co słyszałem, wnioskuję, że nie był człowiekiem wulgarnym.

Owszem, ludzi wychowanych w nieco innym kręgu kulturowym raził pewien prymitywizm jego sformułowań, ale przekleństw z jego ust nie pamiętam. Powtarzam: reagował impulsywnie, ale nie był mściwy. Osoba zbesztana nie musiała się spodziewać poważniejszych konsekwencji. O tym należy pamiętać. Tak więc jego temperament polityczny, upór w sprawach dobrych dla kraju przyczyniały się do pozytywnych rozwiązań. W sprawach złych, jak na przykład w 1970 r. – doprowadziły do tragedii.

Mówimy o najbardziej dramatycznym momencie władzy Gomułki. Ale złe cechy jego charakteru dawały przecież o sobie znać w kwestiach drobniejszych, co nie znaczy – nieważnych. Choćby w sprawie Janusza Szpotańskiego, poety-satyryka, który zasłynął poematem „Cisi i Gegacze”. Gomułka – przedstawiony jako Gnom – jawi się tam jako postać wyjątkowo niesympatyczna. Wściekły I sekretarz nazwał nawet J. Szpotańskiego człowiekiem o moralności alfonsa. Ale czy to wystarczający powód, aby Szpotańskiego skazywać na trzy lata więzienia?