To była sobota, 14 września 1985 r., godz. 21.15 – czas, kiedy większość Polaków, z braku innych rozrywek, zasiadła przed telewizorami. Mieszkańcy Torunia oglądający program pierwszy Telewizji Polskiej zauważyli na ekranach coś dziwnego. Na obraz z powtórką Dziennika Telewizyjnego nałożony był biały napis z wyraźnym symbolem Solidarności i przesuwającymi się komunikatami: „Dość podwyżek, kłamstw, represji!”, oraz  „Bojkot wyborów naszym obowiązkiem”.  

Pełniący wieczorny dyżur major Milicji Obywatelskiej Józef Młodzik przecierał oczy: ktoś przejął telewizję i nadaje wywrotowe treści! Milicjant nie wiedział, że jest świadkiem chyba najbardziej spektakularnej akcji podziemia solidarnościowego.

W czasie gdy major MO chwytał za słuchawkę, żeby zaalarmować przełożonych, trzech mężczyzn w mieszkaniu na 10. piętrze bloku przy ulicy Bartosza Głowackiego w Toruniu demontowało trzymetrową antenę i zwijało sprzęt po trwającej około czterech minut akcji.

„Transmisja wywołała piorunujące wrażenie. Mieszkańcy Torunia dzwonili do znajomych, krzycząc w słuchawki, by natychmiast włączali telewizory, a w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych przy Grudziądzkiej aż się zagotowało” – po latach opisywał to wydarzenie „Dziennik Toruński Nowości”.

Reżim otrzymał niespodziewany cios: wrogi ośrodek emitował treści godzące w socjalistyczny ustrój! Co gorsze, ktoś podważał społeczną legitymację władzy. Kierownictwo kraju potraktowało incydent bardzo poważnie.

Minister Spraw Wewnętrznych PRL i przełożony Służby Bezpieczeństwa Czesław Kiszczak pisał do szefa Stasi Ericha Mielke: „Fakty emitowania w oficjalnym programie telewizji wrogich haseł w znikomym stopniu oddziaływują na społeczeństwo w kraju, jednak potwierdzenie istnienia i działalności struktur konspiracyjnych w Polsce jest wyolbrzymiane i szeroko wykorzystywane przez dywersyjno-propagandowe wrogie ośrodki państw zachodnich. Doceniając istniejące zagrożenie, resort spraw zagranicznych podjął intensywne działanie operacyjne i radiokontrwywiadowcze”.

Hakerami byli astronomowie z Torunia

W rzeczywistości zaplecze „wrogich ośrodków” stanowili skromni naukowcy z Centrum Astronomii Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika (CA UMK). Inicjatorem i mózgiem operacji był Jan Hanasz, którego wspierał matematyk z UMK Grzegorz Drozdowski. Hanasz tak po latach określi motywację, jaka przyświecała jego środowisku w latach 80. w ryzykownej pracy opozycyjnej: „Trzeba [było] uczestniczyć w tym, żeby ludzie nie tracili ducha”.

Hanasz już wcześniej zasłynął, tworząc w Toruniu tzw. radio balonowe, czyli nadawanie „treści godzących w ustrój Polski Ludowej” z nadajnika podwieszonego do unoszącego się balonu. Audycje te przeszły do historii jako Radio Solidarność. Komórki konspiracyjne w całej Polsce wykonywały podobne akcje, polegające na wchodzeniu na fonię państwowego radia, najczęściej korzystając z górnych pięter wysokich bloków.

Jednak wejście na wizję TVP to była „wyższa szkoła jazdy”, wymagająca inwencji w dziedzinie elektroniki i inżynierii, szczególnie w dobie niedoborów dosłownie wszystkiego. Dotąd nikomu to się nie udało.Pomysł wyświetlenia obrazów na tle programu telewizyjnego należał do kolegów Jana Hanasza z pracy, radioastronomów Zygmunta Turły i Eugeniusza Pazderskiego. To oni zaprojektowali i zbudowali aparaturę do „włamu” na wizję.

Wcześniej dyskretnie testowali ją na obszarze Torunia, nadając niewielkie figury geometryczne. Wtajemniczone osoby w określonych godzinach szukały znaków na ekranach telewizorów i powiadamiały konspiratorów o efektach. Eksperymenty pozostawały niezauważone przez władze.

Zhakowanie sygnału telewizyjnego zyskało rozgłos poza granicami Polski

Cały sprzęt „włamywaczy” składał się z kilku elementów połączonych kłębowiskiem kabli. Serce systemu stanowił niepozorny komputer produkcji brytyjskiej, Sinclair ZX Spectrum 48k. Komputer, spięty z niewielkim czarno-białym telewizorem, sterował specjalnie skonstruowanym modulatorem, który emitował sygnał-planszę i przesyłał ją do nadajnika o mocy zaledwie

7 wat, połączonego z zamocowaną na balkonie anteną długości 3 metrów. Problemem konstrukcyjnym, którego rozwiązanie wymagało ogromnego talentu, było zsynchronizowanie planszy z istniejącym sygnałem TV tak, by była stabilnie widoczna na ekranach telewizorów.

Specjalnie zaprogramowane ZX Spectrum pobierało oryginalny sygnał z telewizora, przeliczało w czasie rzeczywistym parametry obrazu (tzw. synchronizację poziomą i pionową) i modulowało sygnał planszy, podając go do nadajnika.

Mimo że telewizyjny nadajnik toruński nadawał z bardzo małą mocą, był w stanie nałożyć swój sygnał na emisję potężnego nadajnika TVP. Namierzenie jego lokalizacji było technicznie niemal niemożliwe. Emisja plansz Solidarności, widoczna na ekranach telewizorów w promieniu kilku kilometrów od konspiracyjnego nadajnika, dotarła bezpośrednio do kilkudziesięciu tysięcy osób, jednak wiadomość o Telewizji Solidarność szybko przekroczyła granice Torunia, Polski, a nawet Europy.

Hakerzy zostali aresztowani i osądzeni

Konspiratorzy planowali regularne nadawanie. Kolejna emisja miała nastąpić 12 dni później, 26 września 1985 r., w czasie popularnego serialu „07 zgłoś się” o przygodach porucznika Borewicza.

Tuż po drugiej emisji, tym razem obejmującej Rubinkowo, gęsto zaludnioną zachodnią dzielnicę Torunia, do mieszkania konspiratorów wtargnęła jednak Służba Bezpieczeństwa. Zatrzymała Jana Hanasza i jego kolegów: Zygmunta Turłę i Leszka Zaleskiego.

Aresztowanie było wynikiem inwigilacji środowiska PAN przez Służbę Bezpieczeństwa, która po pierwszej emisji trafnie wytypowała sprawców spośród środowiska PAN i CA UMK, między innymi dzięki obserwacji i podsłuchom telefonicznym. Dziś wydaje się to zabawne, ale raporty milicyjne po aresztowaniu podkreślały, że zakłócenie emisji serialu „07 zgłoś się” mogło wywołać szczególne wzburzenie społeczne.

Zatrzymanym astronomom nie było jednak do śmiechu. Groziły im wysokie wyroki. Przesłuchująca ich esbecja nie była w stanie uwierzyć, że całą intrygę wymyślili pracownicy Centrum Astronomicznego UMK i samodzielnie skonstruowali aparaturę zdolną zakłócić sygnał TVP. Naturalnie ZX Spectrum wraz z telewizorem Neptun, anteną i całym osprzętem stanowiły dowód w sprawie.  

Sława tzw. procesu astronomów przekroczyła granice kraju. Pisała o nim szeroko prasa na Zachodzie, w tym magazyn „Time” oraz „Los Angeles Times”. Proces nagłośniono także podczas warszawskiego Kongresu Intelektualistów.

Władze PRL nie chciały jednak eskalacji nastrojów. W styczniu 1986 roku zapadły dość łagodne wyroki. Trzej oskarżeni: Jan Hanasz, Zygmunt Turło i Leszek Zaleski, zostali skazani na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu, a współpracujący z nimi Piotr Łukaszewski – na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu. Gdyby prokuratorzy się upierali, a sąd uznał, że za sprawą stoi CIA lub MI6 (bo przecież tylko zachodnie służby z użyciem zachodniej techniki byłyby zdolne zaatakować TVP w czasie emisji serialu o por. Borewiczu), wyroki mogły być o wiele wyższe.

Zachował się anonim do Komitetu Wojewódzkiego KC PZPR w Toruniu od zaniepokojonego „lojalnego obywatela PRL”, który argumentował: „Potrzebna jest gruntowna czystka w Centrum Astronomicznym PAN i w samym PAN. Ależ tam dobrane towarzystwo i to jeszcze docent, doktór fizyki i inny. Jak można było zatwierdzić takich skurwysynów i płacić – pytanie za co? Sprawa w Sądzie – żadnych amnestyj. Wyroki min. 15–20 lat odsiadki i dać przykład, by inni nie wciągnęli się w parszywą robotę za dolary – nikomu to nie potrzebne. Chcemy żyć w spokoju”.

Ku niezadowoleniu autora anonimu w 1986 r. oskarżonych objęła amnestia. System powoli odpuszczał, jednak grupa astronomów nie zamierzała składać broni. W 1987 r. SB udaremniło próbę wdrożenia produkcji seryjnej (!) urządzeń do nadawania na wizji. Miały być używane przez komórki konspiracyjne na terenie całego kraju.

Ale to już była końcówka PRL. Rok później miała miejsce słynna debata telewizyjna Wałęsa–Miodowicz. W 1988 r. rozpoczął obrady Okrągły Stół, a w 1989 r. sąd ponownie zalegalizował Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, co było początkiem ostatecznego końca komunizmu w Polsce.

Przejęcie sygnału telewizyjnego to więcej niż cyberatak

Spektakularne włamanie do systemu telewizji za pomocą sprzętu komputerowego zafascynowało amerykańskiego dziennikarza i pisarza Bucka Bloombeckera. Pod koniec lat 80. przyjechał do Torunia, by spotkać się z Janem Hanaszem, któremu poświęcił następnie cały rozdział w wydanej w 1990 r. książce „Spectacular Computer Crimes”, opisującej najsłynniejsze cyberataki lat 80.

 „Jedna rzecz była jasna z perspektywy historycznej – pisał Bloombecker – wyczyn Hanasza ma wszystkie cechy klasycznej przestępczości komputerowej. Łączył odwagę, sprawczość i znaczenie, przyczyniając się w spektakularny sposób do ewolucji Polski (…). Wiara Hanasza, że nawet komunistyczne rządy mogą zostać obalone, jeśli brakuje im powszechnego poparcia, otrzymała spektakularny dowód. Jego przestępstwo spowodowało jedno z pierwszych pęknięć w żelaznej kurtynie, pomagając w przygotowaniu gruntu pod obalenie muru berlińskiego”.

Co się stało z bohaterami tej historii po zmianie ustroju? Nadal zajmowali się pracą naukową: astronomią, astrofizyką i radioastronomią. Dziś są emerytami. Jan Hanasz w 1989 r. wrócił na poprzednie stanowisko, a od 1994 r. był pracownikiem Centrum Badań Kosmicznych PAN w Toruniu.

Odznaczano go za wybitne zasługi na rzecz przemian demokratycznych w Polsce i za osiągnięcia zawodowe. Kiedy w grudniu 2016 r. prof. Hanasz odbierał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Torunia, stwierdził: „Zaszczyt, którego dostąpiłem, dedykuję moim kolegom, bo bez nich to wszystko byłoby niemożliwe”.