Rzadka inskrypcja z epoki Sasanidów odnaleziona w Iranie. Jej treść zdradza kulisy królewskiego rytuału

W regionie pełnym pamiątek po dawnych imperiach, gdzie niemal każdy kamień ma swoją historię, archeolodzy natknęli się na ślad pozwalający zajrzeć w zupełnie inną stronę życia władców sprzed wieków. Odnaleziona w Iranie inskrypcja skalna z epoki Sasanidów przykuwa uwagę tym, czego nie mówi. Nie chwali podbojów, nie wylicza tytułów monarchy. Zamiast tego zdaje się zapraszać na uroczystość, która dla ówczesnych mogła być równie ważna co zwycięska bitwa. Opowiada bowiem o wydarzeniu z miesiąca Dey, czyli kluczowego czasu w zoroastryjskim kalendarzu.
...

Ceremonia wyrzeźbiona w kamieniu

Abolfassan Atabaki, archeolog który ją zidentyfikował, wskazuje na wyjątkowość tego znaleziska. Jak podkreśla, jest to zapis daty oficjalnej uroczystości sasanidzkiej. Większość zachowanych tekstów z tego okresu służyła utrwaleniu władzy i chwały. Tymczasem ten niewielki napis, choć częściowo zniszczony przez erozję, rejestruje moment świętowania. To rzadkie spojrzenie na inny wymiar funkcjonowania dworu.

Czytaj też: Mikroskopijne ziarna ujawniają historię spalonej stolicy starożytnej Persji. Aleksander Wielki maczał w tym palce

Inskrypcja najprawdopodobniej upamiętnia termin królewskiej ceremonii sasanidzkiej – tłumaczy Abolhassan Atabaki

Sama lokalizacja nie jest przypadkowa. Równina Marwdaszt stanowi istny alfabet historii Iranu, zapisany w kamieniu przez Elamitów, Achemenidów i wreszcie Sasanidów. Bliskość Persepolis, Naqsz-e Rostam czy Naqsz-e Radżab świadczy, iż miejsce to przez stulecia było sceną, na której odgrywano rytuały władzy.

Miesiąc Dey i polityka władzy

Dlaczego akurat miesiąc Dey? W kalendarzu zoroastryjskim był to czas poświęcony Ahura Mazdzie, najwyższemu bóstwu, i związany z festiwalem Deygan. Dla władców z dynastii Sasanidów, którzy panowali od III do VII wieku, takie święta nie były wyłącznie religijną powinnością. Stanowiły precyzyjne narzędzie polityczne, mające unaocznić poddanym boskie namaszczenie monarchy. Organizowane w tym okresie królewskie festiwale pełniły podwójną, a może i potrójną funkcję. Były aktem pobożności, celebracją cyklu przyrody, ale przede wszystkim spektaklem legitymizacji. Król występował w roli łącznika między niebem a ziemią, gwaranta porządku i obrońcy wiary. Każdy gest, każdy element ceremonii przypominał o ustalonej hierarchii. Umieszczenie informacji o takim wydarzeniu w kamieniu było sposobem na jego utrwalenie, nadanie mu rangi niepodważalnego faktu.

Czytaj też: Grobowiec Zapoteków w Meksyku. Archeolodzy nie wierzyli w to, co zobaczyli

Można to odczytywać jako przejaw geniuszu politycznego Sasanidów. Rytuał, kalendarz i święta geografia były przez nich świadomie stawiane w służbie imperium. Kontrola czasu i sposobu jego świętowania to przecież jedna z subtelniejszych form sprawowania władzy. Odkryta inskrypcja zdaje się być małym trybikiem w tej wielkiej maszynerii. Jeśli zaś chodzi o równinę Marwdaszt, to nie przestaje ona dostarczać naukowcom materiału do badań. Sam Atabaki tylko w ostatnich dwóch latach odnalazł tam kilka nowych rycin z okresu sasanidzkiego. Łącznie na tym obszarze udokumentowano już ponad 50 historycznych pozostałości z różnych epok. To dowód na nieprzerwaną, trwającą milenia, wagę tego miejsca jako centrum politycznej i rytualnej władzy.