Martha Dodd miała dwadzieścia cztery lata, kiedy latem 1933 roku przyjechała do Berlina z ojcem, nowym amerykańskim ambasadorem, matką i bratem. Z perspektywy czasu wspominała, jak naiwna i niedoinformowana była w sprawach politycznych i nie miała pojęcia, jakie okażą się Niemcy – i co reprezentują sobą nowe nazistowskie władze. Chociaż ojciec miał wiele wątpliwości i kilka razy wspominał, że nie wie, jak długo potrwa jego urzędowanie w Berlinie, Martha wielu rzeczy nie była świadoma. „Nie przypominam sobie, aby któreś z nas martwiła myśl, że będziemy żyć pod dyktaturą”, napisała w swoich berlińskich wspomnieniach Through Embassy Eyes („Oczami ambasady”).

 

Nie była odosobniona pod tym względem. Wielu Amerykanów nadal zachowywało obojętność wobec Hitlera i jego ruchu, w tym wielu czołowych ludzi pióra. Na przyjęciu pożegnalnym wydanym dla Doddów przez niemiecko-amerykańskie kręgi Chicago Martha siedziała między Thorntonem Wilderem i Carlem Sandburgiem. Wilder zachęcał Marthę, żeby szybko nauczyła się niemieckiego i spędzała czas w Berlinie z Niemcami, a nie z zagraniczną społecznością, a Sandburg dał jej taką oto radę: „Dowiedz się, co ma w sobie ten Hitler, co napędza jego mózg, z czego są zbudowane jego kości i krew. Przed twoimi oczami przedefiluje cała plejada oszustów i gangsterów, idealistów, mężów stanu, kryminalistów, dyplomatów i geniuszy. Zobaczysz przedstawiciela każdej narodowości tego świata. Obserwuj ich, badaj ich, analizuj ich wnętrza. Nie bądź przerażona ani pozbawiona pewności siebie, nie pozwól, aby oni albo twoje doświadczenia zepsuły cię lub zabiły twoją radość życia. Bądź dzielna i szczera, zachowaj poezję i prawość”.

Wszystko to sprawiło, że Martha traktowała tę podróż w nieznane jako wielką przygodę, którą planowała przeżyć z całą „radością życia”, zgodnie z zaleceniem Sandburga. Jeśli chodzi o inne cechy – dzielność, szczerość i prawość – to wśród tych, których Martha poznała podczas pobytu w Niemczech, opinie były podzielone, krążyły też niezliczone plotki o jej zachowaniu, szczególnie o tabunach mężczyzn w różnym wieku i różnej narodowości. O ile jej ociec często się „zacinał” w czasie spędzonym w Niemczech, niepewny, co powinien lub co może zrobić, Martha na pewno nie była „przerażona ani pozbawiona pewności siebie”. W tym sensie wzięła sobie słowa Sandburga bardzo do serca.

Martha wychowała się w Chicago i ukończyła University High School, którą studenci konkurencyjnych uczelni nazywali „żydowskim liceum”. Martha sama się przyznawała, że jest „trochę antysemitką”. Jak to ujęła: „Akceptowałam pogląd, że Żydzi nie są tak atrakcyjni fizycznie jak goje i są mniej pożądani pod względem towarzyskim”. Wspominała, że kiedy poszła na University of Chicago, nawet niektórzy z jej profesorów „byli niezadowoleni z talentów swoich kolegów i studentów Żydów”.

Po ukończeniu studiów Martha uzyskała posadę zastępcy redaktora literackiego „Chicago Tribune”. Wyszła również za mąż „na krótki i nieszczęśliwy czas”. Jednak w sprawach sercowych nie była, tak jak w kwestiach politycznych, naiwną młodą kobietą. Nie zadawała sobie trudu, żeby informować swoich nowych znajomych w Berlinie, że jest mężatką – i jeszcze nie uzyskała rozwodu. „Myślę, że bezwstydnie oszukiwałam cały korpus dyplomatyczny, nie mówiąc, że byłam wówczas kobietą zamężną – pisała z widocznym rozbawieniem. – Ale muszę przyznać, że podobało mi się traktowanie mnie jak osiemnastoletniej panienki, podczas gdy w duchu napawałam się moim mrocznym sekretem”.

Chociaż Martha nie była panienką, udało jej się oczarować większość poznanych w tym czasie mężczyzn. Kiedy 12 lipca 1933 roku Bella Fromm zobaczyła ją po przyjeździe do Berlina z rodzicami, opisała córkę nowego ambasadora jako „idealny przykład inteligentnej młodej Amerykanki”. Gdy w następnym roku do Berlina przyjechał William Shirer, nowy szef biura Universal News Service, przyszły słynny spiker CBS, zapisał w swoim dzienniku, że Martha większość wieczorów spędza w Die Taverne, restauracji, gdzie niemal co wieczór zbierają się po pracy amerykańscy korespondenci. Shirer opisał ją jako „ładną, pełną życia, żarliwą dyskutantkę”.

Jednak Martha budziła również inne uczucia, szczególnie u żon pracowników ambasady. Kay Smith wróciła z mężem Trumanem, attaché wojskowym, który w 1922 roku jako pierwszy amerykański urzędnik spotkał się z Hitlerem, na berlińską placówkę w 1935 roku. „Martha miała własne mieszkanie na najwyższym piętrze ambasady – napisała w swoim nieopublikowanym pamiętniku. – To niska, delikatna, błękitnooka dziewczyna o różowobiałej karnacji, mała figurynka z drezdeńskiej porcelany. Powierzchowność jednak myli. Martha umiała sobie radzić z mężczyznami, i to podobno bez skrupułów. Po pewnym czasie dotarły do mnie pogłoski, że w swoim mieszkaniu przyjmuje mężczyzn o każdej porze dnia i nocy”.