Auschwitz II - Birkenau był oddalony o 3 kilometry od obozu macierzystego. Decyzję o budowie na miejscu dawnej wsi Brzezinka podjęto w marcu 1941 roku. W kwietniu wysiedlono jej mieszkańców, a w drugiej połowie roku przystąpiono do budowy obozu, którego głównymi więźniami mieli być jeńcy radzieccy. Aż do 1944 roku w niemieckiej terminologii tak zresztą ten obóz był określany (Kriegsgefangenenlagers der Waffen SS in Auschwitz O/S). Był już wtedy centrum zagłady europejskich Żydów. Wymordowano ich tutaj około miliona. Oprócz baraków dla więźniów (tylko w części murowanych) na 140 hektarach postawiono krematoria, komory gazowe, wybudowano rampę wyładowczą i specjalne miejsce segregacji zagrabionego ofiarom mienia zwane „Kanadą”. Budowy obozu nigdy nie ukończono – zaprzestano jej w 1944 roku.

27 kwietnia 1940 roku SS- -Reichsführer Heinrich Himmler rozkazuje SS- -Oberführerowi Richardowi Glücksowi, inspektorowi obozów koncentracyjnych: „założyć w Oświęcimiu – w byłych koszarach artyleryjskich – obóz koncentracyjny i rozbudować go siłami więźniów”.

Rozkaz kończy kilkumiesięczne negocjacje między Wehrmachtem i SS w sprawie przejęcia byłych koszar pułku artyleryjskiego z Krakowa.

Rozpoczyna się organizacja obozu zakończona 14 czerwca przybyciem do KL Auschwitz pierwszego transportu – 728 polskich więźniów z Tarnowa. Ten dzień uznaje się za początek działalności obozu w Oświęcimiu.

OGRODNIK HIMMLER

Pod koniec lat 30. dowództwo SS podjęło decyzję o utworzeniu przedsiębiorstw gospodarczych mających wypracowywać zysk przeznaczony na działanie organizacji, a jednocześnie zapewnić pracę coraz większej ilości więźniów powstających obozów koncentracyjnych. Zdecydowano, że przedsiębiorstwa SS zajmą się produkcją materiałów budowlanych. Nowe lokalizacje dla obozów koncentracyjnych wybierano więc w pobliżu kamieniołomów, dużych pokładów żwiru czy piasku. KL Auschwitz nie spełniał tych wymagań, tworzony był bowiem początkowo jedynie jako obóz przejściowy (przed wywózką więźniów w głąb Rzeszy).

Mimo to jesienią 1940 roku zapadła decyzja o skierowaniu więźniów do pracy w pobliskiej żwirowni i przy wydobyciu piasku. Jeszcze w tym samym roku okazało się, że dowódca SS ma jednak inny pomysł na wprzęgnięcie Auschwitz w system przedsiębiorstw SS. „Oświęcim będzie rolną stacją doświadczalną dla Wschodu. Tam są możliwości, jakich nie mieliśmy dotychczas w Niemczech. Sił roboczych jest dość. Każde potrzebne doświadczenie rolne musi być tam przeprowadzone.(…) Zakładać stawy, osuszać grunty, budować wały wiślane” – wspomina w „Autobiografii” SS-Hauptsturmführer Rudolf Höss, pierwszy komendant Auschwitz, słowa, jakie Himmler wypowiedział doń w listopadzie 1940 roku. Niewiele jednak wyszło z tych planów, bo zniweczył je sam Himmler kolejnymi decyzjami, wiosną 1941 roku.

Okazało się bowiem, że obóz jest zbyt mały i zapadła decyzja, aby go rozbudować. Najpierw do pojemności 30 tysięcy ludzi, a później, by w Brzezince pobudować nowy obóz na 100 tysięcy. Zgodnie z przyjętymi zasadami wykonywanie takich prac należało do więźniów. Kiedy jeszcze w 1942 roku ustalono, że to Auschwitz-Birkenau będzie centrum zagłady Żydów (konieczność budowy komór gazowych i krematoriów), jasne stało się, że z pierwotnych rolniczych planów Himmlera nic nie wyjdzie. Stacji doświadczalnej Rzeszy na Wschodzie nie miał kto budować. Nawet przy wciąż wzrastającej liczbie deportowanych do obozu ludzi.

Powstało jedynie kilka gospodarstw pracujących w większości (poza stacją badawczą w Rajsku) na potrzeby własne obozu.

 

ARBEIT MACHT FREI

Praca była podstawowym obowiązkiem wszystkich więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych. Słynne zdanie – arbeit macht frei (praca czyni wolnym) – pojawiło się już w pierwszym założonym przez hitlerowców obozie koncentracyjnym, w bawarskim Dachau. To stamtąd zapożyczył je Höss. Udoskonalając to, czego nauczył się w Dachau, spowodował, że dla podległych mu więźniów praca była koniecznością, a z upływem czasu stawała się też szykaną, karą, a w końcu formą eksterminacji. „

Materiały budowlane są ciężkie i bez żadnej miary bywają ładowane na człowieka. Warto tu nadmienić, że jeśli praca ta wypadnie więźniom będącym w kompanii karnej, muszą ją nadto wykonywać biegiem. A i w ogóle poganianie tempa przy tej lub innej pracy zależy przecież od widzimisię, humoru, temperamentu itp. dozorcy. Tu naprawdę nieszczęśliwi są i gęsto składają swe życie w ofierze ludzie słabsi, starsi, a również ci zgoła nieprzyzwyczajeni do żadnej fizycznej pracy. (...) Bo u młodych zwierzaków niemieckich, którym cały intelekt wegnano w mięśnie nóg i rąk, każdy niezręczny, niezdarny ruch więźnia, każde potknięcie budzi nieopisany szał wściekłości. Bardzo często zabijają w takim wypadku na miejscu lub też stłuką tak, że człowiek musi w najkrótszym czasie życie zakończyć. (…)” – pisała Halina Krahelska w broszurze „Oświęcim. Pamiętnik więźnia” wydanej już w 1942 roku.

Opis Krahelskiej był charakterystyczny dla każdego obozowego dnia. W 1942 roku (a więc wtedy, kiedy autorka pisała broszurę) przy rozbudowie pracowało codziennie 8 tysięcy ludzi, rok później 11 tysięcy. Więźniowie rozbudowali obóz macierzysty, postawili ponad 300 z zaplanowanych 600 obiektów w Birkenau (w tym cztery krematoria i komory gazowe), kilkanaście kilometrów ogrodzeń, wybudowali kanały odwadniające. Jaki był koszt tych wszystkich inwestycji? Zachowana dokumentacja obozowa nie pozwala na dokładne określenie sum; Niemcy, likwidując obóz, systematycznie wyliczenia niszczyli. Wiadomo jednak, że samo tylko utrzymanie więźniów rozbudowujących obóz przy stawce 1,34 marki dziennie pochłonęło w 1943 roku ponad 5 milionów. Materiały budowlane trafiały na budowę „po kosztach”, w większości wytwarzane w gospodarstwach nadzorowanych przez ludzi Himmlera. Rozbudowa obozu, chociaż nie przynosiła strat, nie generowała również zysków.

Te pochodziły z pracy więźniów zatrudnionych w czterech przedsiębiorstwach SS działających w Auschwitz. Największe znaczenie miało Deutsche Ausrüstungswerke GmbH (DAW). Zatrudnieni w nim zajmowali się między innymi produkcją mebli, artykułów wyposażenia mieszkań, okuć metalowych, uszczelek dla okrętów podwodnych czy rozbiórką strąconych samolotów. W 1944 roku przedsiębiorstwa SS zatrudniały 4500 więźniów i więźniarek.

KAUCZUKOWE MILIONY

„Potem przyszliśmy my. Wygnaliśmy ludzi, rozbiliśmy domy, zrównaliśmy ziemię, umiesiliśmy ją na błoto. Postawiliśmy baraki, płoty, krematoria. Przywlekliśmy ze sobą świerzb, flegmonę i wszy.

Pracujemy w fabrykach i kopalniach. Dokonujemy olbrzymiej pracy, z której ktoś ciągnie niesłychany zysk. (…) Przy rozliczeniu rachunek okazał się tak fantastycznie milionowy, że za głowę złapał się nie tylko Auschwitz, ale sam Berlin. Panowie, powiedziano, to niemożliwe, za dużo zarobiliście, aż tyle a tyle milionów! A jednak, odrzekła firma, oto są rachunki. No tak, rzekł Berlin, ale my nie możemy. To połowę, zaproponowała patriotyczna firma. Trzydzieści procent, potargował się jeszcze Berlin, i na tym stanęło. Od tego czasu wszystkie rachunki firmy Lenz są odpowiednio obcinane. Lenz nie martwi się jednak: jak wszystkie firmy niemieckie powiększa kapitał zakładowy.

 

Zrobił na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny. Tak samo firma Wagner i Continental od wodociągów, firma Richter od studzien, Siemens od oświetleń i drutów elektrycznych, dostawcy cegły, cementu, żelaza i drzewa, wytwórcy części barakowych i ubrań pasiastych. Tak samo olbrzymia firma samochodowa Union, tak samo zakłady rozbiórki szmelcu DAW. Tak samo właściciele kopalń w Mysłowicach, Gliwicach, Janinie, Jaworznie” – pisał Tadeusz Borowski w opowiadaniu „U nas w Auschwitzu”. I chociaż firma Lenz (a właściwie: Schlesische Industriebau Lenz und CO AG z Katowic) ostatecznie zrezygnowała z udziału w budowie krematorium w Birkenau w roku 1942, to zewnętrzne firmy współpracowały z obozem od początku jego istnienia. Z obopólną korzyścią.

Największą inwestycją, w którą zaangażowano więźniów Auschwitz, była budowa fabryki kauczuku i paliw syntetycznych przez IG Farbenindustrie AG, największy w latach trzydziestych niemiecki koncern chemiczny. Już w marcu 1941 roku podjęta została decyzja o skierowaniu na budowę zakładów Buna- -Werke w Dworach k. Oświęcimia pierwszych kilkuset więźniów. Docelowo miało być ich 10 tysięcy (ten stan osiągnięto w 1944 roku). Mimo wydatkowania przez IG Farben olbrzymich kwot (524 miliony RM) budowa nigdy nie została ukończona. Więźniowie Auschwitz pracowali również w kopalniach, które bądź należały, bądź ściśle współpracowały z IG Farben w Wesołej, Libiążu i Lędzinach. W sumie zatrudniano tam blisko 3000 osób. Tylko w grudniu 1943 roku za wykorzystanie pracy niewolniczej IG Farben przekazało do skarbu Rzeszy 459 844,50 RM. Inne firmy dołożyły 1,5 miliona. Wyceniając pracę więźniów, stosowano dwa taryfikatory. Pierwszy zakładał wpłatę 4 marek za dzień pracy robotnika wykwalifikowanego i 3 za niewykwalifikowanego. Drugi zaś odpowiednio 6 marek i 4 marki. Były one o połowę niższe niż stawki taryfowe w Niemczech. To powodowało, że mimo mniejszej wydajności praca więźniów była bardzo opłacalna. Dowodem może być liczba podobozów utworzonych w tzw. strefie wpływów obozu KL Auschwitz – powstało ich w sumie ponad 40. Wykorzystywanie niewolniczej pracy więźniów było tylko jednym z elementów machiny, jaką stał się Auschwitz, dostarczającej zyski Rzeszy. Nie najważniejszym.

 

ZYSKOWNA ZAGŁADA

Poniesione na rozbudowę obozu nakłady powinny się dość szybko zwrócić, tak aby rachunek ekonomiczny wciąż był na plusie. To mogło zapewnić właściwe wykorzystanie podstawowej funkcji KL Auschwitz-Birkenau – centralnego obozu zagłady. W 1942 roku obóz został włączony w akcję masowej zagłady Żydów. Szczególnie intensywnie pracowano w maju i czerwcu 1944 roku. Wtedy do Auschwitz trafiały transporty Żydów z Węgier. W sumie ponad 400 tysięcy osób. Większość z nich prosto z wagonów skierowano do komór gazowych. Zagłada nie była prowadzona jednak tylko jednotorowo.

Załoga KL Auschwitz miała przynajmniej kilka metod. Zabijać mogły np. warunki codziennego życia. Głodowe racje żywnościowe (energetyczna wartość średnio 1500 kalorii – co wystarcza na utrzymanie człowieka w bezruchu, bez wykonywania żadnej pracy) – spowodowały, że w 1942 roku z niedożywienia ginęło dziennie średnio 207 więźniów i więźniarek. Zanim jednak ich zwłoki trafiły do krematorium, można było przynajmniej z niektórych odzyskać bezcenne dla Rzeszy surowce. W archiwach muzeum w Auschwitz zachowały się meldunki stwierdzające wyrwanie ze zwłok zmarłych więźniów zębów: złotych i zawierających inne metale szlachetne. Meldunki były bardzo dokładne: zawierały numer więźnia, często jego imię i nazwisko, przede wszystkim zaś dentystyczne numery usuniętych zębów. Tak samo traktowani byli więźniowie zmarli od bicia, zastrzeleni, powieszeni czy zagazowani w początkowym etapie stosowania tej formy zagłady. Kiedy Auschwitz stał się częścią realizacji „Endlösung”, czyli ostatecznego rozwiązania, odzyskiwanie złota i metali szlachetnych przybrało masową formę. W 1944 roku – jak ustalili działacze ruchu oporu – z zębów ofiar eksterminacji w Auschwitz uzyskiwano 10–12 kg złota miesięcznie. Dla oczyszczenia z resztek kości i mięśni wrzucano je do kwasu solnego. Potem były przetapiane na sztaby ważące od 0,5 do 1 kg, czasami zaś na krążki po 140 gram. Tak spreparowane złoto było przekazywane służbie dentystycznej SS i Bankowi Rzeszy.

 

Swoja wymierną cenę (w 1943 roku pół marki za kilogram) miały też włosy więźniów. Zarówno ścinane więźniom zaraz po przywiezieniu do obozu (te, które można było wykorzystać, musiały mieć przynajmniej 2 cm długości), jak i obcinane żydowskim kobietom po zagazowaniu. Włosy były odkażane, następnie suszone na podłogach ogrzewanych przez krematoryjne piece. Pakowane w papierowe worki przekazywane były do dalszego wykorzystania firmom prywatnym. Tam produkowano z nich między innymi stopy pończoch przeznaczonych dla marynarzy łodzi podwodnych. W styczniu 1945 roku po wyzwoleniu obozu znaleziono w nim 7 ton ludzkich włosów. Zakładając średnią wagę włosów jednego człowieka na około 50 g, te znalezione pochodziły od 140 tysięcy ofiar.

Kości i popioły ofiar także miały swoje zastosowanie dające zysk. Ponad 100 ton kruszywa kostnego zarząd Auschwitz wysłał w latach 1943–1944 do firmy „Strem” zajmującej się produkcją nawozów sztucznych. Przygotowaniem zwłok, tak by można było z nich czerpać zyski, zajmowało się Sonderkomando. „Pracowali jak w fabryce w zmianowym systemie. Były zmiany nocne i dzienne. Nagrody i kary. Jak w normalnym zakładzie pracy. Tylko materiał był inny. Ludzie i ludzkie ciała i prochy” – mówi Gideon Greif, izraelski historyk.

Dodatkowy dochód z eksterminacji zapewniały też rzeczy osobiste, jakie więźniowie przekazali do depozytu podczas przyjęcia do obozu. W początkowym okresie rzeczywiście były przetrzymywane i zwracane zwalnianym (zdarzało się, że wyprane i wyprasowane) lub odsyłane rodzinom zmarłych. Później nikt już tego nie pilnował. W przypadku Żydów kierowanych do komór gazowych ich przywiezione w transporcie mienie przepadało natychmiast. To, co się z nim stanie, było określone specjalnymi dyrektywami. Każda przywożona rzecz musiała zostać spożytkowana. Nawet łachmany. Tylko do lutego 1943 roku z Auchwitz i Birkenau odprawiono w głąb Rzeszy 824 wagony z tymi pozornie do niczego nienadającymi się rzeczami. W styczniu 1944 roku z Auschwitz wysłano przesyłkę zawierającą zegarki, mechanizmy i koperty zegarkowe, bransoletki, paski, wieczne pióra, ołówki mechaniczne. Była to któraś z kolei przesyłka. Która? Zajmujący się odbiorem urząd stwierdził, że w związku z ich ogromną ilością, a także brakami personelu nie wystawi pokwitowań na wcześniejsze transporty.

Biurokracja mimo wszystko nie dawała za wygraną. Zarządzenie z 9 grudnia 1943 roku nakazywało, by przeliczenia związane z mieniem żydowskim były zgodne z zasadami rachunkowości państwowej. Gotówka pozyskana z eksterminacji mogła być wydatkowana tylko na dalszą eksterminację. Nadwyżki trafiać zaś powinny do Głównej Kasy Rzeszy.

EPILOG

Naziści dołożyli wszelkich starań, by ukryć rzeczywisty rachunek ekonomiczny obozu. Robili to nie tylko pod koniec wojny. Chociażby w czasie, kiedy trwała akcja gazowania tysięcy ludzi, używany do tego gaz – cyklon B – określany był w obozowych dokumentach eufemistycznie mianem „materiału do przesiedlenia Żydów”. Podobnie próbowano ukryć inne zbrodnie. Odpowiedź na pytanie, jaki rzeczywisty zysk z działalności KL Auschwitz odniosła III Rzesza, nigdy nie będzie konkretna. Rozliczeń między obozem, przedsiębiorstwami SS, zakładami prywatnymi a nadzorującym wszystko Głównym Urzędem Gospodarczo- -Administracyjnym SS (WVHA) dokonywano bowiem w bardzo różnorodny sposób (od rozliczeń gotówkowych po transakcje wymienne). Z pewnością jednak wszystkie strony tego interesu wyszły na swoje. Koszt ponieśli więźniowie.