Czyli do wspomnień trzeba dorosnąć?

- Z tym też bywa różnie, bo daleką przeszłość lubimy idealizować. Sama idyllicznie pamiętam wakacje u babci, gdzie wszystko było wspaniałe – sielska wieś, cudowna babcia i gorące lato. To wystarcza, bym marzyła o przeprowadzce na wieś. W tych marzeniach nie myślę jednak o odśnieżaniu dachu i drogi do domu, tylko o tym, że w lecie miło można rozwiesić hamak w sadzie...

Idealizujemy zresztą też przyszłość. Wyobrażamy sobie, że gdybyśmy związali się z innym partnerem albo znaleźli inną pracę, to byłoby dużo lepiej niż jest. A najzdrowiej jest być tu i teraz, łapać chwilę, która jest.

A wcześniej opowiedzieć sobie swoją historię w miarę uczciwie?

- Proponuję czasem uczestnikom moich warsztatów, żeby zrobili sobie „zdjęcie”, czyli napisali, jak wyglądają, jakie mają samopoczucie, o czym myślą, w którym miejscu są w życiu właśnie teraz. Za jakiś czas powtarzamy „zdjęcie”. To ćwiczenie pomaga uzmysłowić sobie, jak zmienia się perspektywa w czasie i pokazuje, że to my decydujemy o tym, jak wygląda nasze życie i to, co robimy teraz, za kilka lat będzie naszym wspomnieniem. I od nas wiele zależy, czy ono będzie dobre czy złe. Podobnie jest z dawniejszymi wspomnieniami. Jeśli zdamy sobie sprawę, że przeważnie dużo zależało także od nas, że mieliśmy udział w tym, jak wyglądało nasze życie, będzie nam łatwiej uporządkować wspomnienia w taki sposób, by procentowały w przyszłości. Ale do tego potrzebna jest nasza świadoma decyzja.