Któż nie wie o Samuelu Koreckim, bohaterskim młodzianie za Zygmunta III, który ożeniony z Katarzyną córką Jeremiasza Mohyły, Hospodara Mołdawskiego, po wyzuciu tego ostatniego z panowania przez Turków, w imię pokrewieństwa i przyjaźni, naprzód ze szwagrami swymi Wiśniowieckim, Potockim i Przerębskim, a potem sam jeden, poszedł walczyć z Turkami, a po kilku świetnych zwycięstwach, dwakroć pojmany, skończył rycerskie życie męczeńską śmiercią w Carogrodzie?”. Jeszcze 150 lat temu to pytanie poety Władysława Syrokomli było retoryczne. Dzisiaj już takie nie jest. Poza wąską grupą pasjonatów nikt o Koreckim nie pamięta.

Równie małe grono wie o „kilku świetnych zwycięstwach” jego oraz innych magnatów zaangażowanych w mołdawskie awantury. Blask ich osiągnięć przyćmiły bowiem… inne sukcesy Rzeczypospolitej. Krwawe i długoletnie zmagania w Mołdawii schowały się w cieniu osławionych dymitriad. Tymczasem gdy w Moskwie głośno rozbrzmiewały dzwony obwieszczające objęcie władzy przez Dymitra Samozwańca, od kilku już lat mołdawskie równiny wypełniał szczęk szabel i huk armat. A zwrotów akcji, morderstw i intryg było tyle, że nie wymyśliłby ich nawet Alfred Hitchcock.

MIĘDZY POLSKĄ A TURCJĄ

Mołdawia była słabym państwem, otoczonym przez zaborcze mocarstwa. Podobnie jak sąsiednie Wołoszczyzna i Siedmiogród stanowiła miejsce ścierania się interesów Rzeczypospolitej, Turcji i cesarstwa. Państwo formalnie było zależne od sułtana.

Tymczasem w Rzeczypospolitej wpływowy kanclerz Jan Zamoyski prowadził politykę antyhabsburską i antyturecką. Ożeniony z Gryzeldą Batorówną (bratanicą króla Stefana) w państwach naddunajskich widział cenny bufor między Polską a Turcją. Starał się ograniczać tam wpływy cesarskie, ale też bacznie pilnował, by Turcy nie wchłonęli tych ziem, bo to podsuwałoby bezpośrednią władzę sułtana aż pod polską granicę. To dlatego w 1595 r., gdy uznał, że w związku z tureckimi planami aneksji została zagrożona względna równowaga sił w regionie, wkroczył do Mołdawii i pokonawszy hospodara Stefana Rozwana, osadził na tronie Jeremiasza Mohyłę.

Bojar ten wszystko zawdzięczał Rzeczypospolitej. Wcześniej posłował do naszego kraju, a gdy był w potrzebie, znalazł tam schronienie. W 1593 r. Jeremiasz, jego brat Szymon oraz ich synowie otrzymali indygenat – tzn. stali się szlachcicami polskimi. Nic dziwnego, że gdy w 1595 r. Mohyła został władcą mołdawskim (hospodarem) w tajnej przysiędze złożonej tylko przed kanclerzem Zamoyskim, hetmanem Żółkiewskim i dyplomatą Herburtem zobowiązał się, iż zostanie… wojewodą mołdawskim, gdy Polska przyłączy Mołdawię. Do tego jednak było daleko. Tymczasem Mohyła rządził i zyskał nawet akceptację Turcji. Podczas poselstwa Jana Szczęsnego Herburta do Stambułu (1598 r.) stwierdzono, że Mołdawia przybierze postać polsko-tureckiego kondominium: „Król polski na hospodarstwo zalecić i poradzić ma człowieka takiego, który by umiał przyjaźń między Panami przestrzegać. Cesarz turecki chorągiew podawać ma [czyli symbol zależności lennej – przyp. aut.]”. Zapewniono też, że po Jeremiaszu tron mołdawski obejmą jego synowie.

TRON JAK GORĄCE KRZESŁO

Kondominium – takim państwem miał rządzić Mohyła. Jego niewygodnej sytuacji nie polepszali pozostali sąsiedzi: zaborcze cesarstwo (z nieobliczalnym, mającym zaburzenia psychiczne i sfiksowanym na punkcie alchemii Rudolfem II) czy Wołoszczyzna (z ambitnym Michałem Walecznym, który długów pozbył się... mordując wierzy-cieli, a jego największym marzeniem było zjednoczenie wszystkich trzech księstw naddunajskich). Mohyła nie mógł też całkowicie polegać na poddanych. W chwili zagrożenia wojsko po prostu uciekało, jak w 1600 r., gdy doszło do walk z Michałem. „Wtem Michał raptownie przebył Siedmiogrodzkie Góry i stanął z wojskiem na suczawskich polach. Mohyła nie zląkł się jednak i wyszedł z hufcami swymi, jakie miał przy boku, i 200 Polakami przeciw Michałowi. Płoche i zmienne Wołochy [Mołdawianie], wsadziwszy czapki na dzidy na znak poddania się, uciekli do Michała. Liczono zbiegów do 15 000. [...] Wołochom zabrakło wiary, uczciwej miłości i szacunku dla swojego władcy” – zapisał kronikarz Reinhold Heidenstein.

Całe szczęście z pomocą przybył Jeremiaszowi kanclerz Zamoyski. Bitwa pod Bukowem stoczona 20 października okazała się jego wielkim zwycięstwem. Dzięki niej nie tylko obronił pozycję Jeremiasza, ale i wprowadził jego brata Szymona na tron wołoski! Mohyłowie jako władcy Mołdawii i Wołoszczy-zny byli nie lada strategicznym zyskiem dla Rzeczypospolitej.

Kanclerz musiał jednak powędrować do Inflant na wojnę ze Szwedami, a hetmana Żółkiewskiego zajął później rokosz i wojna z Rosją. Wszystko to upewniło Jeremiasza, że musi poszukać dodatkowego wsparcia. Jego licznych konkurentów nie odstraszał nawet sposób, w jaki Mohyła postąpił ze swoim schwytanym poprzednikiem Stefanem Rozwanem: kazał mu obciąć nos i wargi, nabił go na pal i zmusił konającego do obejrzenia egzekucji brata.