Podobnie jak młode antylopy na sawannie, które bez wcześniejszego kontaktu z lwami wiedzą, że król zwierząt stanowi dla nich niebezpieczeństwo, tak i publiczność odbiera emocje brzmiące w głosie mówcy.

Ani głosu, ani mowy ciała nie można ukryć przed audytorium. Wiele osób nieustannie traci energię na takie próby, choć są one z góry skazane na niepowodzenie. Jedyne, co możesz wówczas zrobić, to powiedzieć słuchaczom, jak się czujesz. Najprawdopodobniej będą w stanie ci wybaczyć i zaakceptować twój lęk. Kolejne strony mają cię jednak zachęcić do budowania pewności siebie.

Na silny głos składają się cztery elementy: umysł, oddech, rezonatory oraz wyobraźnia. Co więcej, opiszę też szczegółowe ćwiczenia, które mogą uwolnić ciebie i twój głos od lęku.

I UMYSŁ

Pierwsze założenie, które determinuje dalsze rozważania, wielu osobom może wydać się kontrowersyjne. Z głosem nie trzeba nic robić. Fałd głosowy składa się co prawda także z mięśni, ale nie istnieje coś takiego jak ćwiczenie głosu, który jest „cherlawy”. Twój głos jest, jaki jest – i tego nie zmienisz. Po pierwsze trzeba go zaakceptować. Po drugie rozpracować wszystkie blokady, które mogą negatywnie na niego wpływać.

Niezależnie od tego, co myślisz o swoim głosie, zapewniam cię, że większość osób ma głos z natury dźwięczny, pełny, o dobrym brzmieniu.

Nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś byłby kiepskim mówcą ze względu na to, że jego głos jest z natury za wysoki lub za słaby. Prawie każdą osobę, którą szkoliłem, a która była niezadowolona ze swojego głosu, bardzo szybko wyprowadzałem z błędu. Wynika to z prostej zależności: tym, co wpływa na emisję głosu oraz percepcję audytorium, jest poziom twojego napięcia wewnętrznego oraz twój stosunek do świata. Stosunek do świata pokazuje matryca zaproponowana przez Erica Berne’a. Psycholog ten wyróżnił cztery pozycje uwzględniające nastawienie jednostki do samej siebie oraz do partnera w dyskusji:

  • JA jestem OK i TY jesteś OK.
  • JA jestem OK, a TY nie jesteś OK.
  • JA nie jestem OK, a TY jesteś OK.
  • JA nie jestem OK i TY nie jesteś OK

Jeśli czujesz się źle ze sobą lub boisz się świata i uważasz, że jest on wobec ciebie nie w porządku (pozycja „JA nie jestem OK i TY nie jesteś OK”), w twoim głosie pojawi się wiele elementów uległości. Będzie on nieco podwyższony, zrobi się sztucznie słodki. Dla osób postronnych będzie to irytująca maniera, świadcząca o problemach na poziomie spójności. Jest to bardzo silna informacja, mimo że pozostaje często poza językiem, gdzieś na granicy nieświadomości.

Ludzie po prostu to usłyszą. W skrajnym przypadku taki mówca nie zawaha się użyć kłamstwa. Jego wystąpienie, na granicy wazeliniarstwa, pochlebstwa oraz zastraszenia, na poziomie merytorycznym może mieć pozory fachowości. Jeżeli mówca jest inteligentny, trudno będzie złapać go na gorącym uczynku.  Jednak na poziomie podświadomym przemówienie pozostawi w słuchaczach obawy i wątpliwości. Innymi słowy, pojawi się dysonans pomiędzy przekazem werbalnym a intencją mówcy.

Mówca, któremu brak spójności wewnętrznej, ale który traktuje swoich odbiorców pozytywnie („ja nie jestem ok, ty jesteś ok”), prawdopodobnie będzie próbował manipulacji. Taki prelegent liczy na to, że jeśli okaże słuchaczom pozytywne emocje, odwzajemnią się mu tym samym, czyli będą słuchać oraz dobrze ocenią wystąpienie. Niestety, mało kto ceni ingracjację (czyli działania mające na celu zdobycie czyjejś sympatii – przyp. red.), a takie działania łatwo wskazać jako niespójne. Jeżeli mówca się boi, może to wywołać w audytorium reakcję agresywną. Jeżeli słuchacze okażą się silniejsi, odstraszą prezentera. Niestety, w praktyce oznacza to koniec prawdziwej rozmowy: taki człowiek nie będzie prawdopodobnie budował dialogu, jego podstawowym celem stanie się po prostu przetrwanie do końca spotkania.

W przedostatnim wariancie mówca uważa, że jest jedyną pozytywną stroną w relacji (pozycja: „ja jestem ok, ty nie jesteś ok”). Głos takiego prelegenta staje się mocny, przytłaczający. Cechuje go wiele niskich alikwotów. Co ważne, wywołuje on lęk oraz agresję w członkach audytorium. W sytuacji, w której głównym motywatorem człowieka jest strach, nie można mówić o perswazji. Historia zna wiele agresywnych głosów, które poruszały tłumy. Wystarczy posłuchać przemówień Hitlera, by
już w pierwszych minutach usłyszeć głos ostry, agresywny, napięty.

Jeżeli mówca uważa, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu, wewnętrznie nie ma sobie nic do zarzucenia, a jednocześnie postrzega audytorium jak partnera w rozmowie, jego postawę można opisać jako: „ja jestem ok i ty jesteś ok”.

Mówca komunikuje się wówczas ze światem w sposób otwarty. Ma plany istnienia w tym świecie. Dzięki temu jego głos pracuje optymalnie, jest ciepły, przyciąga uwagę, słychać w nim szczerość. Osób, które akceptują siebie oraz świat, w którym żyją, po prostu dobrze się słucha. Kiedy uważasz, że audytorium jest wobec ciebie w porządku (darzysz słuchaczy szacunkiem), oraz sam starasz się być w porządku w stosunku do swojej publiczności (okazujesz jej należny szacunek), pojawia się pomiędzy wami wspólnota celów. Mówiąc wprost: macie coś razem do załatwienia. Dzięki temu głos „zaczyna działać”, a więc uzyskuje wszystkie walory, które pozwalają innym słuchać cię z przyjemnością.

Nawiązanie szczerej konwersacji z odbiorcami uwalnia większość psychicznych blokad, które mogą negatywnie wpływać na to, jak cię słychać.

Wracam tu do tezy przytoczonej w poprzednich rozdziałach: wystarczy rozwiązanie jednego problemu, aby znacząco zmniejszyć liczbę problemów technicznych. Dzięki temu czas wymagany do wprowadzenia usprawnień w mowie ciała czy głosie można znacząco skrócić. Błędem jest rozbijanie tych niewielkich elementów na problemy oraz praca nad każdym z nich z osobna. To jak leczenie objawów choroby, a nie jej przyczyny. Efekty przeważnie nie będą zadowalające.