Od wynalezienia specyfiku, który miał być cudownym lekiem na wiele dolegliwości, minęło już kilkanaście lat, choć Heinrich Dreser twierdził, że to właśnie kierowany przez niego zespół w Farbenfabriken Bayer & Co w Wuppertalu stworzył heroinę zaledwie rok wcześniej. Co bardziej zawistni wytykali mu jednak, że odkrycie należało do Anglika C.R. Adlera Wrighta. Ten chemik w  1874 roku eksperymentował z  morfiną, mieszając ją z różnymi kwasami. Tym sposobem powstała diacetylomorfina.

Co by jednak mówić, to Dreser dostrzegł merkantylne korzyści, jakie dawał nowy specyfik. Pod koniec XIX wieku wszyscy poszukiwali leku na dolegliwości oddechowe, kaszel, a przede wszystkim gruźlicę, na którą cierpiały setki tysięcy ludzi. Gdyby jeszcze substancja taka miała działanie przeciwbólowe, niewątpliwie stałaby się żyłą złota. 

Tu z pomocą Dreserowi przyszedł doktor Felix Hoffmann. Jego ojciec cierpiał na niezwykle dokuczliwe bóle reumatyczne. Staruszek przyjmował salicylan sodu, substancję okropną w smaku, a do tego podrażniającą błonę śluzową żołądka i wywołującą mdłości. Hoffmannowi zależało na tym, aby pomóc ojcu, starał się więc oczyścić kwas salicylowy. Udało mu się to jesienią 1897 roku, gdy otrzymał związek chemiczny powstały z  kwasu salicylowego i octowego. Dwa tygodnie później zsyntetyzował kolejną substancję – diacetylomorfinę.

Do przeprowadzenia testów zabrał się Dreser, wstrzykując obie substancje zwierzętom, co w tamtych czasach wcale nie było normą. Sprawdził też działanie specyfików na sobie i współpracownikach. Pochodna morfiny zdecydowanie wypadała lepiej. Jeden z laborantów Bayera stwierdził, że czuje się po niej „heroisch”, czyli heroicznie. Nazwa przypadła do gustu Dreserowi. Postanowił ochrzcić nową substancję mianem heroiny. 

Pierwszy ze specyfików – nazwany wkrótce aspiryną – zszedł na drugi plan. Dreser doszedł do wniosku, że może mieć niepożądane działanie na chorego, gdyż osłabia serce. To heroina miała nieść ulgę pacjentom, sprawiając, że chorzy na gruźlicę byli w stanie spokojnie przespać noc bez ataków spazmatycznego kaszlu. Do tego dochodziło niesamowite działanie przeciwbólowe. Bez zbędnych ceregieli wdrożono masową produkcję.

W tym samym listopadzie, w którym owacyjnie przyjęto mowę Dresera wygłoszoną do niemieckich medyków, heroina została zarejestrowana jako lekarstwo. Rok później Bayer wyprodukował już tonę tej substancji i wysłał do 23 państw. Sprzedawano ją pod wieloma postaciami: pastylek, syropów, proszku. Na jej punkcie oszalały Stany Zjednoczone, gdzie nowy syrop na kaszel zawojował rynek. Heroina sprzedawała się więc rewelacyjnie. I wtedy zaczęły się problemy.

Pojawiły się informacje o pacjentach, którzy „uodpornili się” na lekarstwo i potrzebowali wciąż większych dawek. W 1902 roku we Francji i USA lekarze donosili o klasycznych przypadkach uzależnienia. Bayer zdecydował się jednak na wycofanie heroiny z rynku dopiero w 1913 roku. W tym czasie świat podbiła już aspiryna. Lekarstwo, które w pierwszym momencie nie przypadło do gustu Dreserowi, zostało opatentowane w Berlinie w marcu 1899 roku. Zyski z jej sprzedaży szybko zaczęły zmniejszać straty po heroinie. Heinrich Dreser zacierał ręce. Powiadano, że zagwarantował sobie udział w zyskach ze sprzedaży obu medykamentów. Wśród jego znajomych krążyły pogłoski, że sam uzależnił się od specyfiku, który wypromował.